wtorek, 2 września 2014

Rozdział 7...

Proszę, aby wszyscy przeczytali notkę pod rozdziałem.

***Oczami Justina***

Kiedy otworzyłem oczy, czułem, że jestem wyspany, chociaż było to dziwne, zważając na fakt, że zasnąłem koło czwartej nad ranem. Ziewnąłem dość głośno, przeciągając się równocześnie. Chwilę później sięgnąłem po komórkę, leżącą na szafce nocnej, aby sprawdzić, która jest godzina.
Doznałem szoku.
Zegarek w telefonie wskazywał piętnastą. Dla pewności zerknąłem również na ścianę. Drugi zegarek pokazywał to samo. Nie dziwię się więc już, że jestem wyspany. Dziewięć godzin snu w zupełności mi wystarczy.
Wstałem więc z łóżka i wyszedłem z sypialni, pocierając dłońmi twarz. Przeszedłem wzdłuż korytarza, do samego końca, gdzie znajdował się pokój Jazzy. Wszedłem do środka, aby zobaczyć, czy moja kruszynka już wstała. Niestety, spała, jak zabita, przykryta do pasa kołdrą. Byłem zmuszony obudzić ją teraz. W przeciwnym razie, spałaby do wieczora, a w nocy nie mogłaby zasnąć.
Podszedłem więc do łóżka i zabrałem z niego kołdrę piętnastolatki. Dziewczyna poruszyła się niespokojnie, a po chwili otworzyła jedno oko, mierząc nim mnie.
-Dobrze ci radzę, lepiej oddaj mi kołdrę, jeśli nie chcesz mieć problemów. - warknęłam, jak zawsze, kiedy musiałem wyrwać ją ze snu.
-Chciałem ci tylko powiedzieć, że jest godzina piętnasta i mam wrażenie, że zdążyłaś się już wyspać, więc wstawaj, młoda, bo ci życie zbyt szybko ucieknie.
-O mnie się nie martw. - wtedy odwróciła się plecami do mnie, uprzednio chwytając jeden z krańców prześcieradła i przysłaniając nim swoje ciałko.
Podszedłem więc do okna i otworzyłem je na całą szerokość. Rażące promienie słoneczne, które jeszcze przed chwilą zasłaniały zasłony, teraz padały prosto na twarz szatynki, więc dziewczyna jęknęła, z wyraźną irytacją, i usiadła na łóżku.
-Wstanę z łóżka pod jednym warunkiem. - wymamrotała, na pół przytomna.
-Czego tylko sobie życzysz, księżniczko. - parsknąłem, kiedy słowa z jej ust padały, a ona sama nie otworzyła nawet oczu.
-Zaniesiesz mnie na dół i położysz na kanapie. - ziewnęła, w dalszym ciągu nie unosząc powiek.
Taka opcja była zawsze lepsza, niż gdyby miała leżeć cały dzień, zamknięta w swojej sypialni. Zgodziłem się więc i podszedłem do niej, jedną rękę układając pod kolanami Jazzy, a drugą na jej plecach. Wyszedłem z pokoju, z piętnastolatką na rękach. W międzyczasie, zawiesiła mi ręce na szyi i wtuliła się we mnie tak, jak kiedyś, kiedy sięgała mi do pasa i zasypiała za każdym razem w samochodzie, kiedy odbierałem ją od jednego z kumpli, lub z przedszkola. Spoglądając na jej twarzyczkę, w dalszym ciągu widziałem tę małą dziewczynkę sprzed lat. Jedynie jej ciało zdecydowanie się zmieniło. A ja skłamałbym, mówiąc, że nie jestem z tego powodu zadowolony. Owszem, jestem jej ojcem, ale zdarzało mi się zerknąć tam, gdzie nie bardzo powinienem. Kiedy szedłem za nią, mój wzrok mimowlnie zjeżdżał niżej, na jej pupkę, a kiedy nachylała się, mając na sobie bluzkę z dekoltem, grzechem byłoby nie zerknąć. Przepraszam, ale oprócz tego, że byłem ojcem, byłem również facetem. To normalne. Chyba.
Kiedy zszedłem do salonu, ułożyłem dziewczynkę na skórzanej kanapie, podkładając pod jej główkę poduszkę. W dalszym ciągu nie otworzyła oczu i wyglądała po prostu słodko.
Nie byłem głodny, dlatego po wejściu do kuchni nalałem sobie jedynie soku. Przyłożyłem przeźroczystą szklankę do ust i upiłem z niej kilka łyków, a kiedy opróżniłem całą, odstawiłem do zlewu.
-Dobrze ci radzę, zamykaj drzwi, bo mogą cię okraść. - w pewnym momencie poczułem trzepnięcie w tył głowy, a obok mnie przeszedł Zayn. Nie spojrzał nawet na mnie, tylko od razu podszedł do lodówki i otworzył ją. Wiedziałem dobrze, że za chwilę wyjmie z niej kilka puszek z piwem, jednak zajęło mu to więcej czasu, niż zazwyczaj, ponieważ przez kilka minut wpatrywał się we wnętrze lodówki.
-Czy ty jesz same jogurty? Naliczyłem ich tutaj z dwadzieścia. - prychnął śmiechem, a ja jedynie przewróciłem oczami.
-Jazzy zaczęła jakąś dietę oczyszczającą? Cholera ją wie, nie znam się na tym. - machnąłem ręką, odstawiając umytą już szklankę do szafki. - A co do zamykania drzwi, co takiego mogliby mi niby ukraść?
-Może to, na czym zależy ci najbardziej? - odpowiedział pytaniem na pytanie, wskazując kciukiem obiekt za sobą. I rzeczywiście, nie pomylił się, ponieważ mój wzrok od razu wylądował na kanapie, gdzie w dalszym ciągu spała Jazzy. Teraz jednak jej głowa nie spoczywała już na poduszce, lecz na kolanach Jake'a, który usiadł tam w międzyczasie. Na dwóch fotelach za to, zajęli miejsca Danny i David.
Zayn zaniósł do pokoju puszki z piwem, a kiedy chciałem dołączyć do nich w salonie, zadzwonił mój telefon. Odebrałem połączenie, przykladając komórkę do ucha i równocześnie siadając obok Zayna na przeciwległej kanapie.
-Tak? - zacząłem, stawiając puszkę między udami i otwierając ją. W słuchawce usłyszałem ciche i nieśmiałe odkaszlnięcie, a później delikatny, damski głos.
-Dzień dobry, szefie. Dzwonię w nieprzyjemnej sprawie. - nie byłem pewien, z kim rozmawiam, dlatego na moment odsunąłem telefon od ucha i spojrzałem na wyświetlacz. Ujrzałem na nim dobrze mi znane imię striptizerki z mojego klubu. Skoro dzwoniła do mnie kilka godzin przed jej występem, mogło to oznaczać tylko jedno.
-Niech zgadnę, nie możesz zjawić się dzisiaj w klubie. - westchnąłem głośno. Taki obrót sprawy nie był mi na rękę. Potrzebowałem jej.
-Najmocniej przepraszam, awaryjna sytuacja. Mój synek się rozchorował i naprawdę nie mam z kim zostawić go dzisiejszego wieczoru. Dodatkowo, jeśli nie obniży mu się gorączka, będę musiała jechać z nim do szpitala. - nie byłem potworem i miałem serce, a w szczególności rozumiałem jej sytuację. Megan, bo tak miała na imię, samotnie wychowywała dziecko. Tak samo, jak ja, czasem potrzebowała pomocy i wsparcia, a przede wszystkim zrozumienia. Co więcej, do tej pory opuściła najwyżej dwa występy w klubie, więc nie mogłem obwiniać ją o chorobę jej dzieciaka.
-Spokojnie, rozumiem. Gdybyś potrzebowała pomocy, śmiało dzwoń.
-Dziękuję, naprawdę dziękuję. Nie wiem, co bym zrobiła z małym. Do zobaczenia. - i rozłączyła się, co uczyniłem zaraz po niej.
-To jestem, za przeproszeniem, w dupie. - mruknąłem, rzucając komórkę na wolny fotel. Potrzebowałem striptizerki na dzisiejszy wieczór, a wiedziałem dobrze, że nie znajdę żadnej raptem kilka godzin przed pokazem. Nie wiedziałem w tym momencie, co mam zrobić. Błędem z mojej strony jest fakt, że, ze względu na to, iż Megan pracuje tylko w weekendy, nigdy nie szukałem innej dziewczyny. Doskonale zdawałem sobie sprawę z niezadowolenia klientów klubu. Doskonale wiedziałem, że opinia o nim pójdzie w dół, dlatego teraz, wszelkimi sposobami, starałem się przypomnieć nazwisko chociaż jednej laski, która mogłaby zastąpić Megan dzisiejszej nocy.
-Co się dzieje, stary? -Zayn, jak i reszta chłopaków uniosła brwi. Jedynie Jake nie oderwał oczu od twarzyczki Jazzy i przez cały czas głaskał śpiącą królewnę po włosach.
-Podoba ci się? - chciałem, aby mój głos zabrzmiał spokojnie, lecz zamiast tego z moich ust wydostało się warknięcie. Nic na to nie poradzę. Byłem wściekły na kumpla, że patrzył w ten sposób na moją córkę. On był w moim wieku, a Jazzy była jeszcze słodkim dzieciakiem i obiecuję, że jeśli brunet zbliży się do niej w TEN sposób, nie daruję mu tego, tak samo, jak każdemu innemu facetowi.
-Po co głupio pytasz? Przecież wiesz dobrze, że tak jest. - odparł, niewzruszony, podnosząc mi tym ciśnienie. - I nie patrz na mnie, jakbym chciał ją zgwałcić, dobrze? Jak na razie nie zrobiłem nic, co mógłbyś uznać za nieodpowiednie.
-Jak na razie!? - uniosłem głos, ponieważ nie potrafiłem siebie kontrolować. - Powiedz więc, co jeszcze planujesz robić z moją córką!
-Po pierwsze, nie drzyj się tak, bo ją obudzisz, a po drugie, nie czepiaj się słówek. Doskonale wiesz, co miałem na myśli. Przecież to, że podoba mi się jej buźka czy ciałko, to jeszcze nie zbrodnia. Ja, w przeciwieństwie do niektórych... - w tym momencie zrobił przerwę, patrząc wymownie na Zayna. - Nie opowiadam po pijaku, jak bardzo chciałbym ją przelecieć. - zatkało mnie. Nie byłem już wściekły na Jake'a. Tym razem stałem się wkurwiony, ale na Zayna, którego uważałem za najlepszego kumpla.
-Stary, nie bierz słów, wypowiadanych po pijaku, na poważnie, dobrze? - uniósł obie ręce w geście obronnym. - A ty... - spojrzał na Jake'a, mrużąc lekko oczy. - Mógłbyś czasem przymknąć mordę. - chociaż miało zabrzmieć groźnie, David zachichotał, a po chwili cała nasza piątka zaczęła się śmiać.
-Mów teraz, co się stało w klubie. - Zayn poklepał mnie po kolanie, a ja, prawdę mówiąc, dopiero teraz zorientowałem się, że siedzę tutaj w samych bokserkach. Mimo że znam chłopaków od lat, było mi niezręcznie, dlatego sięgnąłem po parę dresów, rzuconych niedbale na fotel, i założyłem na siebie.
-Dzieciak Megan rozchorował się, więc ona nie może przyjść wieczorem do klubu. Innymi słowy, klienci zabiją mnie za brak striptizerki, a wy będziecie musieli sprzątać mój nagrobek. - opadłem na kanapę, znowu powracając myślami do uporczywego problemu. - Cholera, gdyby powiedziała wczoraj, znalazłbym kogoś na zastępstwo, ale teraz, w sobotę, o godzienie szesnastej, kilka godzin przed pokazem to niemal niemożliwe. Nie wiem, co zrobić i liczę na to, że któryś z was ma jakiś genialny pomysł.
-Potrzebujesz konkretnie striptizerki, czy po prostu tancerki? - Zayn oparł się na łokciach o swoje kolana.
-Wystarczy mi tancerka. Nie chcę po prostu zostawiać klubu pustego. Niektórzy faceci przychodzą tam po prostu pooglądać półnagą dupeczkę, a nie od razu zdradzać swoje żony, czy partnerki. - wzruszyłem ramionami, udając nie bardzo zainteresowanego, kiedy w rzeczywistości martwiłem się całą tą sytuacją.
-Wiesz... - chłopaki wymienili między sobą znaczące spojrzenia. Miałem wrażenie, że wszyscy doskonale wiedzą, o czym myśli każdy z pozostałych, jedynie ja nie byłem wtajemniczony. - Właściwie to masz już tancerkę. - Zayn podrapał się po karku, z lekkim zakłopotaniem, a ja nadal nie wiedziałem, o kim oni wszyscy mówią. Wtedy cała czwórka spojrzała niepewnie na śpiącą Jazzy. I wtedy zrozumiałem ich ostrożność i zawahanie w głosie.
-Nie. - odparłem krótko. - Nie, nigdy w życiu się na to nie zgodzę. Nie pozwolę, aby moja piętnastoletnia córka świeciła gołym tyłkiem przed napalonymi staruchami. Nie ma mowy. - energicznie pokręciłem głową, bedąc jednocześnie wściekły, że tak pojebany pomysł przeszedł przez ich myśli. - Zaraz, zaraz... - teraz dopiero zorientowałem się, że ich niby "przyjacielska pomoc", miała w sobie ukryte drugie dno. - Byłoby to wam na rękę, prawda? Popatrzeć na jej cycki i mieć później usprawiedliwienie, co? - w moim głosie słychać było jad, jakiego używałem rzadko.
-Stary, stajesz sie zdecydowanie zbyt przewrażliwiony. Chcemy ci pomóc, ale skoro zamierzasz się od razu wściekać, nie odezwiemy się już słowem. W końcu, to nie my będziemy użerać się ze wściekłymi klientami, prawda?
-Jake ma rację. To oczywiste i nie zamierzamy zaprzeczać, że byśmy sobie na nią popatrzyli, ale nie przesadzaj. Znamy małą od dziesięciu lat więc nie myśl, że nagle zmieniliśmy się w chorych zboczeńców, interesujących się dzieciakami.
Przez chwilę wpatrywałem się w nich i przetrawiałem w głowie ich słowa. Może mieli racje? Może po wczorajszej sytuacji w klubie stałem się zbyt wrażliwy na każde spojrzenie w stronę Jazzy?
-Ale jak wy to sobie wyobrażacie? Pozwolę własnej córce kręcić dupą przed obcymi facetami? Przecież ja tam kurwicy dostanę. Zresztą, nie wiem w ogóle, czy młoda zgodziłaby się na coś takiego.
-Słuchaj, owszem, pokręci tym swoim tyłeczkiem, ale przez jeden wieczór, nie więcej. Tobie uratuje skórę, a przy okazji sam się troszkę odprężysz. - zaśmiał się, klepiąc mnie po ramieniu. Rozumiejąc, co ma na myśli, przewróciłem oczami i trzepnąłem go lekko w tył głowy. Ja sam, w środku, mogłem przyznać przed sobą, że zdarzało mi się patrzeć na ciałko szatynki, ale on nie miał prawa ogłaszać tego całemu światu.
-Nie jestem przekonany. A co jeśli...
-Proszę cię, przestań już pieprzyć i chociaż dzisiaj nie zachowuj się, jak nadopiekuńczy tatuś. - David przerwał mi, z niecierpliwością i zirytowaniem w głosie. Nie mógł jednak mieć do mnie pretensji. To nie jego dziecko, nie jego córka, nie jego klub i nie jego problem. Gdyby znajdował się na moim miejscu, zapewne pieprzyłby dwa razy więcej.
-W porządku. - westchnąłem w końcu, calkowicie zrezygnowany. - Obudź ją. Czas przekazać Jazzy zajebistą informację, że będzie musiała rozebrać się przed jakimiś zboczeńcami.
Jake, ze względu na to, że to na jego kolanach spoczywała główka dziewczyny, potrząsnął nią delikatnie i kilka razy wyszeptał do ucha jej imię. Nadal nie podobał mi się sposób, w jaki na nią patrzył, ale nie skomentowałem tego po raz kolejny.
Po chwili Jazzy otworzyła oczka, zamrugała kilka razy i potarła je piąstkami. W dalszym ciągu zaspana, usiadła na kanapie, opuszczając nogi na podłogę. Jake, ze szczerym uśmiechem na ustach, pogłaskał dolną partię jej pleców, a mnie jego gest w pewien sposób ukłuł w serce. Nie chodzi o to, że byłem zazdrosny. W końcu, stosunki między mną, a Jazzy układały się wręcz idealnie. Po prostu zacząłem zauważać, że Jake interesował się nią z dnia na dzień coraz bardziej. Z jednej strony, cholernie mnie to denerwowało, natomiast z drugiej, gdyby Jazzy była z brunetem, wiedziałbym, że nie stanie się jej żadna krzywda, a ja mogę spać spokojnie. Wiedziałbym, że Jake nie zmusza jej do seksu, nie krzywdzi, nie rani. Jakbym miał się dłużej nad tym zastanawiać, znajdowałem więcej plusów, niż minusów.
-Jazzy, mam do ciebie, sprawę, a w zasadzie, ogromnie wielką prośbę. I zrozumiem doskonale, jeśli się nie zgodzisz bądź wyśmiejesz mnie. To poroniony pomysł i sam dziwię się sobie, że zgodziłem się w ogóle zaproponować ci to. - wiem, że mówiłem o wszystkim dookoła, umyślnie omijając główny temat.
-Powiedz wprost. To zaczyna być irytujące. - cóż, Jazzy nie należała do cierpliwych i dobrze o tym wiedziałem, dlatego postanowiłem nie przeciągać już tego dłużej.
-Tancerka w moim klubie nie może przyjść dzisiaj do pracy i jedyną szansą zastapienia jej, jesteś ty. Wiesz dobrze, że gdybym nie był do tego zmuszony przez sytuację, w życiu nie pomyślałbym nawet w ten sposób. Teraz jednak nie zdążę znaleźć nikogo na zastępstwo. Zrozumiem oczywiście, jeśli odmówisz i wyśmiejesz mnie, ale...
-Dzisiaj wieczorem? Nie ma problemu. - zaskoczyła nas wszystkich swoją odpowiedzią. Spodziewałem się, że będzie oburzona, może wściekła, ale w życiu nie pomyślałbym, że zgodzi się, bez najmniejszego problemu.
-Mówisz naprawdę, czy kpisz sobie ze mnie? - musiałem się upewnić. Po prostu trudno było mi w to uwierzyć.
-Naprawdę. To dla mnie nie problem. - wzruszyła ramionami, opierając głowę o ramię bruneta.
Kurwa, znowu to głupie uczucie, kiedy patrzyłem na tę parę.
-Tylko, malutka, wiesz, że... Że to taniec na rurze, a ty zastąpisz dziewczynę, która przeważnie jest również striptizerką.
Jazzy przygryzła dolną wargę, spuszczając na moment wzrok. Prawdopodobnie myślała nad tym wszystkim i zastanawiała się, czy aby na pewno podjęła słuszną decyzję, zgadzając się zastapić Megan.
-Nie mam nic do stracenia. Zgadzam się. - uśmiechnęła się w końcu lekko. - A teraz pozwól mi jeszcze pospać. - dodała, przyjmując minkę niewiniątka. Odwróciła się na drugi bok, z powrotem układając głowę na kolanach Jake'a i wtulając się w niego.
Pierdolone uczucie. Pierdolone uczucie.... zazdrości...

***

-Skarbie, nie musisz, a właściwie nie powinnaś tego robić. Może jeszcze uda mi się coś wymyśleć. Może...
-Tato, przestań. Za bardzo panikujesz. Poza tym, zostało dwadzieścia minut. Przecież sam nie wierzysz w swoje słowa. A teraz wyjdź, bo chciałabym się przygotować. - przerwała mi, siadając na obrotowym krześle w szatni, przed ogromnymi lustrami.
-Na pewno, Jazzy? - ukucnąłem przed nią i objąłem jej rączki swoimi dłońmi. - Kurwa, nie nadaję się na ojca, skoro pozwalam, a wręcz zaproponowałem ci coś takiego.
-Nawet tak nie mów, jesteś najwspanialszym tatą na świecie i dobrze o tym wiesz. - szatynka wstała z fotela i stanęła na palcach, aby móc przytulić się do mnie.
-Kocham cię, słonko, dlatego tak bardzo się niepokoję. Nie chcę, żeby patrzyli na ciebie jacyś zboczeńcy.
-Tak, mój zboczony tatuś wystarczy, prawda? - wypięła do mnie język, a ja zaśmiałem się pod nosem, podchodząc do drzwi.
-Jestem facetem, to normalne! - ze śmiechem uniosłem ręce w geście obronnym. - Do zobaczenia, kochanie. - po czym wyszedłem z szatni, kolejny raz przeklinając siebie w duchu. Ja mogłem być tak głupi i lekkomyślny? Jak mogłem pozwolić, aby moja piętnastoletnia córka tańczyła w nocnym klubie na rurze? No, kurwa, jak!?
Byłem na siebie wściekły, a jednocześnie przerażony. Tak cholernie bałem się o nią. Nie wybaczyłbym siebie, gdyby przez ten występ ktoś dotknął w niewłaściwy sposób moje malutkiej Jazzy. Dodatkowo, kiedy przyrzekłem sobie, że zabiję każdego faceta, który spojrzy na nią z porządaniem w oczach, a teraz sam wystawiałem ją, jak małą owieczkę, prosto w stado wygłodniałych wilków.
Usiadłem na jednym z krzeseł przy barze i ruchem ręki przywołałem do siebie barmana, Martin'a. Blondyn, który pracował u mnie od niespełna dwóch lat, podszedł bliżej, przewieszając przez ramię białą, nieskazitelnie czystą, ściereczkę.
-To, co zawsze, szefie? - spytał, jednocześnie wyciągając spod lady przeźroczystą szkalnkę
-Dzisiaj coś o wiele mocniejszego. W przeciwnym wypadku dostanę tutaj ataku serca, nie żartuję. - chłopak nauczył się już, żeby nie wypytywać o żadne z moich prywatnych spraw. Do tego prawo miała tylko Jazzy. Bez słowa więc zrobił mi drinka i postawił przed nosem. Wypiłem całego niemal na raz i zamknąłem powieki, pozwalając procentom zadziałać w moim organizmie. Kiedy pierwszą dawkę alkoholu poczułem w swoich żyłach, poprosiłem, aby barman przyrządził mi to samo, po raz drugi.  Zwłaszcza, że już po chwili z głośników wydobył się głos faceta, który zapowiadał wszystkie ważniejsze wydarzenia w klubie. Wiedziałem, że słowa te oznaczają początek występu i, prawdę mówiąc, początek wieczoru dla mnie i dla Jazzy.
Ponownie zamknąłem oczy, a kiedy zacząłem je otwierać, z chmary sztucznego dymu, utrzymującego się na podłodze, zaczęła wyłaniać się jej postać. Szczupłe, długie nogi, na których końcu, na stopach, widniały czarne, zabójczo wysokie szpilki, z czerwoną podeszwą. Mój wzrok wędrował jednak coraz wyżej, aż zatrzymał się na koronkowych, czarno-czerwonych stringach, idealnie opinających się na tyłeczku Jazzy. Kiedy myślałem, że nic już nie będzie w stanie mnie zaskoczyć, spojrzałem jeszcze wyżej, na jej piersi, okryte cholernie skąpym, również koronkowym i również czerwono-czarnym, stanikiem, bez ramiączek, który odkrywał praktycznie wszystko, co w rzeczywistości powinien zakrywać. Jej włosy natmiast, długie, proste i brązowe, opadały kaskadami na jej plecy i ramiona.
A w mojej głowie kłębiła się teraz tylko jedna myśl. Myśl, że moje spodnie, w okolicach krocza, zrobiły się nagle zdecydowanie zbyt ciasne...

~*~

A więc tak, mam kilka spraw.
1. Dotyczące tego opowiadania, a właściwie osób, które chciałyby, aby romans między Jazzy, a Justinem rozpoczął się już teraz. Spokojnie, to dopiero 7 rozdział. Nie sądźcie, że w 10 pójdą do łóżka. W końcu, on jest jej OJCEM i chyba trzeba trochę troski rodzicielskiej. Do początku TEGO między nimi miało zostać jeszcze wiele czasu, ale postanowiłam to, specjalnie dla Was umieścić szybciej. Nie liczcie jednak od razu na zbyt wiele.
2. Dotyczące mojego poprzedniego bloga, black tears. Postanowiłam napisać to tutaj. Co do epilogu, nie zamierzałam tam ukazywać uczuć Justina, bo najważniejsza wtedy była Cindy, a nie on. Rozstali się w innym momencie i uważam, że nie pominęłam tam niczego.
3. Owszem, tu miała pojawić się informacja, dotucząca bloga my heaven, ale zrezygnowałam z niej, ponieważ nie chciałabym wysłuchiwać kolejnych pretensji.
4. To w zasadzie dotyczy wszystkich blogów, ale dopiero teraz zdecydowałam się o tym napisać. Z całego serca dziękuję Wam za wszystkie nominacje do... właściwie nie pamiętam nazwy, ale zaczynało się na Libster... Dziękuję Wam bardzo, to wiele dla mnie znaczy, jednakże hie mam zamiaru brać w tym udziału.
5. Tak samo cholernie dziękuję Wam za tak wiele oomentarzy pod poprzednim rozdziałem <3
6. Zapraszam Was serdecznie na moje nowe opowiadanie :)
final-justice-jb.blogspot.com
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
ask.fm/Paulaaa962

30 komentarzy

  1. Boże jesteś wspaniała !!! kocham kochammmmmmmmmmmm!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i nie mogę się doczekać nasteonego ... następny jutro prawda?

    OdpowiedzUsuń
  2. O mój Boże podniecił się nią! XDD weź jakie emocje przez cały rozdział, że ledwo co wysiedziałam xD mam nadzieję, że z powodu szkoły rozdziały nie będą co dwa tygodnie, bo bym nie wytrzymała :/ do następnego ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm sorrki ,ale przedtem nie przeczytałam tej notki pod opowiadaniem ... a więc bardzo bym chciała aby jezzy i justin mieli już ten romans ... ale żeby chociaż się pocałowali lub coś w tym stylu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział <3 moim zdaniem romans miedzy jazzy a justinem powinien zacząć sie później :) czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech zacznie sie dziać!!!! Fhhfhfgfgdgde

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach. Justin zazdrosny. A ona będzie tańczyć, już coś się domyślałam, jak ta dziewczyna nie mogła wystąpić. Justin zostanie ataku. I chyba w tym momencie on się w niej nie zakochuję, a rozział jak zawsze wspaniały.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeeej rozdział świetny i jakoś podoba mi się Jazzy i Jake <3
    Co do Black tears no to liczyłam na to że zrobisz drugi epilog bo tamten nie ukazał wszystkiego...
    Takie moje zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O mój kurw* Boże! <--- sorka za słownictwo, ale to pierwsze wrażenie. Chociaż ostatni był w sobotę, to dla mnie była to wieczność. Serio! Rozdział jest OBŁĘDNY! Jestem tak strasznie ciekawa co będzie dalej! No, to znowu nie da mi spać xD.

    OdpowiedzUsuń
  9. OMG! Świetne, no boskie! :D Wow no taką propozycją to Justin mnie zaskoczył... Przecież on tam na zawał padnie, albo gorzej... zakocha się w niej lub jeszcze gorzej, że do Jus zacznie fantazjować o własnej córce. Nie, co ja gadam przecież on by do czegoś takiego nawet nie dopuścił, zbyt mocno ją kocha :)
    Pisz szybko next'a kochana, weny :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ile emocji w tym rozdziale!
    Gosh to było BOOSKIE
    juz się nie mogę doczekać TYCH momentów
    Uwielbiam Cie ❤

    OdpowiedzUsuń
  11. AAA Jazzy szaleje a mi się to jak najbardziej podoba każdy facet jej :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesteś cudowna <3 Rodział cudowny ciekawe jak ten jej taniec się zakończy :) Juz nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  13. uuu naszemu Justin'kowi sie zrobilo ciasno w spodniach XD ups

    OdpowiedzUsuń
  14. Heejoo ! Super super!!!! Wiesz jak dla mnie to mogą już mieć ten romans !! Nie musza sb wskakiwać do łóżka , ale żeby no nie wiem chociaż się pocałowali!! Fajnie by też było gdyby kazali jusowi siedzieć na srodku sali a jezzy by do niego podeszła i go zaczęła dotykać ..szeptac cos do ucha... i tak dalej ... wspaniałe opowiadanie i pisz dalej weny zyczee!!! :** <3

    OdpowiedzUsuń
  15. O BOZE KURWA NIE, O NIE TO ZA WIELE PROSZE NIE. CHCE JUZ KOLEJNY ROZDZIAL TO JEST TAK CHOLERNIE IDEALNE! @zxcvjklx

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny rozdział. Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Hahahah biedny Justin xd
    Rozdział cudowny, nie mogę doczekać się następnego.

    OdpowiedzUsuń
  18. SUPER !!!! CZEKAM NA NEXT !!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. O łoł <33 pisz szybko dalej kocham twoje opowiadanie :** Zapraszam też na mojego bloga : http://my-angel-my-friend-my-devil.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. DODAJ DZIŚ 8 ROZDZIŁ !! I DO TAMTEGO NOWEGO TEZ DZIŚ BO SIE DOCZEKAĆ NIE MOGE!!!! <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Jprdl końcówka rozwaliła system ;* ( będę się podpisywała żeby nie było że jestem którymś anonimem z innych komentarzy ) /LK

    OdpowiedzUsuń
  22. Wow :o Reakcja końcowa Justina hahah :D Czekam na następny rozdział :) Kocham . <3

    OdpowiedzUsuń
  23. SPODNIE JUSTINA ZROBIŁY SIĘ NIEBEZPIECZNIE CIASNE???!!!! I przez tą końcówkę nagle zapomniałam o wszystkim, co działo się w tym rozdziale hahahaha Nie jestem w stanie napisać niczego więcej, bo po prostu trochę mnie przyćmiło i myślę tylko o tym, co będzie dalej i czy aby ba pewno Justinowi te spodnie nie wybuchną haha Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ojej, w końcu Justin zaczyna chyba troszku inaczej spostrzegać Jazzy... Już nie jako małą dziewczynkę, tylko dojrzałą kobietę, która go podnieca... Jestem cholernie ciekawa jak to wszystko pomiędzy tą dwójką się rozwinie i co będzie po występie Jazzy w klubie. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wow mieć takiego ojca masakra

    OdpowiedzUsuń