poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 12...

Z impetem otworzyłem drzwi od komisariatu i wpadłem do środka, powodując przy tym spory hałas. Nie chciałem zawracać na siebie zbytniej uwagi, jednakże wzrok kilku policjantów, stojących przed drzwiami od jednego z pokoi, wylądował na mnie i na chłopakach, którzy przyjechali tu razem ze mną. Nie zwróciłem na nich uwagi i niemal od razu skierowałem się do jednego z otwartych pomieszczeń. Gdy wszedłem do środka, ujrzałem, siedzącego przy biurku, mężczyznę, policjanta, przeglądającego służbowe papiery i dokumenty. Odkaszlnąłem dość głośno, aby oderwać go od tego pasjonującego zajęcia, a kiedy uniósł wzrok i spojrzał na mnie, zająłem miejsce przy biurku, na przeciwko niego.
-W czym mogę pomóc? - spytał, recytując wyuczoną formułkę.
-Chciałem zgłosić zaginięcie córki. - mruknąłem od razu. Wiedziałem, a przynajmniej miałem taką nadzieję, że im szybciej cała ta sprawa zostanie zgłoszona, tym szybciej odnajdą moją Jazzy, całą i zdrową. Tak bardzo bałem się o nią, a świadomość, że nie wiem, gdzie jest i co sie z nią dzieje, zabijała mnie od środka. Jedynie ona zajmowała miejsce w moim sercu, które teraz wręcz krwawiło. I chociaż z zewnątrz starałem się tego nie okazywać, moje wnętrze trzęsło się przez  niewiedzę.
-Ile córka ma lat? - spytał policjant, wyciągając z szuflady kartkę, aby zapisać na niej dane małej.
-Piętnaście. Ma na imię Jazzy, jest średniego wzrostu, szczupłą szatynką. - kiedy policjant usłyszał wiek dziewczyny, spojrzał na mnie podejrzliwie. Bardzo często spotykałem się z takim rodzajem spojrzeń, dlatego zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Całe szczęście, nie skomentował tego w żaden sposób.
-W jakich okolicznościach zaginęła? - po zapisaniu wcześniejszych informacji, ponownie uniósł wzrok znad kartki i odłożył długopis na biurko.
-Uciekła. - wymamrotałem, wyjmując z kieszeni kartkę z listem od Jazzy. Ile razy go czytałem, tyle razy miałem ochotę się rozpłakać. Najbardziej bolała mnie świadomość, że w głowie mojego aniołka istniały tak pesymistyczne myśli.
Czy naprawdę byłem złym ojcem? Myślałem, że dając Jazzy wolność, dodatkowo zyskam w jej oczach.
Proszę, powiedzcie mi, co zrobiłem źle...
Meżczyzna przeczytał w skupieniu list i pokiwał głową ze zrozumieniem i jakby pewnego rodzaju pogardą. Może on nie rozumiał słów, przekazanych przez Jazzy. Ja zrozumiałem je zbyt dobrze.
-Pokłóciliśmy się wieczorem, a rano, gdy się obudziłem... jej po prostu nie było. - to było dla mnie naprawdę trudne.
-Zaczniemy jej szukać od razu. Nie wie pan, gdzie mogła pójść? Kontaktował się pan z jej znajomymi?
-Tak, dzwoniłem do wszystkich, ale nikt nic nie wie. Naprawdę się o nią boję.
-Prosze zachować spokój. - chociaż wiedziałem, że nie mogę panikować, trudno było mi to powstrzymywać.
-Ma pan dzieci? - westchnąłem w końcu, wstając od biurka.
-Nie. - mężczyzna pokręcił przecząco głową, a z moich ust wydobył się cichy pomruk.
-Tak pomyślałem. Mówiłby pan co innego, gdyby chodziło o bezpieczeństwo pańskiej córki.

***Oczami Jazzy***

Siedziałam na czarnej, skórzanej kanapie, w salonie, z rękoma założonymi na piersi. Przebywałam obecnie w domu moich porywaczy, jeśli mogę tak ich nazwać. Nie byli, jak normalni porywacze, na tych wszystkich filmach sensacyjnych. Praktycznie, ani razu nie podnieśli na mnie głosu, nie wspominając już nawet o żadnej przemocy.
Oczywiście, dziękowałam za to w myślach. Mogłam przecież już dawno nie żyć, a tymczasem siedzę tutaj, czując się bezpiecznie.
To wszystko jest cholernie pomieszane.
-Co by tutaj z tobą zrobić... - odwróciłam się w stronę głosu, dochodzącego zza moich pleców. Do salonu wszedł jeden z mężczyzn. Dowiedziałam się w międzyczasie, że nazywa się Taylor i jest w wieku mojego taty.
Justin... Cholernie za nim tęsknilam, mimo że widziałam go poprzedniego wieczoru. Byłam rozbita między tym, w co wierzyłam, a tym, w co chciałam wierzyć. Jedno wiem na pewno. Ta przerwa, może nie koniecznie w rękach morderców, dobrze mi zrobi.
-Może by tak wypuścić? - mruknęłam, będąc na niego obrażona. Nadal.
-Księżniczka nadal ma focha? - zakpił, siadając obok mnie na kanapie. - Nie warto. Lepiej żyć w zgodzie ze światem, a zwłaszcza z nami.
-Naprawdę nie rozumiem, dlaczego mnie tutaj przetrzymujecie. Przecież nie mam zamiaru nikomu sie wygadać. Nie narażałabym własnego życia, do cholery.
-Wiesz, nie możemy ryzykować. - w drzwiach pojawił się drugi mężczyzna. - A tymczasem wujek Danny kupił ci pluszaka. - i rzucił w moim kierunku różowego misia, który wpadł prosto w moje ramiona.
-Wiesz, że nie mam pieciu lat, prawda? - zmierzyłam go groźnym spojrzeniem.
-Wiesz, że jesteś dzieciakiem, prawda? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
Boże, dlaczego postawiłeś na mojej drodze tak upierdliwych ludzi?
-Mogę o coś spytać? - ożywiłam się nagle.
-Przez cały czas o coś pytasz. - Taylor przewrócił oczami, lecz zignorowałam to.
-Dlaczego mnie nie zabiliście? - może zabrzmiało to dość dziwnie, ale chciałam spytać wprost, aby otrzymać równie prostą odpowiedź.
-A wolałabyś oberwać kulkę w łeb i teraz wąchać kwiatki od spodu? Nie wydaje mi się. Poza tym, jesteś za młoda, żeby umrzeć. Możesz się jeszcze przydać. - nie wiedziałam, co miał na myśli, dlatego wolałam dowiedzieć się tego od razu. Taylor, widząc moją zdezorientowaną minę, kontynuował. - Kilku facetów, mieszkających w jednym domu, nie jest najlepszym pomysłem. Potrzebujemy kobiecej ręki. Żaden z nas nie umie gotować, za sprzątanie również się nie zabieramy, więc...
Rozszerzyłam oczy, tak samo zaskoczona, jak i oburzona. Oni oczekiwali, że zrobią ze mnie sprzątaczkę. Grubo się mylą, jeśli myślą, że przystanę na ich układ.
-Chce mi się spać. - warknęłam, zaciskając pięści. Nie chciałam, aby poznali, że tak bardzo zdenerwowały mnie jego słowa. Cóż, z takimi ludźmi, jak powiedzieli, zdecydowanie lepiej żyć w zgodzie.
-Moje łóżko jest wolne, księżniczko. - Tay poklepał mnie po kolanie, jednak ja szybko strząsnęłam jego dłoń. Poza tym, dlaczego on ciągle mówi do mnie księżniczko? To słowo zarezerwowane jest jedynie dla taty.
I znów, wszystkie wspomnienia wróciły. Justin...
Bez słowa wstałam z kanapy i udałam się schodami na górę. Weszłam do pierwszej sypialni, widząc przed sobą ogromne, dwuosobowe łóżko. Bez namysłu rzuciłam się na nie i wydałam z siebie krzyk, który został sltłumiony przez poduszkę.
Zaczynam tutaj wariować...

***

Obudziłam się w środku nocy, słysząc obok ucha ciche pochrapywanie. Momentalnie rozbudziłam się i podniosłam do pozycji siedzącej. Obok mnie, na łóżku, leżał Taylor. Nie podobała mi się jego bliskość, lecz nic nie mogłam na to poradzić. Była to jego sypialnia, a ja spałam w jego łóżku. To ja byłam tutaj "gościem".
Uznałam jednak, że jest to moja szansa, możliwe, że jedyna. Kiedy mężczyzna kładł się obok mnie na pewno nie sądził, że będę starała się uciec.
Nabrałam powietrza w płuca i odkryłam kołdrę po swojej stronie. Starałam się robić jak najmniej hałasu. Bałam się, że gdybym obudziła Taylora, nie będzie już dla mnie tak miły, jak wcześniej. Bałam się. Cholernie się bałam, że nie uda mi się. Mimo że nie krzywdzili mnie, nie zamierzałam spędzić w tym domu reszty swojego życia, jako ich niewolnik.
Na palcach i ze wstrzymanym oddechem podeszłam do drzwi, po czym otworzyłam je i najciszej, jak potrafiłam, wyszłam na korytarz. Szybko zeszłam na parter, modląc się, aby w salonie nikogo nie było. Tym razem, moje błagania zostały wysłuchane, a ja swobodnie mogłam wejść do przedpokoju. Wsunęłam stopy w buty, a następnie ułożyłam dłoń na klamce.
Był to jeden z najbardziej stresujących momentów w moim życiu. Wiedziałam, że nie uszłabym z życiem, gdyby w tym momencie przylapali mnie na ucieczce. Dzięki Bogu, drzwi były otwarte, a ja już parę sekund później znalazłam się na dworze.
Uderzyło we mnie chłodne, nocne powietrze. Zadrżałam z powodu zimna, lecz jedyne, co zrobiłam, to potarłam skórę na ramionach dłońmi, aby chociaż minimalnie się rozgrzać. Zaczęłam iść przed siebie, z każdą chwilą przyspieszając, jakbym bała się, że ktoś mnie goni. Kiedy jednak obejrzałam się, nie ujrzałam nikogo. Wiatr płatał mi figle, strasząc mnie na każdym kroku. Mimo iż wiedziałam, że jestem tutaj sama, znów przyspieszyłam a po paru chwilach moje tempo zbliżone było do biegu. Biegłam, dławiąc się chłodnym powietrzem, które drażniło moje gardło i wręcz bolało.
Chwilę później, w dalszym ciągu nie zwalniając, wbiegłam na drogę, na ulicę. Nie zwracałam uwagi na rozpędzone samochody. Nie zauważałam ich, a może nie chciałam załważać. W mojej głowie biło się ze sobą tysiące najróżniejszych myśli. Owszem, uciekłam od moich porywaczy, prosto w miejską dżunglę. Po raz kolejny jest środek nocy, a ja mogę nie mieć tyle szczęścia, co poprzednim razem i teraz spotkam na swojej drodze kogoś, kto naprawdę mnie skrzywdzi. Nie miałam przygotowanego żadnego planu, nie wiedziałam, gdzie mam się udać. Nic nie wiedziałam.
Nagle usłyszałam głośny pisk opon, kiedy kolejny raz wbiegłam na zatłoczoną ulicę. Stanęłam nagle, kiedy dosłownie centymetry ode mnie zatrzymał się samochód. Tak niewiele brakowało, a uderzyłby we mnie, zabiłby. Kiedy w końcu otworzyłam oczy, które trzymałam zamknięte przez dobre kilkanaście sekund, zobaczyłam, że nie jest to zwykły samochód, tylko czarne BMW, należące do tej jednej, wyjątkowej i najważniejszej dla mnie osoby.

***Oczami Justina***

-Kurwa, boję się o nią, nie rozumiesz!? - podniosłem głos, gdy Zayn po raz kolejny przewrócił oczami. Liczyłem na chociaż odrobinę zrozumienia, a tymczasem on zachowuje się tak, jakby w ogóle nie rozumiał powagi sytuacji. - Jazzy zniknęła, uciekła. Nie wiem, gdzie jest, czy jest bezpieczna. Nic nie wiem, a ciebie to bawi, tak?
-Po prostu niepotrzebnie panikujesz. Zobaczysz, że młoda niedługo sama wróci i będzie śmiała ci się prosto w twarz przez to, że tak nadopiekuńczy jesteś. Ona nie jest dzieckiem. Do cholery, poradzi sobie. - brunet wstał z parkowej ławki, aby wyrzucić do stojącego obok śmietnika, niedopałek papierosa.
Ja natomiast cały czas siedziałem w jednym miejscu i wpatrywałem się w buty jednego z chłopaków, stojących przede mną. Nie potrafiłem usiedzieć w domu, sam, ale najwidoczniej spotkanie z kumplami również nie było dobrym rozwiązaniem. Oni nie czuli tego, co ja. Oczywiście nie miałem im tego za złe. To nie była ich córka, tylko moja. Jednakże, będąc moimi przyjaciółmi, mogliby chociaż udawać zainteresowanych i przejętych.
Wtedy zobaczyłem w oddali trzech chłopaków, trochę młodszych ode mnie. Na początku jedynie przelotnie zmierzyłem ich wzrokiem, jednak po paru chwilach, kiedy bardziej im się przyjrzałem, dostrzegłem wśród nich Austina, przyjaciela Jazzy. On również mnie dostrzegł i uniósł dłoń, aby mnie przywitać. Zrobiłem to samo. Wzrok moich kolegów powędrował w stronę Austina, który zaczął zbliżać się do mnie. Wstałem więc z ławki i wsunąłem dłonie do kieszeni, czekając na niego.
-Co z Jazzy? Nadal nie mogę się do niej dodzwonić. - zaczął od razu. Chociaż on był zainteresowany całą tą sprawą. W końcu, był dla szatynki jak brat. Cieszyłem się, że chociaż w nim mógłbym mieć oparcie, mimo że był jeszcze zwykłym gówniażem.
-Zgłosiłem jej zaginięcie na policji. Mała uciekła. Pokłóciliśmy się wczoraj, a dzisiaj rano już jej nie było. Miałem nadzieję, że poszła do ciebie... - oddychałem coraz szybciej, ale gdy na moment zacisnąłem pieści, emocje jakby odrobinę opadły.
-Kurwa, nie widziałem jej od wczoraj. - widziałem, że zaczął się denerwować. Martwił się o nią, w pewnym stopniu tak bardzo, jak ja.
Chciałem ponownie się odezwać, jednak wtedy podeszło do nas dwóch kolegów Austina. Z początku wszystko było w porządku, niestety po chwili rozpoznałem jednego z nich. Był to chłopak, który w klubie podrywał Jazzy i chciał ją zaciągnąć do łóżka. Co więcej, zrobiłby to, gdyby nie moja nagła interwencja.
-Nie zbliżaj się nawet do mnie. - warknąłem do blondyna. Teraz, oprócz troski o Jazzy, stałem się nagle wkurwiony, gdy znów zobaczyłem jego twarz i przypomniałem sobie wzrok, jakim patrzył na mojego dzidziusia.
-Ale ja... - chciał się wytłumaczyć, lecz szybko mu przerwałem. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ponieważ już po chwili ściskałem w dłoniach jego koszulkę, patrząc mu prosto w oczy.
-Nie mam zamiaru słuchać twoich żałosnych tłumaczeń. Ile masz lat?
-Dwadzieścia jeden. - odparł, a w jego głosie, mimo całej tej sytuacji, było słychać ogromną pewność siebie, żadnego zawahania.
-Właśnie. A ona ma jedynie piętnaście i obiecuję ci, że jeśli jeszcze raz ją dotkniesz, a nawet niewłaściwie na nią spojrzysz, zabiję cię, szczeniaku. - warknąłem, po czym puściłem go i odsunąłem się od chłopaka. Przechodząc, złapałem zaskoczonego Austina za ramię i razem odeszliśmy na bok. Nie chciałem już siedzieć w towarzystwie kumpli. Teraz mogła mi pomóc jedynie rozmowa z kimś, kto również martwi się o bezpieczeństwo Jaz.
-Ja rozumiem twoje zdenerwowanie, ale możesz mi wyjaśnić, dlaczego grozisz mojemu przyjacielowi? Chyba nic ci nie zrobił. Nie musisz od razu na niego naskakiwać.
-Nie naskakiwałbym, gdyby nie chciał dobrać się do młodej. - Austin rozszerzył oczy, lecz ja nie chciałem znowu wracać do tej nocy. Miałem ważniejsze sprawy na głowie. - Kiedy indziej o tym porozmawiamy, a teraz... - nie dokończyłem, ponieważ wtedy zauważyłem w krzakach różowy, dotykowy telefon. Niepewnie podszedłem do tego miejsca i uniosłem z trawy komórkę, obracając ją w dłoniach. Była włączona, a gdy odblokowałem ją, zyskałem pewność, że jest to telefon Jazzy.
-Ja pierdole... - wymamrotałem, chwytając się za głowę. - Austin! - krzyknąłem, aby podszedł do mnie. - Patrz. Poznajesz? To jej telefon. Ona tu była. Coś musiało się stać. - znów panikowałem. Wiedziałem o tym doskonale. - Musimy się rozejrzeć dookoła. - nie czekałem nawet na odpowiedź bruneta. Od razu zaczęłem rozglądać się, szukając jakiegokolwiek, nawet najmniejszego śladu. I znalazłem go. Na betonie, za krzakami leżała branzoletka Jazzy. Branzoletka, a obok ślady krwi...
-To sen. Chory, pieprzony sen. - schowałem komórkę do kieszeni, po czym z ogromną frustracją szarpnąłem za końcówki swoich włosów. Wywołało to ból, jednakże nic nie mogło się równać z bólem wewnętrznym, jaki odczuwałem. Bałem się, że coś mogło jej się stać, że ktoś ją skrzywdził. Pobił, zgwałcił, zamordował, nie mam pojęcia. Wiem jednak, że wszystko było moją, cholerną winą i gdybym nie miał dla kogo walczyć, już dawno powiesiłbym się.

***

Siedziałem cały wieczór na kanapie, w salonie, aż w końcu postanowiłem przerwać tę monotonię. Miałem dość wpatrywania się w jeden, martwy punkt na ścianie i zamartwiania się o Jazzy. Owszem, zamartwiać się będę wciąż, do czasu, aż jej nie odnajdą, jednak chciałem rozbić swoje myśli, aby nie skupiały się tylko wokół jednego.
Wstałem z kanapy i wbiegłem schodami na górę, aby się przebrać. Na klatkę piersiową założyłem czarną bokserkę, którą przykryłem skórzaną kurtką, a na dół wciągnąłem czarne dresy, zwężane przy nogawkach.
Ubrany, z powrotem zszedłem na parter. Przelotnie chwyciłem kluczyki od samochodu, po czym wyszedłem z domu, jednocześnie zamykając go.
Gdy zająłem miejsce kierowcy, odpaliłem silnik i wjechałem na drogę. Niemal natychmiast docisnąłem pedał gazu, a prędkość wbiła mnie w siedzenie. Adrenalina zaczęła przepływać przez moje żyły.
Tęskniłem za tym...

Jazda po mieście, zwłaszcza nocą, zawsze potrafiła w pewnym stopniu mnie uspokoić i zrelaksować, a właśnie tego potrzebowałem w tamtym momencie. Chociaż minimalnego ukojenia dla duszy.
I wtedy, gdy ponownie przyspieszyłem, prosto pod moje koła wybiegła drobna szatynka, której włosy rozwiane były na wszystkie strony. Nie musiałem się nawet dobrze przyglądać, aby rozpoznać w niej Jazzy.
Nagle moje serce jakby ożyło. Znów zaczęło bić i to ze zdwojoną prędkością. Wszystkie moje troski niemal zniknęły, kiedy tylko zahamowałem przed nią z piskiem opon. Nie czekając na nic, szarpnąłem za klamkę i w niesamowitym tempie wypadłem z samochodu. Chciałem jak najszybciej złapać ją w ramiona, aby upewnić się, że to rzeczywiście ona, a nie jedynie wytwór mojej wyobraźni.
-Jazzy... - wyszeptałem, w jednej chwili oplątując ramię wokół jej talii. Następnie dołożyłem drugie ramię i zamknąłem jej ciałko w silnym uścisku. Nie zniknęła. Była tutaj, cały czas. Odzyskałem ją. W końcu odzyskałem moją małą córeczkę.
-Tato, ja... - chciała coś powiedzieć, lecz ja przerwałem jej.
-Cichutko, nic nie mów. - wplątałem palce jednej ręki w jej włosy i wtulilem ją w siebie jeszcze mocniej, jednocześnie chowając twarz w zagłębieniu jej szyi.
Przez te kilkanaście godzin, podczas których nie miałem pojęcia, co działo się z Jazzy, byłem niemal na skraju wyczerpania nerwowego. Drażniło mnie wszystko i wszyscy. A teraz, kiedy odnalazłem ją, znów wszystko wróciło na swoje miejsce.
Bez słowa pociągnąłem ją w stronę samochodu i posadziłem na fotelu pasażera, po czym przypiąłem pasem. Obchodząc auto dookoła, wpatrywałem się przez przednią szybę w twarz szatynki. Była smutna, może zagubiona i nadal rozbita. Wiedziałem, że czeka nas kolejna, szczera rozmowa, zaraz po powrocie do domu. Zależało mi na tym, abyśmy wszystko wyjaśnili od razu, a nie żyli w nieświadomości i zagubieniu. Będzie nam łatwiej, gdy, patrząc sobie w oczy, wyznamy szczerze, co kryje się w naszych sercach.

W drodze milczeliśmy, nie zamieniając ze sobą ani jednego słowa. Gdy weszliśmy do domu, uważnie obserwowałem Jazzy. Dziewczyna chciała od razu udać się do siebie, na górę, lecz ja nie mogłem na to pozwolić i złapałem ją za rękę, aby zatrzymała się.
-Nie uważasz, że powinniśmy szczerze porozmawiać? - uniosłem brwi, zakładając ręce na piersi. Oprócz tego, że cholernie martwiłem się o Jaz, byłem na nią w pewnym stopniu zły. Doskonale wiedziała, jak nierozważna była jej decyzja.
-Tak, wiem. - odezwała się cicho, nie patrząc mi w oczy. Od początku unikała mojego spojrzenia.
-Malutka, nie wiesz nawet, jak się o ciebie bałem. Jak bardzo martwiłem się, że ktoś zrobił ci krzywdę. Przecież wiesz, że nie przeżyłbym tego. Dlaczego uciekłaś? Dlaczego nie potrafisz mi uwierzyć? Każde moje słowo było szczerozłotą prawdą. Co zrobiłem źle? - złapałem ją za ramiona i potrząsnąłem lekko, jednak ona nadal nie uniosła wzroku. - Spójrz na mnie. - westchnąłem, lecz w odpowiedzi nie otrzymałem zupełnie nic. Ignorowała mnie. - Spójrz na mnie, powiedziałem. - całkowicie przypadkowo, z moich ust wydostało się warknięcie. Szatynka drgnęła, kiedy złapałem jej podbródek i uniosłem lekko, aby ujrzeć jej tęczówki. Pod jej powiekami natomiast zebrały się kolejne łzy. - Co zrobiłem źle?
-Nic... - wyszeptała i chciała spuścić głowę, lecz uniemożliwiłem jej to. - To przecież nie twoja wina, że nie potrafisz mnie pokochać...
-O czym ty mówisz, dzieciaku? Nie rozumiem tego. Ty po prostu nie chcesz zrozumieć, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Nie chcesz tego, chociaż ja na każdym kroku staram się okazywać ci swoją miłość. Skarbie, dlaczego nie możesz tego zrozumieć? Dlaczego nie możesz mi zaufać i po prostu... - język plątał mi się niemiłosiernie, aż w końcu jakaś niewidzialna siła popchnęła mnie w kierunku Jazzy, a właściwie kazała mi zbliżyć się do niej. Nim zorientowałem się, co robię, nachyliłem się nad szatynką i złączyłem nasze usta w pełnym namiętności pocałunku. W tamtym momencie w ogóle nie myślałem. To nie był już gest, jaki ojciec może okazać swojej córce. To było coś, co mężczyzna przekazywał kobiecie. Nie powinienem tego robić, nie powinienem nawet o tym pomyśleć, ponieważ był to największy ze wszystkich moich grzechów, jakie popełniłem w ciągu całego życia.
O dziwo, nawet wtedy, kiedy zorientowałem się, że nie powienienem tego robić, nie przerwałem. Wręcz przeciwnie, wplątałem palce w jej włosy i pogłębiłem pocałunek, muskając jej wargi swoimi. W pierwszych momentach dziewczyna była tak samo zaskoczona, jak ja, kiedy dotarło do mnie to wszystko, jednak nie minęło nawet pięć sekund, kiedy zaczęła odwzajemniać pocałunek. Dodatkowo, stanęła na palcach, aby zbliżyć się do mnie. Moje dłonie jakby wymknęły się spoza kontroli i w jednym momencie zsunęły sie wzdłuż jej ciała, przez tyłek, aż zatrzymały się pod udami. Uniosłem jej drobne ciałko na wysokość swoich bioder, a ona owinęła nogi wokół mojego pasa i ramiona wokół szyi, jeszcze bardziej zagłębiając się w pocałunek.
Swoją drogą, wspominałem już, jak ona świetnie całuje?
Parę razy chciałem to przerwać, jednak kiedy tylko zaczynałem, od razu rezygnowałem, aż w końcu za którymś razem, zamiast zakończyć pocałunek, przejechałem językiem po jej wardze, aby uchyliła je. Zrobiła to po chwili zawahania, pozwalając, aby mój język zaczął badać jej podniebienie. Dodatkowo, dziewczyna delikatnie drapała skórę mojej głowy, przyprawiając mnie tym o dreszcze. A ja, mimo że wiedziałem, iż nie mogę tego kontynuować, robiłem to, chciałem to robić.
Nasze języki wprawione zostały w namiętny taniec, tak samo, jak nasze umysły. No, może nie nasze, a mój. Nie miałem czystych myśli, jak zazwyczaj, w towarzystwie Jazzy. Grzeszyłem, jedynie myśląc o niej w tym momencie.
Oderwaliśmy się od siebie dopiero wtedy, kiedy nam obojgu zabrakło powietrza. Ostrożnie i powoli zsunąłem Jazzy na podłogę, a kiedy poczułem, że jej stopy twardo stoją na ziemi, otworzyłem oczy i spojrzałem prosto w jej.
-Kurwa... - wymamrotałem. I było to jedyne słowo, które w tym momencie zdołało przepłynąć przez moje gardło.
Całowałem się z własną córką...

~*~

Tam taradam ;D Macie moment, na który długo czekaliście ;*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
ask.fm/Paulaaa962

32 komentarze

  1. OMG!!!! Jakie to słodkie ;oooo kocham cie dziewczyno!!

    OdpowiedzUsuń
  2. aaa nareszcie!:DD
    to jest takie swietne ajxbdjxu

    OdpowiedzUsuń
  3. O MÓJ BOZIU! Ten pocałunek była taki niespodziewany! Jak dobrze, że małej nic się nie stało! Aż mi się gorąco zrobiło jak czytałam ostatnią scenę, a to był tylko głupi pocałunek, haha xD. Już się boję co będzie, jak będzie scena +18 XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg! Nie wierze :0 :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O. MOJ. BOZE TAK TAK TAK TAK! ILE JA NA TO CZEKALAM, O CHOLERA! @zxcvjklx

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow. Justin jest taki słodki gdy się troszczy i jednocześnie denerwuje. W końcu coś nastąpiło między Jazzy i JUstinem. A porywacze chcieli zrobić z niej sprzątaczkę. hahhahah. Rozdział zajebisty czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  7. dhfsdhjsdw Boże nie może uwierzyć że oni to zrobili ! :D Już nie mogę się doczekać kolejnego ! :D Przepraszam że poprzednich nie komentowałam chyba dwa razy zapomniałam albo więcej i przepraszam za to, teraz postaram się to robić :D Kocham . <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Uh dfsnkcfdkjcndsjkcbd ostro hahha Boże, szczerzyłam się przez całą końcówkę rozdziału :D Omg, jakie to jest wspaniałe! Nawet nie wiem jak to wszystko opisać ;o O kuźwa co to teraz będzie hahhaah. Ej dobra wiemy już, że Jazzy podoba się Justinowi, ale czy on podoba się jej? :D Przydałby się opis jej uczuć względem Justina <3 Wspaniała jesteś <3

    OdpowiedzUsuń
  9. o kurwa kurwa kurwa zahebistetee !!! aaaaaa !!! czekam na nstepny!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. O boze fhdfghuctturdrt W KONCU!!!!<333

    OdpowiedzUsuń
  11. O fuuj.. czy tylko ja uważam że to nie było super? Nie mam na myśli rozdziału czy tego jak to napisałaś ale tego że ugh no ale jak z córką? Blee JAK Z OJCEM? !

    PZ-tka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez tak sadze uwielboam to opowiadanie ale wolalabym aby pozostaly ich stosunki na poziomie corki i ojca ;c

      Usuń
    2. Już w prologu było zapowiedziane, w jaki sposób wszystko się potoczy. Każdy czyta na własną odpowiedzialność, mogłyście nie zaczynać jeśli wiedziałyście, że coś takiego was zniesmaczy :)
      Kontrowersyjne, to fakt. Ale mnie tam zżera ciekawość, nieistotne, w jaki sposób to się potoczy.

      Usuń
  12. Bshvshvshcsgdehcd *.* dawaj nn nie wytrzymam xdd kocham cię! Nigdy nie przestawaj pisać.... A jak przestaniesz to pojadę do cb do domu, dorwe cię i zmusze do pisania :3 muahahaha ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Jprdl zgon xdddd

    OdpowiedzUsuń
  14. Co za rozdziła *.* nie wierze że serio się całowali , jak ja teraz zasnę ? Tyle emocji i uczucia mmmm ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. O boże!!!Kiedy to przeczytałam, to o mało ze szczęścia się nie popłakałam! dosłownie! Wreszcie! Wreszcie się pocałowali!!!! Chyba dzisiaj ni zasnę *_*. To jest takie mfvkfnbofenbg!!!! BARDZO niecierpliwie czekam na nn ;**

    OdpowiedzUsuń
  16. Oooo jeju...wkońcu!Czekam na następny.Rozdział jak zawsze super.

    OdpowiedzUsuń
  17. Po przeczytaniu zaczęłam się śmieć nie czemu tak po prostu :* kocham to najbardziej na świecie ❤❤/LK

    OdpowiedzUsuń
  18. Jedno z moich ulubionych opowiadań. Rozdzual cudowny I czekam na nastepny xx

    OdpowiedzUsuń
  19. o kurwa *-*
    jak ja cie kocham za ten rozdział :D
    ciekawe co wydarzy sie dalej xd
    już czekam z niecierpliwością :* buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
  20. O ja pieprze. XD Hahah. Kocham to!
    Czekam na następny rozdział!
    xoxox

    OdpowiedzUsuń
  21. SUPER ! ! ! CZEKAM NA NEXT ! ! ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. OMG jaki superr <3

    OdpowiedzUsuń
  23. O JAPIERDOLE KURWA JEBANA MAĆ!
    CZY JA UMARŁAM?!
    JESTEM W NIEBIE?
    Jejuii jakie to było... To było.. Ugh nie ma słów na to jak dobre to było! Czekam na następny bo coś czuje że będzie ciekawy ;) tak jak wszystkie zresztą. <3

    OdpowiedzUsuń
  24. OMG!!!!! TO BYLO ZAJEBISTE! !
    dodasz w środę (10.09.2014) nastepny proszę !! ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ \/Kiko--xd

    OdpowiedzUsuń
  25. OMG! Świetne i ta końcówka <3
    Pisz szybko następny, weny kochana :)

    OdpowiedzUsuń