środa, 3 września 2014

Rozdział 8...

Ja naprawdę nie żartowałem. Nagle poczułem, jak moje spodnie zrobiły się niebezpiecznie ciasne w tym jednym miejscu. Poczułem również jak robi mi się gorąco i duszno. Musiałem wziąć kilka naprawdę głębokich wdechów, aby móc normalnie funkcjonować, jeśli w ogóle można tak powiedzieć. W końcu, przyznałem przed chwilą, sam przed sobą, że podniecił mnie widok mojej córki, w skąpej bieliźnie. Zerkanie na nią, to jedno, ale to już lekkie przegięcie, nie uważacie? Przecież ja jestem jej ojcem. Nie może mi, za przeproszeniem, stawać na jej widok. To nienormalne i lekko przerażające, jednak... prawdziwe.
-Kurwa, co to za dupeczka? - do moich uszu doszedł głos barmana, który w pewnym momencie wypuścił z rąk szklankę, sprawiając, że rozbiła się o ziemię, a szkło porozsypywało się dookoła za barem. On jednak w dalszym ciągu wpatrywał sie w Jazzy i nic nie wskazywalo na to, aby miał przestać i z powrotem wrócić do swojej pracy.
-Za co ja ci, kurwa płacę? Za stanie przy barze, czy oglądanie mojej córki, w bieliźnie, co? - warknąłem pod nosem. Cholera, walczylem z samym sobą, aby na nią nie spojrzeć. Kurwa, używałem całej swojej silnej woli!
-To Jazzy!? - chlopak wytrzeszczył na mnie oczy, jednak po chwili znów wrócił wzrokiem do jej drobnej postaci.
-Tak. - odkaszlnąłem głośno i... nie wytrzymałem, rzucając ukradkowe spojrzenie w jej kierunku. Niestety, pozornie krótkie zerknięcie przerodziło się w coś dłuższego. Dosłownie nie potrafiłem oderwać wzroku od jej smukłych nóg, idealnego tyłka, pełnych piersi i prześlicznej twarzyczki. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje i w tym momencie bałem się sam siebie. Patrzyłem na swoją piętnastoletnią córeczkę, jak na obiekt seksualny, którym z wielką chęcią zająłbym się w nocy. I, kurwa, mimo starań, nie potrafiłem tego zmienić.
-Czekałem na to od kilku miesięcy. - nie zobaczyłem nawet, kiedy obok mnie pojawił się Zayn, trzymając między wargami papierosa. On rownież na mnie nie spojrzał. Do cholery, oboje zajęci byliśmy ślinieniem się na widok niemalże nagiej nastolatki, na którą ani on, ani tym bardziej ja, nie powinniśmy nawet patrzeć. - Przyznaj, nie żałujesz teraz, że Jazzy zastąpi dzisiaj Megan, prawda?
-Stary, to niepokojące. Skłamałbym, mówiąc, że nie pociąga mnie. Ja pierdole, rozbieram wzrokiem własną córkę. - potrząsnąłem kilka razy głową. Miałem nadzieję, że chociaż w ten sposób uda mi się zapanować nad pierdolonymi hormonami. Na marne.
-Ciesz się, że jedynie ją rozbierasz. Ci faceci wyraźnie ją gwałcą. - zachichotał, a ja dopiero wtedy oderwałem wzrok od Jazzy. Dopiero wtedy, kiedy minimalnie otrzeźwiły mnie słowa bruneta. - Gwałcą, oczywoście wzrokiem. - dodał ze śmiechem, oprużniając jednym duszkiem zawartość swojej szklanki i wlepiając oczy w szatynkę.
Wtedy światła delikatnie przygasły, a z głośników zaczęła lecieć jakaś piosenka. Zapewne znałem ją bardzo dobrze, lecz byłem tak skupiony na kontrolowaniu samego siebie, że nie potrafiłbym podać w tej chwili jej tytułu. Jazzy natomiast podeszła bliżej metalowej, lekko połyskującej rury, ustawionej na środku sceny, i przejechała po niej dłonią. Sam sposób jej chodzenia był znacznie inny od tego, który miałem okazję widzieć na codzień. Jej biodra kołysały się niesamowicie ponętnie, tylko wzmagając moją ochotę poddania się jej ruchom. Dodatkowo, jej piersi unosiły się delikatnie i opadały z każdym krokiem dziewczyny. Nigdy nie widziałem jej w takiej odsłonie i mimo że przed innymi kłamałbym, mówiąc, że nigdy więcej nie chciałbym zobaczyć, wiedziałem, że w rzeczywistości stało się to moim marzeniem. Chorą i zboczoną fantazją seksualną na temat własnej córki. Córki, kurwa.
Jazzy zaczęła poruszać się do rytmu muzyki, niesmowicie seksownie i namiętnie. Robiło mi się wręcz słabo na myśl, że ta sama dziewczyna, która teraz podnieca chyba każdego faceta w tym klubie, na codzień potrafi oglądać bajki w telewizji. Nie mieściło mi się w głowie, jak w ciągu jednej, krótkiej chwili, z grzecznego aniałka, potrafiła zmienić się w... zajebistą dziwkę. Przepraszam, ale nie znalazłem innych słów, aby określić to, co widziałem.
-Radzę ci z nią porozmawiać i dowiedzieć się, kim był szczęściarz, który odebrał jej dziewictwo. - Zayn włożył mi do ręki szklankę z whisky, którą wypiłem na raz. Miałem nadzieję, że odrobina alkoholu pozwoli mi odwrócić głowę w drugą stronę. Niestety, byłem jeszcze bardziej pochłonięty ruchami i tańcem Jazzy.
I kiedy myślałem, że dosłownie nic nie oderwie mnie od dziewczyny, mój umysł zajęła inna myśl. Niebezpiecznie blisko szatynki zaczął kręcić się pewien facet, jeden ze stałych klientów klubu. Był bogatym biznesmenem i, z tego, co bylo mi wiadomo, mógł mieć najwyżej trzydzieści pięć lat. Gdy podszedł pod samą scenę, o okrągłym kształcie, przejechał dłonią po tyłku piętnastolatki, a potem włożył za koronkę jej majtek plik banknotów.
Krew się we mnie zagotowała tak gwałtownie że nie minęły nawet dwie sekundy, a ja przywołałem do siebie ochroniarza.
-Wypierdol tego starego zboczeńca z mojego klubu. - nie przebierałem w słowach, ponieważ w jednej chwili stałem się niesamowicie wkurwiony. Nie pozwolę nikomu obmacywać mojej córki, a już zwłaszcza na moich oczach.
-Szefie, to jeden z naszych najlepszych klientów. - Dennis, ochroniaż, zawahał się przez moment, zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze zrozumiał moje słowa.
-Mógłby być prezydentem Stanów Zjednoczonych. Gówno obchodzi mnie, kim jest. Obmacuje moją córkę, dlatego w tej chwili masz go stąd wypieprzyć, rozumiemy się? - wstając, zacisnąłem jedną pięść na koszulce mężczyzny. Nadal pozostał zmieszany, lecz przytaknął głową i odszedł w kierunku swojego celu. Obserwowałem, jak złapał go za ramię i z niemałym trudem wyprowadził z klubu. Wtedy mogłem odetchnąć głębiej, jednak, kiedy moje myśli nie były zajęte żadnym zbyt śmiałym klientem, znów wracały do postaci Jazzy, razem ze wzrokiem, który wręcz potrzebował choćby jednego spojrzenia na szatynkę.
Piosenka powoli dobiegała końca, co oznaczało, że mała za chwilę zejdzie ze sceny. Z jednej strony czułem radość i ulgę, ponieważ żaden typ nię będzie mógł już na nią spojrzeć. Z drugiej jednak, już zacząłem tęsknić za widokiem jej niemal nagich piersi, czy idealnej pupki.
Kiedy szatynka, pod koniec piosenki, z lekkim rozkrokiem zsunęła się po rurze, znów poczułem przypływ duszności. Wstałem więc ze swojego miejsca, łapiąc Zayna za koszulkę. Skierowałem się do łazienek, po drugiej stronie klubu i kiedy tylko do nich doszliśmy, zamknąłem za nami drzwi. Podszedłem do umywalek i oparłem się o marmurowy blat przed nimi, biorąc kilka spokojnych, głębokich oddechów.
-Stary, nie wiem, co się ze mną dzieje. - mruknąłem do bruneta, jednocześnie odkręcając kran z zimną wodą i oblewając nią twarz.
-Uspokój się. Przecież jesteś tylko facetem. To nic dziwnego. - oczywiście, Zayn nie widział w tym nic dziwnego. Ja owszem.
-Ale to moja córka, rozumiesz? Przecież nie mogę patrzeć na nią w ten sposób. To chore, zboczone i pojebane. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. - zwierzanie się ze swoich uczuć przed kumplem nie było wcale prostą sprawą, zwłaszcza, kiedy on nie rozumiał powagi sytuacji.
-Nie potrzebnie panikujesz. Popatrzyłeś przez chwilę na śliczne ciałko, to się nie dziw, że ci trochę bokserki urosły. A to, czy Jazzy jest twoją córką, czy przypadkową panienką, nie ma w tym momencie żadnego znaczenia.
Zirytowany, przewróciłem oczami. Wiedziałem już, że nie znajdę w nim oparcia, dlatego wolałem skończyć tę rozmowę w tym momencie, ponieważ za chwilę prawdopodobnie wywołałaby się między nami kłótnia, której wolałem uniknąć. Wyszedłem więc z łazienek, starając się nie słuchać podnieconych szeptów, jak i głośniejszej wymiany zdań, na temat występu Jazzy. Wiedziałem, że gdyby tylko doleciało do moich uszu jedno, niewłaściwe słowo, rozpętałbym piekło.
Przeszedłem wzdłuż korytarza, do końca, gdzie mieściła się szatnia, w której powinna przebywać teraz Jazzy. Zapukałem dwa razy, po czym wszedłem do środka. Niestety, Jazmyn nie była tam sama. Obok niej, oparty o blat, stał Dennis, ochroniaż, któremu parę chwil temu poleciłem wyprowadzić z klubu podejrzanego człowieka. Widziałem, że szatynka nie czuła się komfortowo w jego obecności, a mi momentalnie podskoczyło ciśnienie.
-Naprawdę tak bardzo chcesz stracić tę robotę? - warknąłem w jego kierunku, łapiąc go za ramię. - Bo jeśli nie, radzę ci dobrze, trzymaj się od niej z daleka. - i zatrzasnąłem za nim drzwi. Jeszcze przez parę chwil stałem tyłem do Jazzy, z zamkniętymi oczami. Starałem się unormować przyspieszony oddech i czekałem również, aż moje emocje opadną.
-Tato... - do moich uszu doszedł jej cichy i lekko zaniepokojony głosik.
Bez słowa odwróciłem się przodem do dziewczyny, wtulając ją w siebie. Jedną rękę ułożyłem na jej nagich plecach, natomiast drugą wplątałem w jej włosy. Była zaskoczona, bo przez pierwsze chwile jedynie stała. Dopiero po paru sekundach odwzajemniła uścisk, nie rozumiejąc go jednak. - Coś się stało?
-Musimy porozmawiać, ale... - szatynka zrobiła krok do tyłu, nadal będąc jedynie w bieliźnie z pokazu. - Blagam cię, ubierz się najpierw. - chociaż nie chciałem zdradzać przed nią nawet w najmniejszym stopniu, jak bardzo zadziałało na mnie jej ciałko, nie potrafiłem tego powstrzymać.
Jazzy zmieszała się lekko, lecz z uśmiechem sięgnęła po koszulkę, sięgającą jej zaraz za tyłek. Ubrała jeszcze na siebie spodenki, a kiedy chciała otworzyć usta i coś powiedzieć, nie dałem jej dojść do głosu, ponieważ złapałem szatynkę za rękę i wyprowadziłem z szatni.
-Justin, ale... - znów udałem, że nie słyszę jej głosu. Chciałem najpierw wyjść z tego klubu, a dopiero później zacząć rozmowę z nią.
Nie wiem, jakim cudem udało nam się uniknąć wszystkich zainteresowanych spojrzeń, ale byłem z tego powodu bardzo zadowolony. Nie miałem najmniejszej ochoty i siły odpowiadać na głupie pytania, które zazwyczaj rozbawiały mnie i poprawiały humor.
Wyszedłem razem z Jazzy przed klub, nadal nie zamieniając z córką ani jednego słowa. Doszedłem do swojego samochodu i otworzyłem przed nią drzwi od pasażera, a kiedy dziewczyna usiadła, przypiąłem ją pasami. Sam zająłem miejsce na fotelu kierowcy i z impetem zamknąłem za sobą drzwi.
-Coś się stało? Odpowiedz mi w końcu, a nie mnie ignorujesz. - Jazzy założyła rączki na piersi i usiadła bokiem, aby być twarzą do mnie. A ja nie wiedziałem właściwie, co mam jej powiedzieć. Czy przyznać się do tego, jakie wrażenie na mnie zrobiła i jak zadziałała na moją wyobraźnię, czy pogłaskać po główce, uśmiechnąć się sztucznie i znów kłamać.
-Nie przejmuj się, nic się nie dzieje. - niestety, wybrałem drugą opcję. A tak bardzo chciałem jej powiedzieć, ponieważ to właśnie Jazzy była osobą, której zawsze mogłem zwierzyć się z problemów i uczuć, których nie rozumiałem.
-No przecież widzę. - sapnęła, zirytowana. - Naprawdę kolejny raz musisz kłamać? Nie możesz chociaż raz powiedzieć wprost, o co ci chodzi? Nie jestem już małym dzieckiem i widzę, kiedy coś jest nie tak. - i znów nadchodzi pytanie, czy przyznać się przed nią, czy wymyślić kolejną, tym razem lepszą, bajeczkę.
-Po prostu wkurwił mnie ten koleś, który zaczął cię obmacywać. Nie pozwolę, rozumiesz, nie pozwolę, aby dotykał cię jakiś zboczeniec. - przekonujące, prawda? Cieszyłem się, że udało mi się wymyślić tę wymówkę, która swoją drogą była prawdą, w tak krótkim czasie.
-Uspokój się, przecież nic takiego się nie stało. - Jazzy usiadła na swoich kolanach i pogładziła mnie jedną ręką po ramieniu.
-Jak mam się uspokoić, skoro jakiś skurwiel dotyka moją córkę? Uwierz, nie można się po czymś takim tak szybko uspokoić. - owszem, moja nerwowość w tym momencie łączyła się również z tym nieprzyjemnym incydentem, ale tylko w niewielkiej części.
-Po prostu, wdech i wydech. - uśmiechnęła się łagodnie. - A teraz powiedz mi, co się stało tak naprawdę. Potrafię rozpoznawać twoje emocje i pamiętaj, że nic przede mną nie ukryjesz. - kurwa, zaczyna się. Skoro Jazzy rzeczywiście potrafi rozpoznać moje uczucia, jestem skończony. Nie wyobrażam sobie, jak miałbym powiedzieć szatynce, oczywiście innymi słowami, to samo, co powiedziałem Zaynowi. Bałem się tego i chciałem wyrzucić z umysłu, lecz, jak widać, nie będzie to tak proste, jak podejrzewałem.
-A nie weźmiesz mnie za jakiegoś chorego zboczeńca? - wolałem się upewnić, niż później żyć ze swiadomością, że boi się mnie własna córka.
-Oczywiście, że nie, a teraz mów, bo zaczynam się niepokoić.
-I masz swiętą rację, ponieważ to jest niepokojące. - wziąłem głęboki oddech, zanim zacząłem kontynuować. - Ty, twoje ruchy, twoje kształty i ta kurewsko seksowna bielizna. - wymamrotałem, spoglądając niepewnie na szatynkę. Wtedy na ustach dziewczyny pojawił się wielki uśmiech, z tajemniczą nutką, której nie potrafiłem na razie rozszyfrować.
-Kontynuuj... - dałem radę dostrzedz złośliwy błysk w jej oku.
-No wiesz, Jazzy... - wymamrotałem, drapiąc się z zakłopotaniem po karku. Nigdy wcześniej nie czułem się tak niezręcznie, jak teraz. A ona, mimo że wiedziała doskonale, co chciałem powiedzieć, udawała, że nie rozumie. Wszystko, aby usłyszeć te słowa z moich ust. - Podniecam się własną córką. Chore, pojebane, zboczone, ale zajebiście przyjemne. - wyrzuciłem z siebie na jednym tchu z taką prędkością, że nie byłem nawet pewien, czy Jazzy zdołała mnie zrozumieć. I gdyby była prawdziwie wredna, kazałaby mi powtórzyć to zdanie, tyle że wolniej. Całe szczęście, nie musiałem tego robić. Do moich uszu natomiast doleciał chichot piętnastolatki. Takie to było, kurwa, śmieszne?
Kiedy jednak młoda nie przestawała, sam zacząłem się uśmiechać. W końcu, co innego miałem zrobić? Zapisać się do psychologa?
-Podniecam własnego tatusia? - mruknęła cicho, po chwili znowu chichocząc.
-Cóż, tak bywa. - odparłem krótko. - Teraz jednak powiedz mi lepiej, dlaczego mnie okłamujesz? Myślałem, że mówisz mi o wszystkim, a tymczasem nie powiedziałaś mi o tak ważnej rzeczy. - spojrzałem na nią, a mój wzrok natychmiastowo zmienił się z Justina z klubu, na wzrok opiekuńczego tatusia.
-O czym ty mówisz? Przecież nie mam przed tobą żadnych sekretów. - piętnastolatka wzruszyła ramionami, siadając na fotelu po turecku. Wyciągnęła spod fotela wodę, po czym odkręciła ją i wypiła kilka łyków.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi, że nie jesteś dziewicą? - dziewczyna momentalnie zachłysnęła się napojem, a kiedy mogła już normalnie oddychać, spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
-Słucham? Czy ty sobie ze mnie żartujesz? Powtarzam po raz kolejny. Jestem dziewicą i nie miałam w sobie żadnego...
-Już, już, nie rozpędzaj się tak. - uniosłem w powietrze obie ręce.
-Będę się rozpędzać, póki to do ciebie nie dotrze. Nie mam chłopaka i nigdy nie miałam, więc z kim niby miałabym to zrobić?
-Jazzy, wiesz, że ci nie wierzę. Po tym, jak poruszałaś się na scenie, po twoich ruchach... - musiałem na moment przerwać, aby pokręcić głową. Znów miałem przed oczami ją, w samej bieliźnie. - Nie możesz być dziewicą. Dziewica nie byłaby tak śmiała.
-Boże, czyli miałam wyjść na scene, ubrana jak zakonnica i tańczyć hip hop, tak? - zironizowała, na co ja przewróciłem oczami. - Jestem dziewicą, czy ci się to podoba, czy nie. Chcesz sprawdzić? - przez parę chwil oboje wpatrywaliśmy się w siebie z wyraźnym szokiem, wymalowanym na twarzach, lecz już po chwili parsknęliśmy głośnym śmiechem.
-Czy ty mi, kurwa, proponujesz seks? - udając oburzenie, rozszerzyłem oczy, za co oberwałem od małej w tył głowy.
-Oh, zamknij się już i lepiej jedź do domu. - usiadła na fotelu, z miną obrażonej księżniczki. I pomyśleć, że jeszcze parę chwil temu pobudzała mnie w ten jeden, charakterystyczny sposób.
-Jak sobie życzysz, słońce. - westchnąłem głęboko i wykonałem jej polecenie, zaczynając od odpalenia silnika. - A tak poza tym, na scenie byłaś genialna, naprawdę genialna. - chociaż chiałem zamknąć już temat jej występu, mimowolnie powrócił do mojej głowy i byłem niemal pewien, że powróci jeszcze nie raz. W końcu, nie mam sposobności na co dzień widywać Jazzy w takiej odsłonie.
-Proszę, skończ już z tym. - dziewczyna spuściła głowę i zasłoniła twarz włosami. Odniosłem wrażenie, że odrobinę się zawstydziła.
-Dobrze, dobrze, już nie będę cię stresował. - pogładziłem ją po kolanie, dociskając pedał gazu, aby szybciej znaleźć się w domu. - Ale możesz być pewna, że chłopaki jeszcze do tego wrócą, a ja niebędę w stanie ich powstrzymać.
-Czyli oni też to widzieli? - jęknęła cicho, wyraźnie niezadowolona z tej informacji.
-Nie myślałaś chyba, że "przegapiliby taką okazję".  - zacytowałem słowa Jake'a, mentalnie przewracając oczami. Byłem na bruneta lekko wkurzony, ze względuna poranną wymianę zdań, między nami. Nadal o niej nie zapomniałem i wiedziałem, że nie zapomnę jeszcze długo.

Dalszą drogę spędziliśmy w ciszy. Niedługo potem zaparkowałem na podjeździe przed domem. Na dworze było już całkowicie ciemno, a w najbliższej okolicy domu nie było niestety żadnej latarni, dlatego w tym momencie obszar dookoła rozjaśniały jedynie reflektory w samochodzie. Natomiast gdy zgasiłem silnik, nie byłem w stanie zobaczyć nawet twarzy Jazzy, siedzącej na sąsiednim fotelu.
Wysiedliśmy razem z auta i podeszliśmy po omacku pod drzwi. Kiedy jednak chciałem wyjąć z kieszeni jeansów klucz i otworzyć nim dom, poczułem, że przez przypadek kopnąłem karton, leżący na wycieraczce.
-Co to? - Jazzy również usłyszała głuchy hałas, jaki wydał mój but podczas zderzenia z pudełkiem. Ukucnęła i podniosła je z ziemi. Wtedy mogłem otworzyć drzwi i wejść razem z szatynką do domu. Niemal od razu zapaliłem swiatło w przedpokoju i przeniosłem wzrok na karton, który mała powoli zaczęła otwierać. Kiedy nie ograniczała ją żadna taśma, ani papiery w środku, powoli wyjęła ze środka... lalkę. Małą laleczkę, bez jednej nogi...

~*~

Dzień dobry. Rozdział był wczoraj, rozdział jest dzisiaj. Ach :)
Niektórzy martwili się, że przez szkołę rozdziały będą co dwa tygodnie. Oj nie, nie żartujcie nawet ;D Mi jakoś na szkole nie zależy, dlatego rozdziały nadal będą często. No, może nie zawsze co dwa/trzy dni, bo wiadomo, różnie bywa z weną. Raz będzie tydzień przerwy, a raz dodam z dnia na dzień. Naprawdę nie potrafię tego przewidzieć :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
ask.fm/Paulaaa962

Nowe opowiadanie:
final-justice-jb.blogspot.com

23 komentarze

  1. O Boże, przeraziłam się ostatniego zdania. Ta laleczka :o
    Hahah, rozwaliło mnie to, jak Justin się podniecił XD
    Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Rozdział mi się podoba i cieszę się że rozdziały są tak często. Czekam na next i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och. To strasznie dziwne. Ale pomalutku tak jakby się w niej zakochuję. A chyba dobrze, że jej powiedział. Tak myślę. I Jazzy słodka nie winna i diabeł. Hahaha nie wiedziałm jakie określenie. I ta lalka. Hmm... Dziwne i znów nie zasne przez ciekawość;( ;) Jak zawsze Genialne.;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdzial!:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu jaka znowu lalka?? 0.o Bez jednej nogi? Bosz... Co ty tam wymyśliłaś..

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham!!!!""

    Chyba zacznie się wszystko komplikować:(

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG :o lalka bez nogi?!? 0.o Będzie sie działo! ;3
    Justin się podniecil ahaha ;D
    Świetny rozdział ^^
    Kocham! <3
    Czekam na nn :'))
    Natalie xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Nieprawdopodobnie doskonałe

    OdpowiedzUsuń
  9. boskie świetne i jezu ...
    *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. hahaha i za to cię kcoham bo ten rozdizal zajebisty ^^ Jazzy szaleje to ji ja się ciesze jak nienormalna :D
    dawaj częściej ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Boże o co chodzi z tą laleczką? :o trochę mnie przeraża, ale okej, haha xD. Justin pierwszy raz był zakłopotany! To takie urocze, aww! To dobrze, że rozdziały nie będą co dwa tygodnie, już się bałam ;D do następnego (który mam nadzieję, że będzie szybko ^^)

    OdpowiedzUsuń
  12. rozdział świetny, ale końcówka przerażająca . Co ma oznaczać laleczka bez nogi ? o_O już się boje ....

    OdpowiedzUsuń
  13. SUPER !!!! CZEKAM NA NEXT !!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś wspaniała <3<3<3<3/LK

      Usuń
  14. wow świetny
    Justin był podniecony własną córką a Zayn uważa to za normalne haha i o boże uwielbiam ich rozmowy są takie wyjątkowe
    ta końcówka hmm jestem ciekawa kto wysłał im tą lalkę i w ogóle o co z nią chodzi
    życzę weny i czekam na kolejny
    kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Omg, a ta końcówka o_O. Jestem tak strasznie ciekawa co będzie się działo dalej <3. Hah, czytałam ten rozdział w szkole, na angielskim. Dzięki, że uchroniłaś mnie od nudy ;D. Nie mogę się doczekać nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. Co to za laleczka? Zaintrygowałaś mnie tą końcówką! Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  17. czemu na każdy twój rozdział brakuje mi słow ! *.* jezuu kocham je

    OdpowiedzUsuń
  18. Zastanawia mnie, co może oznaczać ta laleczka bez nogi O.o to przerażające :o XD a co do występu Jazzy w klubie... w końcu Justin skończył spostrzegać ją tylko i wyłącznie, jako małą córeczkę, ale jako seksowną kobietę z idealnym ciałem. Podoba mi się to, że ich 'romansik' zaczyna się rozkręcać haha :) ciekawe, jak potoczy się dalej ich historia ;) czy Justin faktycznie kiedyś tam "sprawdzi, czy Jazzy jest dziewicą" hahah ( czyt. Pójdzie z nią do łóżka ) ;p Czekam na kolejny, weny skarbie ;*

    OdpowiedzUsuń
  19. Super rozdzialy jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń