sobota, 20 września 2014

Rozdział 16... - I disappointed in you...

***Oczami Jazzy***

Nagle, wszystkie moje mięśnie zastygły, a ja, nawet jakbym chciała i jakbym miała możliwosć, nie potrafiłabym się poruszyć. Czując chłodne ostrze noża, dociśnięte do mojej szyi, całe życie przeleciało przed moimi oczami, nawet te błache, pozornie nic nie znaczące wydarzenia, które teraz zyskały dla mnie ogromną wartość. Miałam nawet wrażenie, że pamiętam dni sprzed kilkunastu lat, jakby mój umysł chciał wszystko odnowić, wiedząc, że za parę chwil przestanę istnieć i pozostaną po mnie jedynie wspomnienia osób trzecich.

***Wspomnienie***

Trzymając swojego ukochanego tatusia za rękę, szłam po chodnikum, co chwila podbiegając, ponieważ chłopak robił dużo większe kroki, niż ja. Kiedy w końcu uznałam, że jego tempo jest dla mnie zbyt szybkie, wyrwałam rękę z jego uścisku i zatrzymałam się na środku drogi.

Justin odwrócił się do mnie z zaciekawieniem, jak i również rozbawieniem na twarzy. Uwielbiałam jego uśmiech, który praktycznie zawsze gościł na ustach szatyna. Podnosił mnie tym na duchu i sprawiał, że mimo naszego niełatwego życia, nigdy nie czułam, że jestem dla niego problemem.

-Tato, idziesz zbyt szybko. - sapnęłam, opuszczając chude ramionka wzdłuż tułowia.
-Inaczej nie zdążymy, a chyba nie chcesz spóźnić się w pierwszy dzień szkoły, na dodatek w pierwszej klasie, prawda? - podszedł do mnie i wziął na ręce, mimo że nie byłam już taka malutka. On jednak cały czas traktował mnie, jak swoją księżniczkę, a ja korzystałam z tego, jak tylko mogłam.
-Oczywiście, że nie. Poza tym, dlaczego tak wolno idziesz? - chłopak parsknął śmiechem, chwytając moje ciałko wygodniej.
-Jesteś strasznie rozkapryszona, koleżanko. Ale cóż, tak sobie wychowałem mojego skarba. - pocałował mnie w policzek, a ja od razu skrzywiłam się i wypięłam język, na znak prostestu.
-Całuje się małe dzieci, a ja jestem już prawie dorosła. - wypięłam sie dumnie. I nie mówilam tego w żartach. Naprawdę byłam o tym przekonana.
-Oczywiście. Siedem lat to taka dojrzałość. - zacmokał w powietrzu, wyraźnie kpiąc ze mnie. - Ale jak sobie życzysz. Skoro jesteś już dorosła, nie będę traktował cię, jak dziecko. Od dzisiaj sama sie czeszesz, sama robisz sobie śniadanka, obiadki i kolacyjki, po myciu sama ubierasz się w piżamkę, a ja nie noszę cię do łóżka, jak księżniczkę, tylko będziesz musiała chodzić o własnych nóżkach. - z każdym jego słowem stawałam sie coraz bardziej przerażona, ponieważ nie wiedziałam, czy mówi to wszystko na poważnie, czy jedynie żartuje sobie ze mnie.
-Ale to, że jestem dorosła nie oznacza, że masz przestać traktować mnie, jak swoją księżniczkę. - zaćwierkałam, obejmując jego szyję i wtulając się w niego.
-No dobrze, kotku. Dobrze. Jesteś dorosła, a jednocześnie jesteś moim małym bąblem, który chce, żeby go rozpieszczać. - kolejny raz mnie pocałował, a ja już nie protestowałam.

Weszliśmy do dużgo budynku szkolnego, w którym byłam dzisiaj pierwszy raz. Czułam się niepewnie, dlatego obecność taty bardzo mi pomagała.
-Podoba ci się szkoła? - Justin zwrócił się do mnie, pocierając kciukiem moją malutką dłoń, która cała mieściła się w jego dłoni.
-Chyba tak. - wydukałam, widząc wiele starszych od siebie osób.

Razem udaliśmy się do jednej z klas, do której weszliśmy parę chwil później. Wiele dzieci siedziało już w swoich ławkach, a ich wzrok automatycznie padł na mnie, kiedy tylko weszłam do klasy. Nie znałam nikogo z nich, ponieważ do przedszkola chodziłam w zupełnie innej części miasta, blisko domu mojej babci, w którym mieszkałam. Teraz jednak, kiedy razem z tatą przeprowadziłam się, zmieniłam również otoczenie.

Spojrzałam niepewnie na tatę, a kiedy ujrzałam na jego ustach uśmiech, od razu poczułam się lepiej i pewniej. Nie odeszłam jednak od razu, tylko pociągnęlam go za rękaw od bluzki, aby ukucnął przy mnie.
-Co się dzieje, aniołku? - spytał, zakładając kosmyk moich długich, prostych włosów za ucho.
-A co, jeśli oni mnie nie polubią? - mruknęłam nieśmiało, bawiąc się nieśmiertelnikem, zawieszonym na jego szyi.
-Kochanie, o czym ty mówisz? Jak można cię nie lubić? Jesteś najsłodszą i najmilszą dziewczynką, jaką znam.
-Tato, powiedz szczerze, jestem jedyną dziewczynką, jaką znasz. - wybuchnęłam śmiechem, dopiero po chwili uzmysławiając sobie, że wszyscy ponownie na mnie spojrzeli. - A teraz muszę juś usiąść. - dodałam, wskazując na pierwszą ławkę.

Usiadłam obok rudowłosej, piegowatej dziewczynki, która nie obdarzyła mnie ani jednym spojrzeniem. Poczułam, że mnie nie polubiła i zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie przykro. Liczyłam na to, że zdołam się z kimś zakolegować.

Wtedy do klasy weszła nauczycielka. Wyglądała zupełnie niesympatycznie, ale może to moje negatywne nastawienie sprawiło, że nie polubiłam jej od razu. Nie wiem.
-Witajcie, dzieci, w pierwszym dniu nauki w naszej szkole. - uśmiechnęła się, stając za biurkiem.
Opowiadała dalej, jednak ja zajęta byłam obserwowaniem wszystkiego dookoła. Nie interesowały mnie słowa nauczycielki, byłam rozkojarzona i ciężko było mi usiedziec na tym niewygodnym krześle tak długo, chociaż kiedy spojrzałam na zegarek, zorientowałam się, że minęło raptem pięć minut.

Westchnęłam, znudzona, podpierając głowę na rękach. Wtedy pani zaczęła rozdawać jakieś kartki, każdemu po kolei.
-Przekażcie to w domu mamusi, aby podpisała w prawym, dolnym rogu. - podsumowała, gdy każdy z nas trzymał dokument do podpisania.
Wtedy poczułam to charakterystyczne, nieprzyjemne uczucie w dole brzucha, a w moich oczach zebrały się łzy.
-A jeśli ktoś nie ma mamy? - wyszeptałam, chyba nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że powiedziałam to na głos.
Ruda dziewczynka, siedząca obok mnie, spojrzała na mnie, jakby zobaczyła ducha. Po chwili jednak znów nabrała poważnego wyrazu twarzy.
-Jak można nie mieć mamy, przecież każdy ją ma. - mruknęła oschle, a wtedy ja nie wytrzymałam i po prostu sie rozpłakałam.
-Najwyraźniej nie każdy. - szepnełam. I nie zabolałoby mnie to tak bardzo, gdyby nie to, że ta mała, rudowłosa wiedźma zaśmiała się cicho. - Za to mam najwspanialszego tatę na świecie. - dodałam, po czym zsunęłam się z krzesła na podłogę i odwróciłam się twarzą do tylnej ściany klasy. D razu odszukałam wzrokiem Justina. Tata wiedział, jak bardzo zabolało mnie to, ponieważ wiedział, że brakowało mi matki.

Ukucnął więc, zanim zdążyłam zrobić krok w jego stronę, i rozłożył ramiona, w które ja wpadłam chwilę później, zanosząc się płaczem, który tłumiła jego szyja.
-Nie płacz, aniołku. Duże dziewczynki nie płaczą, pamiętasz? - szepnął do mojego ucha, pocierając dłońmi moje plecy.
-Ale to przeze mnie mama nie żyje. - wychlipała cichutko. Nie chciałam, aby słyszał mnie ktokolwiek, poza tatą.
-Nie, skarbie. Mamusia odeszła, abyś ty mogła żyć. To nie twoja wina i nie myśl w ten sposób już nigdy więcej. Kocham cię.
-Ja ciebie też, tatusiu...

***Koniec wspomnienia***

Dziwiłam się samej sobie, że tak dobrze zapamiętałam ten dzień. Pamiętam, że wieczorem, tuląc się do klatki piersiowej taty, płakałam przez kilka godzin. Wtedy również opowiadał mi o mamie, mimo że był to temat, którego zawsze starał się unikać, prawdopodobnie, aby nie sprawiać mi dodatkowego bólu.

Możecie nie wierzyć, lecz przez przywołanie wspomnień na moment zapomniałam nawet o dziewczynie, która trzymała nóż, dociśnięty do mojego gardła. Teraz na nowo zaczęłam się bać, dwa razy bardziej, niż przed paroma chwilami.

-Co... Co sie dzieje? - zdołałam wydukać, chociaż moje gardło było niesamowicie zaciśnięte, a głos jakby uwiązł w nim.
-Nie rozumiesz, co do ciebie mówię? Justin jest mój i żadna tania dziwka, jak ty, nie ma prawa mi go odebrać, więc lepiej trzymaj swój tyłek z dala od niego. - poczułam, jak mocniej dociska nóż do mojego gardła, lecz nadal nie wbiła w skórę ostrza.
-Ale ja... - chciałam coś powiedzieć, wytłumaczyć jakkolwiek tę sytuację, lecz dziewczyna pociągnęła mnie za włosy, uniemożliwiając mi to.

Przymknęłam powieki. Naprawdę pogodziłam się już z tym, że za kilka krótkich chwil pożegnam się ze swoim życiem raz na zawsze. A szkoda. Miałam tyle planów, perspektyw na przyszłość. Nie mogłam ich wykorzystać, chociaż nie wiedziałam, w jaki sposób zawiniłam i dlaczego miałabym zostać zabita. Szarpanie się i wyrywanie nie miało najmniejszego sensu, ponieważ wtedy ostrze od razy przejechałoby po mojej delikatnej skórze. Zostało mi jedynie oczekiwanie.

Naraz, drzwi od mojej sypialni otworzyły się z impetem i z głośnym hukiem uderzyły o ścianę. Jedynie kątem oka mogłam zobaczyć, że osobą, która weszła do sypialni, okazał się Justin. Niemal natychmiast odetchnęłam z ulgą, mimo że w dalszym ciągu miałam nóż, przyciśnięty do gardła. Czułam jednak, że nie stanie mi się żadna krzywda. On na to nie pozwoli.

-Odsuń się od niej, dziwko. - warknął, a następnie, jednym, szybkim ruchem, wykręcił ręce brunetce i odsunął ją ode mnie.
Złapałam się za szyję i zaczęłam wolniej oddychać, uspokajając swój oddech. Dopiero wtedy mogłam spojrzeć na twarz brunetki. Rozpoznałam ją bardzo dobrze. Była tą samą dziewczyną, którą spotkaliśmy niedawno w galerii handlowej, kiedy zmuszona byłam udawać dziewczynę Justina. Nie mogłam uwierzyć w to, że tak bardzo kierowała się rządzą zemsty, że byłaby w stanie zabić mnie z zimną krwią, nie zwracając nawet uwagi na konsekwencje swojego czynu. Ta dziewczyna nie jest normalna. Na pewno nie jest.

-Czy ty, kurwa, widzisz, co chciałaś zrobić!? Chciałaś ją zabić! Chciałaś zabić moją córkę! - wpatrując się w jej twarz, mogłam zauważyć, jak mina brunetki zmienia się z każdą chwilą. Szczęka brunetki opadła, a oczy otworzyły się szeroko.
-Córkę...? - wydukała. - To jest twoja... córka? - widziałam, że była prawdziwie zszokowana, a informacja ta była ostatnią, jakie prawdopodobnie brała pod uwagę. - Byłam pewna, że to twoja dziewczyna, Justin. Tak mi przecież powiedziałeś. Oboje tak powiedzieliście. - mimo że na początku była wściekła, teraz jej złość stopniowo opadała, a zastępowało ją poczucie winy.
-Wiesz, dlaczego tak powiedziałem? - Justin potarł dłońmi twarz. - Ponieważ nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, rozumiesz? Nic! Sądziłem, że kiedy dowiesz się, iż mam dziewczynę, po prostu odpuścisz. Nie sądziłem jednak, że masz ogromne problemy psychiczne i twoja zazdrość doprowadzi do tego. - kiedy spojrzałam na tatę, mogłam wyczuć coś jeszcze. Coś, oprócz troski o mnie, o moje bezpieczeństwo i życie. Miałam wrażenie, że dostrzegłam w jego oczach poczucie winy, jednak nie miałam pojęcia, skąd mogłoby znaleźć się u niego. Nie wiedziałam tego.

-Mogłeś mi to powiedzieć wprost. - fuknęła. - A nie wmawiać, że twoja córka jest twoją dziewczyną. Nie starałabym się wtedy jej... - zacięła się, spoglądając niepewnie na mnie.
-Zabić? Nie starałabyś się jej zabić? Słyszysz w ogóle, co ty mówisz, tępa idiotko!? - Justin podniósł głos i w ciągu jednej chwili zmniejszył odległość, dzielącą go od brunetki.
-Proszę, uspokój się. - szepnęłam, układając dłoń na jego ramieniu. Jego złość w tym momencie była zupełnie niewskazana.
-Posłuchaj córki. To, co zrobiłeś mojej siostrze powinno ci w zupełności wystarczyć. - spojrzałam na dziewczynę, wysoko unosząc brwi. Nie wiedziałam co ma na myśli, ale po jej słowach Justin stał się zdecydowanie bardziej spięty.
-Zamknij się, Rachel. - warknął, nerwowo zaciskając pięści.
-Dlaczego? Niech ona dowie się, w jaki sposób zemściłeś się na niej dzisiaj, godzinę temu.

W pomieszczeniu zapanowała nerwowa cisza, podczas której starałam się poukładać sobie to wszystko w głowie. Justin był naprawdę wściekły, gdy wsiadał do samochodu. Czy możliwe było, aby skrzywdził dziewczynę, o której mówi Rachel?
-Pochwal się, Justin, jak ją wykorzystałeś, jak ję zgwałciłeś, draniu! -  ostatnią część zdania wykrzyczała mu prosto z twarz.

Nagle zamarłam, a moje ciało gwałtownie stało się niesamowicie ciężkie. Moje nogi ugięły się, a ja musiałam podeprzeć się ręką biurka, aby nie upaść na podłogę. Zszokowana, spojrzałam na Justina. On jednak utrzymywał wzrok wbity w podłogę. Nie odzywał się, nie zaprzeczał, nie robił nic, aby odeprzeć od siebie ten zarzut.

-Tato, błagam, powiedz, że to nieprawda. Powiedz, że ona kłamie. - wyjąkałam. Nagle zachciało mi się płakać. Przed moimi oczami pojawiły się obrazy, w których Justin gwałcił jakąś bezbronną dziewczynę. Nie mogłam tego zrozumieć i, prawdę mówiąc zaczęłam się go bać, po prostu bać.
-Jazzy... Nie wiem, co mam ci powiedzieć. - wymamrotał, wyraźnie zakłopotany.
Kurwa, on był zakłopotany? A co ja miałam powiedzieć, skoro właśnie dowiedziałam się, że mój ukochany tatuś okazał się gwałcicielem?

Nie chciałam go dalej słuchać. Musiałam to wszystko przemyśleć. Gdy ta szokująca informacja dotarła do mnie, zaczęłam się bać Justina i nie chciałam przebywać w jego otoczeniu...

***Oczami Justina***

Kiedy tylko Jezzy wyszła ze swojego pokoju, przekląłem głośn. Widziałem w jej oczach przerażenie. Bała się przeze mnie, a, co gorsza, bała się mnie.

-Zadowolona jesteś z siebie? Po jaką cholerę jej o tym mówiłaś? -  naskoczyłem na Rachel, chociaż wiedziałem, że miała pełne prawo to powiedzieć.
-Niech wie, jakiego ma ojca. Bezlitosnego, damskiego boksera. Brzydzę się tobą! Mam zamiar odrazu iść na policję i zgłosić to, co jej zrobiłeś, co zrobiłeś mojej siostrzyczce.
-Więc może ja pójdę razem z tobą i zgłoszę nękanie, groźby karalne i podwójne usiłowanie zabójstwa? - chociaż chciałem, aby Rachel za to zapłaciła, nie mogłem pozwolić, aby jednocześnie zgłosiła gwałt na policję, ponieważ wtedy bezpowrotnie utraciłbym swoją małą córeczkę, a tego bym nie przeżył.
Rachel przez chwilę wpatrywała się we mnie, aż w końcu poddała się, wiedząc, że oboje jesteśmy winni.
-Dobrze. Ty nie pójdziesz na policję i ja również tego nie zrobię. -  wydukała w końcu, a po chwili wybiegła z pokoju, jak poparzona.

Zdziwiłem się, jednak nie zamierzałem jej zatrzymywać. Cieszyłem się, że zeszła mi z oczu i nie musiałem jej dłużej oglądać. Miałem dość tej dziewczyny. Z jednej strony przypominała mi o groźbach, względem Jezzy, natomiast z drugiej, siostra Rachel była tak do niej podobna. Automatycznie przed moim oczami pojawiała się ta drobna, zapłakana i, swoją drogą, piękna brunetka. Teraz żałowałem, że tak bardzo ją skrzywdziłem.

Zszedłem schodami na parter, a kiedy zobaczyłem, że drzwi tarasowe są otwarte, zorientowałem się, że to tam udała się Jezzy. Nie myliłem się. Na bujanej ławce w ogrodzie siedziała szatynka, a jej kolana przyciągnięte były do klatki piersiowej.

Westchnąłem cicho, podszedłem do ławki i usiadłem obok dziewczyny. Nie spojrzała na mnie, a ja odniosłam wręcz wrażenie, że zadrżała lekko, kiedy pogładziłem jej ramię.
-Aniołku, nie bój się mnie. Przecież wiesz, że nie zrobię ci krzywdy. -  wyszeptałem. Ranił mnie jej strach, względem mnie, choć jednocześnie wiedziałem, że w pełni na to zasłużyłem.
-Właśnie nie wiem tego, tato, rozumiesz? Dlaczego tak bardzo skrzywdziłeś tę dziewczynę? Dlaczego ją... zgwałciłeś?
-Zrozum, byłem wściekły. Ona chciała tak po prostu cię zabić, zabrać cię ode mnie...
-Ale to nie jest powód, aby w ten sposób odgrywać się na niej. Zrozum, zniszczyłeś jej życie. Przez ciebie będzie się teraz bała każdego faceta. Przez ciebie, Justin. 
Jej słowa tak bardzo mnie rabiły, a jednocześnie były tak szczere. Chyba potrzebowałem, aby ktoś porządnie mną potrząsnął, aby ktoś wprost wskazał mi moje błędy.
-Wiem, Jazzy. Wiem, że jestem zwykłym skurwielem, ale teraz już czasu nie cofnę. Żałuję tego. Naprawdę żałuję. Cały czas widzę jej załzawione oczy, rozumiesz? Cały czas słyszę jej krzyki, kiedy błagała mnie, abym...
-Justin, przestań! Nie chcę tego słuchać, rozumiesz!? Nie chcę, to boli! - szatynka zatkała dłońmi uszy i zacisnęła powieki, spod których wypłynęły łzy. - Jestem kobietą i  w imieniu tej dziewczyny, całkowicie szczerze mówię, że zachowałeś się, jak zwykły chuj i chcę żebyś o tym wiedział.
Przyznam szczerze, nie spodziewałem się aż takiej szczerości z jej strony. Poczułem się jeszcze gorzej ale wierzyłem, że poczucie winy pomoże mi stać się lepszym człowiekiem, a przynajmniej nie pozwoli popełnić tego samego błędu.
-Ale jednocześnie jesteś moim tatą, którego kocham i któremu muszę to wybaczyć. - po paru chwilach milczenia, podczas których właściwie nie wiedziałem, co mam zrobić, dziewczyna w końcu odezwała się do mnie. Następnie objęła ramionami moją szyję i przytuliła się do mnie. Wykorzystałem tę okazję niemal natychmiast i objąłem ją w pasie, sadzając na swoich kolanach.

Znów poczułem to dziwne uczucie, gdy trzymałem ją w ramionach. Dziwne, lecz przyjemne. Kolejny już raz wróciłem myślami do momentów, w których pomyślałem o niej dwuznacznie. Nie, jak o córce, tylko jak o kobiecie, którą jestem zainteresowany.

Musiałem się powstrzymywać, aby nie patrzeć prosto na jej usta, kiedy odsunęła się ode mnie odrobinę. Wyglądały zbyt kusząco i pociągająco. Naaprawdę mialem wrażenie, że nie będę potrafił się jej oprzeć. I, kurwa, bałem się tego.
W niekontrolowany sposób zacząłem zbliżać się do niej, tym razem fizycznie. Moja dłoń wylądowała na jej policzku, natomiast druga na biodrze dziewczyny. Możecie uznać, że jestem nienormalny, skoro najpierw przeklinam się za to w duchu, a chwilę później nie potrafię się pohamować, ale ja naprawdę czułem, że właśnie to powinienem zrobić. Myśli w moim mózgu toczyły ze sobą walkę i nadal sprzeczały się ze sobą. Jednak kiedy Jezzy uniosła prawą dłoń i przejechała opuszkami palców po moim policzku, wszystko ustąpiło. Każdy mięsień w moim ciele, który uprzednio spięty był niesamowicie, teraz rozluźnij się natychmiast, jedynie za sprawą jej dotyku.

Wtedy jednak, gdy nasze usta dzieliło raptem kilka centymetrów, zobaczyłem, że po policzku szatynki spłynęła jedna, samotna łza.
-Kochanie, dlaczego płaczesz? - zaniepokojony, otarłem słoną ciecz z jej gładkiej skóry.
-Nie możemy, rozumiesz? Nie możemy, chociaż... Chociaż ja chcę... -  wyszeptała w moje usta, a następnie zsunęła się z moich kolan i pobiegła z stronę domu, cała roztrzęsiona.

Nie wiedziałem, co powinienem teraz zrobić, jak się zachować. Mimo że nie powinien, na moich ustach pojawił się delikatny, szczery uśmiech. Zastanawiałem się czy porozmawiać teraz z Jezzy i wyjaśnić z nią wszystko, czy pozwolić jej pobyć w samotności. Dla nas obojga była to bardzo trudna sytuacja, ponieważ oboje zaczynaliśmy odczuwać coś, czego nie powinniśmy, a wręcz nie mogliśmy.

Zapewne siedziałbym na bujanej ławce w ogrodzie jeszcze przez długi czas, rozmyślając nad wszystkim, lecz wtedy usłyszałem pukanie do drzwi. Gdy przeszedłem przez taras, a następnie przez salon, mogłem w końcu otworzyć drzwi.

Niemal od razu moje usta utworzyły małą literę "o". Przede mną stał dość wysoki mężczyzna w moim wieku. Ubrany był w czarne dresy, zwężane przy nogawkach, oraz czarną bluzę, której rękawy podwinięte były nad łokcie.
-Justin, stary, jak dawno cię nie widziałem! - wyśpiewał, rzucając się na mnie i poklepując pi plecach.
Byłem zaskoczony zarówno jego przywitaniem, jak i samą niezapowiedzianą wizytą, którą mi złożył. I równocześnie skłamałbym, gdybym powiedział, że ucieszyłem się na jego widok.
-Na pewno sporo. - wymamrotałem niechętnie, jednak przykleiłem do twarzy sztuczny, wymuszony uśmiech.
-Koniecznie musimy to nadrobić, chłopie. - dodał i tak po prostu, bez zaproszenia, wszedł do środka, rzucając na podłogę sportową torbę. - Nieźle się urządziłeś. - westchnął opadają na kanapę i układając nogi na niewielkim, szklanym stoliku.

Kurwa, jak ten koleś nieziemsko mnie denerwował. Przyszedł tu raptem parę chwil temu, a już czuje się, jak u siebie, chociaż ja wcale nie zachęcałem go do tego. Właśnie dlatego, gdy tylko ujrzałem go w progu mojego domu, byłem zdenerwowany i w pewnym stopniu zirytowany.

Dla wyjaśnienia, mężczyzna ten nazywa się Jason McCann. Chodziliśmy razem do liceum i w tamtych czasach przyjaźniliśmy się. Razem rzuciliśmy szkołę i, cóż, wtedy zaczęła się mniej ciekawa część historii...

***Wspomnienie***

Otworzyłem ciężkie, ogromne drzwi szkoły i wszedłem na dwór, co zaraz po mnie uczynił Jason. Właśnie w tym dniu rzuciliśmy papierami w gabinecie dyrektora i ostatecznie zakończyliśmy naukę. Czułem się niesamowicie lekko. Poczułem wolność, jakiej nie czułem jeszcze nigdy. Jednakże, musiałem teraz na poważnie pomyśleć nad przyszłością.

-Bieber, znalazłeś sobie jakąś robotę? W końcu teraz, kiedy wyprowadziłeś się od mamusi, musisz jakoś utrzymać siebie i tego swojego bachorka. - wiedział dobrze, że nie lubiłem, kiedy mówił w ten sposób o Jazzy i zawsze wykorzystywał to, aby chociaż odrobinę podnieść mi ciśnienie.
-Nie zastanawiałem się jeszcze. A co, masz dla mnie jakąś propozycję? - usiadłem na murku przed szkoła i spojrzałem na niego, jednocześnie mrużąc oczy, ponieważ promienie słoneczne bezlitośnie padały prosto na moje źrenice.
-Prawdę mówiąc, jest jedna robota, w której sprawdziłbyś się idealnie. Słyszałeś kiedyś o chłopcach do towarzystwa, którym kobiety płacą za seks? - odpalając papierosa między wargami, spojrzał na mnie z powagą, lecz kiedy zobaczył moją minę, wybuchnął głośnym śmiechem.
-Jesteś, kurwa, pojebany. - przewróciłem oczami, zirytowany. Jego tanie żarty przestały mnie śmieszyć, kiedy na poważnie zacząłem zastanawiać się nad przyszłością.
-Wybacz, kolego. Mówię tylko, że byłbyś wtedy w swoim żywiole. - wzruszył ramionami, cały czas podśmiewając się pod nosem. - A tak na poważnie, mam znajomego, który rozprowadza po mieście dragi i potrzebuje ludzi do pomocy. Dobrze płaci, o nic nie pyta, myślę że to dla nas szansa, stary.
Przez parę chwil nie odzywałem się, tylko zastanawiałem nad jego propozycją. Nie pierwszy raz robiłbym coś, co nie jest zgodne z prawem, a najważniejsze w tym momencie były dla mnie pieniądze, abym mógł zapewnić Jazzy wszystko, czego potrzebuje. Od teraz nie mogłem już liczyć na wsparcie rodziców i musiałem polegać jedynie na sobie.
-Więc jak? Wchodzisz w to? - Jason wyciągnął w moim kierunku rękę. Jeszcze przez parę sekund wahałem się, ale w końcu uścisnąłem jego dłoń, kiwając twierdząco głową.
-Wchodzę.

***Koniec wspomnienia***

Tak, kiedy miałem osiemnaście lat zacząłem rozprowadzać po mieście narkotyki i miałem z tego naprawdę grube pieniądze. Byłem jednak dumny z siebie, ponieważ nigdy w życiu nie wziąłem ani jednej działki. Nigdy nawet nie chciałem spróbować. Nie kręcił mnie świat narkotyków tak, jak wkręcił Jasona. Zależało mi jedynie na tym, aby zapewnić godziwe życie swojej małej córeczce.

To z tego powodu przestałem przyjaźnić się z Jasonem. Chłopak uzależnił się i stał się zupełnie innym człowiekiem. Rzadko kiedy był trzeźwy i nie potrafiłem rozmawiać z nim tak, jak kiedyś. Teoretycznie, tylko on wiedział o mojej czarnej przeszłości i zależało mi na tym, aby nikt więcej nie dowiedział się, że wmieszany byłem w ciemne interesy. Skończyłem z tym, kiedy skończyłem dwadzieścia lat i od tamtej pory nie ciągnęło mnie, aby wrócić do handlu.

Wpatrując się w Jasona, do mojej głowy powróciło naprawdę wiele wspomnień, i tych dobrych, i tych złych. Jednak wtedy w mojej głowie pojawiła się pewna myśl, która zaczęła uporczywie w niej pulsować.

I nagle, jakby na potwierdzenie tego, o czym rozmyślałem, usłyszałem kroki na schodach, należące do Jazzy. Nie było mi na rękę, aby Jason i Jazzy poznali się, po latach. Szatynka zapewne nie pamięta go, jak również on nie pamięta zbyt dobrze jej. Różnicą, w porównaniu do przeszłości, jest jednak fakt, że wtedy Jazzy miała raptem sześć lat i była słodkim dzieciakiem, natomiast teraz ma lat piętnaście i jest seksowną nastolatką, która podnieca nawet swojego ojca.

Widziałem, jak wzrok Jasona powędrował w jej stronę, a na ustach pojawił się uśmiech. Pieprzony uśmiech, który już teraz zupełnie mi się nie spodobał. I wiedziałem również, że zwiastuje on spore kłopoty...

~*~

Oh, byłabym chora, gdybym nie dodała czegoś takiego na koniec rozdziału ;D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
ask.fm/Paulaaa962
final-justice-jb.blogspot.com

29 komentarzy

  1. Pierwsza <3! Zabieram się za czytanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O... mój... Boże... nie wiem co napisać, nie wiem jakimi słowami opisać jak bardzo podoba mi się ten rozdział, więc chyba zostawię bez... Nie podoba mi się ten cały Jason ;/ ma za przeproszeniem spieprzać od Jazzy i zostawić ją w spokoju! Do następnego <3

      Usuń
  2. haha będzie się działo ^^ :D już chce następny ^^ Jason namiesza ;3 oo prawioe pocałunek Jazzy i Justina !! Aww tak blisko :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział niesamowity. TYle w nim się dzieje, a końcówka nieziemska. Już się nie mogę doczekać nexta. Weny życzę. :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny Paula <3

    OdpowiedzUsuń
  5. wrrr dziewczyno w takim momencie ?! grrr nienawidzę Cię !!!! a tak serio to rozdział BOSKI :*

    OdpowiedzUsuń
  6. cudowny *.* nDobrze że Jazzy nic się nie stało, tak się martwiłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu zarąbisty *_*. Tak się cieszę, że Jazzy jest cała i zdrowa ;). Niecierpliwie czekam na nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny pod każdym względem :))))))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe jak wizyta Jasona wpłynie na życie Justina i Jazzy.
    Niesamowite te opowiadanie! :)
    Czekam na kolejne rozdziały.

    xo

    OdpowiedzUsuń
  10. SUPER ! ! ! CZEKAM NA NEXT ! ! ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. O jezu jhehdjsdhusnfjdvdefgnshdcnweuhcuw

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam wielką prośbę .. Mogłabyś napisać dla mnie rozdział na urodziny ? ❤️💜💗💚 mam 24 września 💞💞 byłby to najlepszy prezent 💛💛 kocham to opowiadanie 💗💗 czekam na nn 👌👌👈👈 💕💕

    OdpowiedzUsuń
  13. O jeju brak mi słów, tyle się dzieje. Próba zabicia, Jason, wspomnienia... Piękne to jest...
    Coś mi się zdaje, że Jason sporo namiesza w życiu Justin'a i Jazzy... :)
    No cóż, pisz szybko następny kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże jesteś taka cudowna, że tak szybko dodajesz kolejne rozdziały. Oczywiście jest wspaniały. Tyle się wydarzyło. Justin rozprowadzał dragi? Nawet się nie zdziwiłam. Omg jest Jason McCann zawsze uwielbiam kiedy pojawia się Jason, ale tutaj zwiastuje kłopoty w ogóle zazwyczaj zwiastuje właśnie je.
    Nie mogę się doczekać tego co wymyślisz. Czekam na następny. kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Super rozdział .

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja to po prostu kocham *,* Jestes najlepsza !! <3

    OdpowiedzUsuń
  17. O Mój boże. Błagam, błagam, błagam dodaj rozdział dzisiaj, to jest najlepsze hdisbdhsj

    OdpowiedzUsuń
  18. Super czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Całkiem dobry rozdział ;)
    Moja intuicja mówi mi, że to nie koniec roli tamtej zgwałconej dziewczyny w fanficku. Justin żałuje, Jazzy mu to uświadamia, a na dodatek tamta też jest świadoma, dlaczego to wszystko się stało i w dużej mierze nie obwinia gwałciciela, była szantażowana itp. Dajcie spokój, aż się kusi, aby jeszcze coś z nią się działo. Chyba jeszcze tu zawita, tak mi się wydaje, chociaż może się mylę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. oj ja też wyczuwam kłopoty! boję się, że Jason skrzywdzi Jazzy. ale mimo wszystko mam nadzieje,ze Justin jak zwykle stanie w jej obronie. on nigdy nie pozwoli jej skrzywdzić i to najbardziej podoba mi się w tym opowiadaniu. nie mogę się doczekać następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  21. wiecej akcji między Justinem a Jazzy :D

    OdpowiedzUsuń