poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział 25 - I love her. That's all...

Rozdział dedykuję Oliwii. Wszystkiego najlepszego <3

***Oczami Justina***

Spojrzałem zszokowany na Jaxona, lecz mój szok nie mógł się równać z jego. Przez moment miałem wrażenie, że blondyn dostanie zawału. Nienaturalnie pobladł, na dodatek w bardzo krótkim czasie. Jego nogi ugieły się, lecz w porę zdążył przytrzymać się ściany, dzięki czemu jego ciało nie zderzyło się z chłodną podłogą. Chłopak najpierw przełknął głośno ślinę, a potem zacisnął szczękę, mocno, nawet bardzo. To samo uczynił z pięściami, aż jego kciuki lekko pobladły.

A ja nie wiedziałem, co mam zrobić. Nie wiedziałem, czy powinienem się odezwać, czy może milczeć i czekać, aż Jaxon odezwie się jako pierwszy. Nie chcieliśmy od razu, parę minut po powrocie, mówić chłopakom o tym, co nas połączyło. Z jednej strony musieliśmy zastanowić, jak zrobić to najdelikatniej, aby nie doznali szoku, natomiast z drugiej, chcieliśmy jeszcze przez pewien czas poczuć, pulsującą w naszych żyłach, silną dawkę adrenaliny. Niebezpieczeństwo i ryzyko sprawiało, że pragnęliśmy siebie jeszcze bardziej.

-Powiedzcie mi, że to jest, kurwa, żart. - warknął wściekle, a ja mogłem wręcz ujrzeć, jak złość paruje z jego ciała. - To chory, pieprzony sen! - wrzasnął tak głośno, że zadrżałem minimalnie. Byłem zupełnie rozbity i wiedziałem, że Jazzy też, ponieważ mocniej zacisnęła piąstki na mojej koszulce i wpatrywała się w mojego brata wielkimi, przestraszonymi oczami.
-Jaxon, uspokój się i pozwól nam to wszystko wytłumaczyć. - wymamrotałem, lecz nie odsunąłem się od Jazzy, aby sprawić pozory, że to, co widział, było jedynie nieporozumieniem. Skoro przyłapał nas na gorącym uczynku, byłem zdecydowany, aby wyjaśnić mu wszystko. Równocześnie, chciałem pokazać, że Jazzy jest tylko moja. Tylko ja mogę dotykać ją w ten sposób i tylko ja mogę na nią patrzeć, mając nieczyste myśli. Nie chciałem już dłużej ukrywać naszego związku.

-To nie sen, Jaxon. To prawda. Wszystko to, co zobaczyłeś, jest prawdą. - blondyn nawet nie czekał na dalszy wyjaśnienia, tylko od razu zrzucił z blatu kuchennego kilka szklanek, które z hukiem rozbiły się o podłogę.
Gwałtownie szarpnął drzwiami i wyszedł z kuchni, więc ja ostrożnie zdjąłem Jazzy z kuchennego blatu i postawiłem na podłodze, a potem razem wyszlismy z kuchni.
-Jaxon, zaczekaj. Daj sobie to wszystko wytłumaczyć, a nie reagujesz, jakbyś miał pięć lat! - krzyknąłem, aby zatrzymać go po środku salonu. Jednocześnie naszymi wrzaskami zwróciliśmy uwagę chłopaków, siedzących na kanapie.

-Co się dzieje? - Zayn odwrócił się do nas twarzą i spojrzał na każdego z osobna, kończąc na wystraszonej postaci Jazzy.
-Co się dzieje? Co się, kurwa, dzieje!? - ryk wydobył się z głębi gardła blondyna. - Justin i Jazzy! To się dzieje! - patrzył na mnie tak, jakby chciał mnie zabić. - Powiedz nam, co z nią robisz, co!? Może to, co widziałem, nie było wszystkim!? Może posuwasz własną córkę, Bieber, co!? Przyznaj się teraz, bo chyba nic nie będzie w stanie mnie już dzisiaj zaskoczyć!

Przebiegłem palcami po włosach i szarpnąłem za nie lekko. Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć bratu, lecz w ciągu ostatnich tygodni przekonałem się, że prawda potrafi pomóc człowiekowi.
-Nie mów o niej tak, jakby była dziwką. - warknąłem ostro, teraz nie uważając już na swoje słowa i mając ogromną nadzieję, że Jazzy wybaczy mi zdania, których nie powinienem wypowiadać.
-Więc co mam mówić, po tym, co przed chwilą sam na własne oczy zobaczyłem!? - chłopak nadal nie potrafił się uspokoić. - Kurwa, całowałeś się z własną córką, dociera to do ciebie? To nie jest jakaś przypadkowa dziewczyna, z którą możesz robić, co tylko chcesz. To twoje dziecko...

Wziąłem głęboki oddech i przebiegłem wzrokiem po twarzach chłopaków. Wiedziałem, że czekają na wyjaśnienia, a ja bałem się cokolwiek mówić. Bałem się stracić kogokolwiek, a wiedziałem, że mogę do tego doprowadzić przez swoje uczucia.

W końcu jednak uznałem, że nie mogę dłużej tego przeciągać. Podszedłem do Jazzy, stanąłem za nią i objąłem ją w pasie. Jednocześnie chciałem, aby szatynka poczuła, jak ciężko jest mi w tym momencie. Bałem się. Naprawdę bałem się reakcji najbliższych mi osób. Nie wiedziałem, jak podejdą do naszego związku i czy w ogóle zaakceptują go.

Kiedy zbierałem w sobie całą energię, aby zacząć mówić, moją uwagę zwrócił cichy głosik Jazzy. To ona przejęła inicjatywę i rozpoczęła.
-Ja i Justin jesteśmy razem, kochamy się, sypiamy ze sobą... - ostatnią szczęść zdania powiedziała najciszej, lecz wszyscy doskonale ją usłyszeli. Właśnie dowiedzieli się, że uprawiam seks z własną córką. Nie wiem, w jaki sposób ja zareagowałbym, gdybym był na miejscu jednego z moich kumpli. Na pewno nie mógłbym uwierzyć w to, co słyszę i prawdopodobnie to samo poczuli moi przyjaciele. Ich usta rozchyliły się nieznacznie i wszyscy wpatrywali się w Jazzy. Wszyscy, z wyjątkiem Jaxona, którego mordercze spojrzenie utkwione było we mnie.

Nie potrafiłem patrzeć na żadnego z nich. Po raz pierwszy w życiu czułem skrępowanie i nie wiedziałem, jak z nim walczyć. Oparłem czoło na ramieniu Jazzy i czekałem. Jedynie czekałem, ponieważ było to wszystkim, co mogłem zrobić. Nie potrafiłem przewidzieć ich reakcji, która zapewne nie będzie nam przychylna, lecz miałem nadzieję, że chociaż postarają się zaakceptować naszą miłość. Nie muszą jej rozumieć, nie muszą jej pochwalać. Zależy mi jedynie na akceptacji, ponieważ ja nie zamierzam zrezygnować z uczuć.

-Jesteś chory, Justin... - wymamrotał cicho Jaxon, a jego szczęka nadal była zaciśnięta. Blondyn odwrócił się i chciał wyjść z domu, lecz szybko podbiegłem do niego i złapałem jego ramię.
-Zaczekaj i porozmawiaj ze mną. Jesteś moim bratem... - podświadomie,  na akceptacji Jaxona zależało mi najbardziej. Był członkiem mojej rodziny, z którym zawsze miałem bardzo dobry kontakt. Nie chciałem tego zaprzepaścić.
-Nie, Justin. Ja już nie mam brata... - przełknął głośno ślinę, po czym wyrwał się z mojego uścisku i opuścił budynek, z całej siły trzaskając drzwiami.

A ja nadal stałem w tym samym miejscu i z nadzieją wpatrywałem się w drzwi. Z nadzieją, że to tylko jeden ze szczeniackich dowcipów Jaxona. Liczyłem na to, że zaraz wróci, ze porozmawia ze mną. Nie chciałem go stracić. Kurwa, był moim bratem. Kochałem go!

-Justin... - dopiero głos Zayna uświadomił mi, że blondynek, którym zawsze się opiekowałem, dla którego zawsze byłem oparciem, nie wróci. - To prawda? Jesteście razem? Sypiacie ze sobą? - odwróciłem się powoli w ich stronę. Pięć par oczu wpatrywało się we mnie przenikliwie. Czułem, że to, co najważniejsze, już straciłem, więc szczerze nie zależało mi na reakcji kolegów.
-Tak, każde słowo to prawda. Ja kocham Jazzy, a ona kocha mnie. Chcemy być razem i będziemy, bez względu na innych. Nie obchodzi mnie zdanie, ani Jaxona, ani wasze. Kocham ją. To wszystko... - widziałem, że Jaz była rozbita, dlatego przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w silnym uścisku.

W międzyczasie usłyszałem, jak każdy z chłopaków powoli wstaje z kanapy i udaje się w stronę wyjścia. Jedynie Jake wychrypiał, że ciężko jest mu to zrozumieć i musi wszystko przemyśleć. Miałem nadzieję, że chociaż jeden z nich kiedyś wróci i nasze relacje będą takie same, jak kiedyś, jednak nie wiedziałem, czy mogę tyle od nich wymagać. To na pewno był dla nich szok.

Kiedy po kilku minutach Jazzy odsunęła się ode mnie, a ja otarłem pojedyncze łzy z jej policzków, usłyszeliśmy za plecami ciche odkaszlnięcie. Od wyjścia z domu chłopaków sądziłem, że zostalismy sami, jednakże na kanapie nadal siedział Zayn, z butelką piwa w ręce i łobuzerskim uśmieszkiem na ustach.
-Wiedziałem, że do tego dojdzie, już od czasu naszej rozmowy w klubie, Justin. - zachichotał, biorąc kolejnego łyka alkoholu.

A ja nagle zrozumiałem, że pomimo wielu nieporozumień, kłótni i wyzwisk, to Zayn jest moim prawdziwym, najlepszym przyjacielem, na którym zawsze, ZAWSZE, kurwa, mogłem polegać. Nawet w takiej sytuacji nie odwrócił sie ode mnie, co uczynił nawet mój rodzony brat, tylko został ze mną i chce mnie wspierać, dodatkowo sprawiając, że uśmiechnąłem się lekko. Wcześniej nie doceniałem go. Nie widziałem, jak wiele razy mi pomógł. Miałem klapki na oczach, które odsłoniły się dopiero teraz.

-Twój tatuś już jakiś czas temu przyznał wprost, że chciałby się z tobą przespać, a Justin zawsze dostaje to, czego chce. Wtedy jednak nie wiedziałem jeszcze, że jest w tobie zakochany. - zwrócił się do Jazzy, wstając i opierając się plecami o kanapę.
-Nie zareagujesz tak, jak reszta? - uniosłem w górę brwi, a on ponownie się zaśmiał.
-Niby dlaczego miałbym to zrobić? Mój kumpel po raz pierwszy się zakochał, a ja miałbym go zostawić? Poza tym, miałbym przegapić okazję, w której opowiesz mi, jaka Jazzy jest w... - odkaszlnął znacząco, a ja parsknąłem śmiechem.
Ten facet każdą sytuację potrafił obrócić w żart. Jestem pewien, że nawet na moim pogrzebie będzie potrafił znaleźć powód do śmiechu.

-Nawet nie próbuj... - szatynka zareagowała natychmiastowo. Spojrzała groźnie w moje oczy, dając mi jasno do zrozumienia, że jeśli powiem Zaynowi choć niewielką część tego, co robiliśmy w łóżku, zabije mnie samym wzrokiem.
-Mała, wyluzuj, faceci muszą czasem porozmawiać o takich sprawach. A Justin i tak wyśpiewa mi wszystko. Nie odpuszczę, póki nie poznam każdego szczegółu. - podczas gdy Zayn żartował i ja najchętniej robiłbym to samo, twarz Jazzy nadal była poważna. Zauważyłem jednak, że usta dziewczyny drgnęły w uśmiechu, który starała się zatrzymać.
-Szkoda, że ja nie mam przyjaciółki, żeby się jej pochwalić. - ostatnie słowo wysyczała zadziornie, zakładając ręce na klatce piersiowej.
-Kotku, gdybyś miała przyjaciółkę, ona już dawno poznałaby moje możliwości. - może nie powienienm był tego mówić, lecz nadarzyła się tak wspaniała okazja, aby zażartować z Jaz, że nie potrafiłem jej pominąć.
-Oboje jesteście idiotami. - ze śmiechem przewróciła oczami, a potem ruszyła w stronę schodów, kołysząc przy tym biodrami, od których nie potrafiłem oderwać wzroku.
-Też cię kocham, skarbie. - zacmokałem za nią, a kiedy zniknęła na wyższych stopniach, opadłem obok Zayna na kanapę.

***

Zaparkowałem samochód na podjeździe przed domem rodziców. Zadzownili dzisiaj przed południem, aby zaprosić mnie i Jazzy na obiad. Głos mamy był spokojny, lecz mimo to targały mną obawy, że Jaxon wyśpiewał jej wszystko, czerpiąc z tego ogromną satysfakcję.

Denerwowałem się więc, ponieważ nie wiedziałem, na co mam być przygotowany. Jestem pewien, że rodzice nie zaakceptują naszego związku i będziemy musieli ukrywać go przed nimi, dlatego w duchu modliłem się, aby Jaxon zachował w sobie resztki godności i siedział cicho. Już wystarczająco zranił mnie dziś rano, kiedy wprost wyparł się mnie. A ja przecież nie mam kontroli nad swoimi emocjami. Nie zakochałem się w Jazzy na siłę. Uczucia przyszły same, z czasem. Ja po prostu otworzyłem im drzwi do swojego serca. Nic więcej.

-Justin... - mruknęła Jazzy, gdy odruchowo złapałem jej dłoń w swoją.
-Przepraszam. - westchnąłem, wsuwając obie ręce do kieszeni, aby lepiej nad nimi zapanować.
-Nie przepraszaj. Po prostu musimy się pilnować, kochanie. - za każdym razem, gdy zwracała się do mnie czułym słówkiem, miałem ochotę porwać ją w ramiona i już nigdy nie puścić. Czułem się tak wspaniale, wiedząc, ile dla niej znaczę, zwłaszcza, że nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. - Czemu tak na mnie patrzysz? - zatrzymała się przy drzwiach i spojrzała na mnie, lekko smutna.
-Po prostu cieszę się, że mam cię przy sobie, aniołku. - nie kłamałem. Byłem jej za to cholernie wdzięczny.

Dziewczyna pokiwała ze zrozumieniem głową, lecz nic nie powiedziała. Cierpiała tak samo, jak ja, wiedząc, że nie możemy podzielić się naszym szczęściem z bliskimi osobami. Nie macie pojecia, jak to bolało. Świadomość, że ta sytuacja nigdy nie ulegnie zmianie. Już zawsze będziemy utrzymywać wszystko w tajemnicy, aby móc być razem. Wiedziałem jednak, że oboje jesteśmy silni i nasze uczucia stawiamy ponad wszystko inne.

-Wejdźcie, kochani. - moja matka, otwierając przed nami drzwi, była nienaturalnie miła. Niepokoiła mnie jej uprzejmość, ponieważ nigdy nie zwracała się tak do mnie. Zawsze wytykała mi każdy błąd, który popełniłem i żadko kiedy dostrzegała moje zalety. Z jednej strony cieszyłem się, że chociaż dzisiejsze popołudnie minie w przyjaznej atmosferze, lecz z drugiej nabrałem podejrzeń, dlatego niepewnie przekroczyłem próg domu i wszedłem do środka.

Kiedy rozbieraliśmy się w przedpokoju, kobieta wróciła do salonu, z którego dochodziły rozmowy. Wykorzystując chwilę, w której zostaliśmy z Jazzy sami, podszedłem do dziewczyny i mocno oplątałem ramiona wokół jej pasa. Wtuliłem ją w swoje umięśnione ciało, a ona nie protestowała. Od razu chwyciła moją koszulkę w piąstki i również oddała uścisk.
-Słodko pachniesz, kochanie. - szepnąłem jej do ucha. Dziewczyna zachichotała, stanęła na palcach i zarzuciła ręce na moją szyję, aby tym razem ona mogła dosięgnąć mojego ucha.
-Jeszcze lepiej smakuję. - wymruczała, po czym delikatnie musnęła moje usta. Nie opierałem się. Chciałem tego równie mocno, jak ona. Chciałem, aby nagle zniknęła cała otoczka dookoła. Pragnąłem trzymać ją w ramionach w naszym domu, gdzie nikt nie mógł zakłócać naszego szczęścia i spokoju, gdzie mogliśmy być po prostu sobą i bez skrępowania ukazywać to, co czuliśmy.

Niestety wszystko, co piękne, szybko się kończy. Ten moment również się skończył. Został brutalnie przerwany przez Jaxona, który z rękoma, założonymi na piersi, wszedł do przedpokoju. Widziałem, że był na mnie zły, może nawet wściekły. Niemal czułem, jak jego mózg każe mu trzymać się z daleka ode mnie, natomiast serce mówi coś innego. Nie potrafię uwierzyć i nigdy nie uwierzę w to, że Jaxon choćby nie stara się zrozumieć naszej miłości. Byłem przekonany, że w głębi duszy chciałby to zrobić, ale jest zbyt zaślepiony wartościami, które postawił sobie ponad wszystko inne.

-Nawet tutaj musicie odgrywać całą tę szopkę? Nie możecie powstrzymywać swoich nieogarniętych hormonów i nie pieprzyć się ustami chociaż tutaj, w moim domu? To mnie, kurwa, obrzydza. - wysyczał z jadem. Nie chciał, żeby ktokolwiek inny go usłyszał, co oznaczało, że nie powiedział nikomu i nie zamierzał tego zrobić.
-Widocznie nie dojrzałeś do tego, aby zobaczyć, co nas łączy. Jesteś zbyt dziecinny, aby to zrozumieć, Jaxon. - wtrąciła Jazzy, stając przede mną, jakby chciała w ten sposób pokazać, że cokolwiek by się nie stało, ona zawsze będzie po mojej stronie.
-Nie wierzę, że robisz z nim to wszystko. Nie sądziłem, że jesteś taka, Jaz. Widocznie nigdy cię nie znałem. - splunął wściekle, zaciskając i rozluźniając pięści. - Po Justinie mogłem spodziewać się wszystkiego. Nawet seksu z własną córką. Ale nie po tobie. Myślałem, że jesteś inna. Myślałem, że jesteś normalna. Zawiodłem się i to strasznie.
-Nie obchodzi mnie to, co myślisz. Kochamy się i będziemy kochać, a ty nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia. Nie zniszczysz tego, co jest między nami, choćbyś nie wiem, jak się starał. - widziałem, jak wiele kosztowało Jazzy wypowiedzenie tych słów. Zawsze traktowała Jaxona, jak brata, a teraz on zaczął traktować nas, jak wrogów.

Celowo przyciągnąłem Jazzy bliżej siebie i namiętnie pocałowałem jej miękkie wargi. Prawdopodobnie zrobiłem to na złość Jaxonowi, choć prawdę mówiąc sam nie wiedziałem, co mną kierowało. Najchętniej wykrzyczałbym swoją miłość do Jazzy całemu światu i miał w dupie ich zdanie, jednak nie mogłem tego zrobić. I to bolało mnie najbardziej.

Mój gest jeszcze bardziej zdenerwował Jaxona. Chłopak ruszył w moim kierunku i popchnął mnie na ścianę, znajdującą się za moimi plecami. Nie miał tyle siły, co ja, więc potrafiłem postawić mu się, jednakże nie był też słabeuszem i gdybym nie był skoncentrowany, mógłbym porządnie oberwać od brata.
-Jesteś chory. - warknął, uderzając moim plecami o ścianę. Gdy tylko poczułem jakąkolwiek oznakę bólu, dostałem skrzydeł, aby odepchnąć go od siebie i tym razem ciało blondyna przytulić do ściany.
-Dlaczego? - mój głos był nad zwyczaj spokojny. - Dlatego, że w końcu nauczyłem się kochać? Dlatego że poznałem, co to miłość? Dlatego jestem chory? - chciałem pokazać mu, jaki ból sprawiają mi jego słowa, a jednocześnie przekonać, że to, co czuję do Jazzy jest prawdziwym, silnym uczuciem, a nie jedynie popędem seksualnym, jak sądził Jaxon.

Mój brat nie odpowiedział nic. Wyraźnie nie wiedział, jak mógłby odeprzeć mój atak słowny, dlatego chwycił mnie za koszulkę i wolał rozwiązać naszą sprzeczkę siłowo, niż normalnie, dojrzale porozmawiać. Zaczęliśmy się przepychać i szarpać. Czując, że Jaxon nie zamierza mnie puścić, ja również nie zamierzałem, aby nie wyjść na słabszego. Wiem, że to głupie i szczeniackie rozumowanie, ale w tym momencie walczyłem o honor, który znaczył dla mnie bardzo wiele.

-Chłopaki, przestańcie! - nagle do przedpokoju wpadła nasza matka i chciała odciągnąć nas od siebie, lecz my, jak zahipnotyzowani, woleliśmy w dalszym ciągu szarpać się i przepychać. - Jeremy, możesz mi pomóc!? - krzyknęła do ojca, który parę sekund później zjawił się w przedpokoju i złapał blondaska za ramiona. Mnie natomiast uspokoiła malutka dłoń, ułożona na moim ramieniu. Dłoń mojej księżniczki i jej oczy, wpatrzone w moje.

Wyszeptałem do niej ciche "przepraszam", a potem spojrzałem na Jaxona, który rozmawiał z ojcem, wyraźnie wkurzony. W końcu jednak całą piątką udaliśmy się do salonu, gdzie przy stole siedzieli moi dziadkowie. Rozpromieniłem się na ich widok i mimo ostatnich spięć, uśmiechnąłem się szeroko. Dziadek z babcią byli wspaniałymi ludźmi, których kochałem bardziej, niż własnych rodziców. Oni zawsze we mnie wierzyli i podbudowywali na duchu. Wiedzieli, kiedy jestem zły, smutny czy szczęśliwy. Potrafili rozpoznawać moje emocje. Po prostu bardzo dobrze mnie znali, mimo że nigdy specjalnie nie otwierałem się przed nimi.

-Nie wiedziałem, że przyjdziecie. - uśmiechnąłem się szeroko i poszedłem przywitać się z babcią, a potem z dziadkiem.
-Chcieliśmy zrobić wam niespodziankę. - babcia poklepała mnie po policzkach, jakbym nadal miał dziesięć lat i był małym dzieciakiem. - Pattie, co się stało w przedpokoju? Usłyszałam jakieś krzyki.
-Justin i Jaxon zaczęli się szarpać i awanturować. Może teraz łaskawie wyjaśnilibyście, dlaczego nawet dzisiaj musieliście się pokłócić? Jaxon, przecież dobrze wiedziałeś, że babcia i dziadek są u nas. - kobieta spojrzała na swojego młodszego syna z wyrzutem, na co ten prychnął pod nosem i z impetem odsunął przy stole krzesło, po czym usiadł na nim, wkurzony.

-Jasne. To ja zawsze jestem tym najgorszym, a z Justina święty synek, co? - syknął, przykładając do ust szklankę z sokiem.
Z jednej strony, Jaxon wyglądał teraz, jak słodki, wkurzony dzieciak, natomiast z drugiej zacząłem się obawiać, czy w nerwach nie powie wszystkim o mnie i o Jazzy.
-Jaxon, powiedz wprost, o co ci chodzi, bo mam dość tolerowania twoich fochów. Zachowujesz się, jak rozkapryszona księżniczka. Mógłbyś wziąć przykład z Jazzy. Oboje moglibyście go wziąć. Jest grzeczna, kulturalna, nie to, co wy.
-Słucham!? - blondyn krzyknął, niemal dławiąc się napojem, który znajdował się w jego ustach. - Ona grzeczna? Chyba w snach. Gdybyście tylko wiedzieli, co wyprawia ta mała...
-Nie kończ, stary, bo nie ręczę za siebie. - warknąłem, doskonale i aż zbyt dobrze zdając sobie sprawę z tego, w jaki sposób chciał dokonczyć zdanie. Choćby się, kurwa, walił świat, nie pozwolę nikomu obrażać mojej księżniczki.
-Chłopaki, przestańcie w końcu! Wzajemne urazy zostawcie w przedpokoju, a tutaj przestańcie skakać sobie do gardeł, jakbyście oboje mieli po pięć lat! - dopiero gdy ojciec uderzył pięścią w stół, oboje zamilkliśmy.

Jaxon jednak nie zamierzał zakończyć konfliktu. Chował do mnie tak wielką urazę, że nie pozwalała mu ona zostać ze mną przy jednym stole, dlatego wstał, chwycił po drodze kurtkę i wyszedł z domu, umyślnie trzaskając za sobą drzwiami.

A ja nie mogłem mieć do niego pretensji. Widocznie szok, którego doznał, widząc mnie i Jazzy, był zbyt wielki, aby pozwolił mu normalnie przebywać w moim otoczeniu. Miałem jednak nadzieję, że kiedyś, może za tydzień, może za miesiąc, a może za rok, wybaczy nam i zrozumie, że nasze uczucia są najszczersze i najprawdziwsze.

***

Gdy wróciliśmy razem z Jazzy od moich rodziców, była już póżna pora, a na dworze panowały ciemności, przez które musieliśmy przebić się, aby dotrzeć do domu.
Pod koniec obiadu, który przeciągnął się aż do kolacji, wrócił Jaxon. Jego złość nie minęła. Wręcz przeciwnie, wściekał się jeszcze bardziej, gdy ponownie mnie zobaczył. Awanturował się i o mały włos nie powiedział wszystkim prawdy o mnie i o Jazzy.

-Jestem padnięta. - mruknęła szatynka, jednocześnie ziewając głośno, jakby na potwierdzenie swoich słów.
-Idziemy spać, kotuś? - pogłaskałem ją po włoskach i pocałowałem w czubek nosa.
-Tak. - westchnęła, kiedy wziąłem ją na ręce i wszedłem schodami na górę, a potem zniknąłem w drzwiach od swojej sypialni.

Kiedy postawiłem dziewczynę na ziemi, sądziłem, że od razu wsunie się pod puchową kołdrę, okrytą czarną pościelą, jednak ona złapała mnie za rękę i zaciągnęła do łazienki. Przelotnie mogłem dostrzedz łobuzerski uśmiech na jej ustach. Kochałem go równie mocno, co całą Jazzy. Kochałem każdą jej odsłonę, kazdą część jej nierozszyfrowanego charakterku.

Zanim sie spostrzegłem, pietnastolatka zaczęła odpinać guziki koszuli, którą miała na sobie, a zsuwając ją z siebie, ukazała półnagie ciało moim głodnym oczom, pragnącym jej widoku.

Momentami ciężko było mi uwierzyć, że dziewczyna przede mną ma zaledwie piętnaście lat. Może jej słodka twarzyczka potwierdzała wiek, jednakże zachowanie, kiedy tylko zostawaliśmy sami, mówiło zupełnie co innego. Była zbyt śmiała, jak na piętnastolatkę, lecz może to właśnie pokazywało, jak bardzo mnie kocha i mi ufa?

-Justin, rozbieraj się, bo prędzej tu zamarznę. - stojąc przede mną w samej bieliźnie, objęła ciałko ramionami.
Z nikłym uśmieszkiem, wyjąłem ze spodni granatową koszulę i zacząłem rozpinać po kolei każdy z jej guzików, aby w końcu zdjąć z siebie materiał. Spodni pozbyłem się równie szybko, a na koniec zdjąłem czarne, dopasowane bokserki, dając tym samym znak Jazzy, aby rozebrała się do końca i weszłam pod strumień gorącej wody, wypływającej z prysznica.

Z przygryzioną między zębami wargą, lecz bez cienia skrępowania, ściągnęła bieliznę. Musiałem zacisnąć zęby i niesamowicie kontrolować samego siebie, aby w jednej chwili nie rzucić się na nią. Potrząsnąłem lekko głową, jednak to również nic nie dało, a moje hormony z każdą chwilą stawały się nie do zniesienia.

-Justin, pamiętaj, że ja nie jestem eksponatem muzealnym, którego nie możesz dotknąć. - zatrzepotała rzęsami, łapiąc obnie moje dłonie i wciagając mnie pod prysznic, gdzie po chwili odkręciła wodę i zmoczyła nasze ciała. Moje dłonie jakby same przywarły do jej obnażonych piersi i zaczęły je delikatnie ugniatać.
-Masz świadomość tego, jak bardzo cię kocham? - wyszeptałem, opierając czoło o jej.

Gdy wpatrywałem się w dziewczynę, doskonale widziałem, jak się zmieniła. Każda część jej ciałka uległa zmianiem, z wyjątkiem oczu. W te same tęczówki wpatrywałem się, gdy Jazzy była niemowlakiem i w te same wpatrywałem się teraz. Ten sam odcień, ten sam kształt, te same, szczęśliwe iskierki, tańczące w nich.

Widząc uśmieszek na ustach Jazzy, wiedziałem, czego ona teraz chce, a wręcz potrzebuje. Równie mocno pragnąłem tego samego, dlatego już sekundę później rozbiłem swoje usta o jej i wsunąłem język między jej pełne, rozchylone wargi. Wiedząc, że mogę pozwolić sobie na wiecej, wsunąłem dłonie pod uda dziewczyny i uniosłem ją, a potem gwałtownie wszedłem w nią i jęknąłem, jednakże mój jęk nie był tak głośny, jak szatynki. Uwielbiałem sprawiać, że czuła się dobrze, a po jej odgłosach wiedziałem, że przenosiłem ją do nieba.

Poruszałem rytmicznie biodrami, bardzo mocno wchodząc w nią, a po chwili spokojnie wychodząc. Seks pod prysznicem stał się naszym codzienny rytuałem, dlatego, kiedy tylko Jaz zaciągnęła mnie do łazienki, wiedziałem, do czego zmierza. Była ideałem dziewczyny w każdym znaczeniu tego słowa. Nie mógłbym wymarzyć sobie wspanialszej drugiej połówki, która rozświetlałaby każdy mój dzień i wnosiła do życia kolory.

Jazzy podniecała mnie tak bardzo, że wystarczyło kilka minut w niej, abym doszedł, z głośnym przekleństwem. Usta szatynki natomiast, wykrzyczały moje imię. W tym czasie dziewczyna wtuliła sie we mnie i zassała lekko moja skórę na szyi. Byłem pewien, że utworzyła w tym miejscu malinkę, jako dowód naszej miłości.

-Chyba uzależnię się od tego, Justin. - wymruczała do mojego ucha, gdy zacząłem powoli zsuwać ją i w końcu postawiłem na podłodze w kabinie prysznicowej.
-Odniosłem wrażenie, że już dawno sie uzależniłaś. - zachichotałem, chwytając jedną dłonią ręcznik, leżący na szafce, niedaleko prysznica, i wytarłem nim włosy, z których kapały kropelki wody.
-W takim razie z każdym dniem potrzebuję tego coraz bardziej. Nie sądziłam, ze kiedyś będę w stanie porównać seks do narkotyków. - szatynka owinęła się drugim z ręczników, aby częściowo zasłonić swoje ciało.
Nie wiedziała nawet, jak kochałem, gdy mówiła w ten sposób, lecz jednocześnie sprawiała, że przyrodzenie, pomiędzy moimi nogami, domagało się kolejnej dawki przyjemności.

Oboje wyszliśmy spod prysznica. Założyłem na siebie jedynie bokserki, natomiast Jazzy podeszła do drzwi w samym ręczniku. Nie ubierała się, a ja mógłbym dziękować jej za to przez cały, kolejny tydzień.
Pozwoliłem jej iść przed sobą, aby zerknąć na jej pupkę, którą lekko opinał cienki materiał ręcznika, lecz przez to ledwo zauważyłem, że Jazzy zatrzymała się gwałtownie, zaraz po otworzeniu drzwi od łazienki. Nie wiedziałem, co się stało, dlatego szybko uniosłem głowę, lecz pożałowałem tego niemal natychmiast, gdy tylko ujrzałem swoją rodzicielkę, siedzącą na moim łóżku i wpatrującą się w nas, nienaturalnie wielkimi oczami...

~*~

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
ask.fm/Paulaaa962

32 komentarze

  1. Omg, nowy!! Idę czytać ^^ Na pewno będzie tak samo zarąbisty jak poprzednie ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do cholery, jego matka fikcmo323i92m3 jezus, dostałam zawału, gdy to zobaczyłam. Po pierwsze, to powinna pukać do domu, a po drugie nie powinna wchodzić do pokoju, ale o jezu........ Ja pierdolę, ja chcę więcej ur3im33po2m

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaaaa piroleexd nowy Proszę jak najszybciej! Oby ich nie rozdzieliła bo się chyba zabije, nie rób mi tego proszę i uhgg ich seks mmm normalnie kocham czytać tego bloga

    OdpowiedzUsuń
  4. O jezu!! To jest niesamowite!! Czekam z niecierpliwoscia na nastepny rozdzial .
    (Kiedy sie pojawi)

    OdpowiedzUsuń
  5. O ja pierdole! No to teraz będzie zabawa, będzie się działo... Hahaha zajebisty roźfział i nie koge doczekać się next. Weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  6. O MÓJ BOŻE ! Nie mogę się doczekać reakcji Pattie. Czekam na next ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. super, super, ciekawe jak pattie na to zareaguje, juz sie boje jej reacji XDDD, caluski ;***

    OdpowiedzUsuń
  8. O nieee tosz to tak nie może być co! Ciągle ich ktoś przyłapuje no :C
    Ale świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. O ja cię kręce ! To jest NAJLEPSZY BLOG E V E R !!!! Czekałam na to wszystko już od 9 rozdziału :) K O C H A M T O <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  10. o kurde .... no to teraz się wydało wszystko ... ciekawe jak potoczy się ich dalsze życie

    OdpowiedzUsuń
  11. O DZIEWCZYNO
    NIE WIERZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    O KUR W A M AC

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję za dedykację :') i za życzenia! Rozdział idealny jak zawsze! Ciekawe jak zareaguje Pattie :o~ Oliwia ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Wooooh kurwa mac nie wierzę co ona tam robi.?! /@awwhmrbieber

    OdpowiedzUsuń

  14. Cholera jasna !!! I co teraz ?! Nie noge doczekać się nn

    OdpowiedzUsuń
  15. ŁaaAaał co tu sie dzieje :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Teraz to dojebałaś na maxa !!
    No nie wierze Jego matka O.o ona to wszystko słyszała JPRDL hahahahahahahahahahahaha love czekam na next ❤

    OdpowiedzUsuń
  17. OMG WOW Cały rozdział pełen akcji. W sumie, gdy Jazzy powiedziała, że są ze sobą, kochają się i sypiają, gdy każdy zaczął wychodzić z domu miałam przeczucie, że Zayn zostanie. Jestem rozczarowana Jaxonem, mógłby się tak nie wściekać. Mam nadzieje, że mu i reszcie przyjaciołom Justina to minie, chociaż pewnie będzie to trudne. I Boże jego mama, a Jazzy babcia znajduje się w pokoju siedząca na łóżku kiedy oni wyszli razem z łazienki prawie nadzy. To raczej wiadome co ona sobie może pomyśleć. Sądzę, że będą próbować się tłumaczyć. To byłoby w ogóle dziwnie, gdyby nie próbowali tego robić. Wydaje mi się, że po tym będzie chciała ich rozdzielić. Po prostu nie będzie chciała, żeby takie rzeczy wyprawiały się w jej rodzinie. Mam nadzieje, że te moje przemyślenia nie okażą się prawdą. To trochę chory związek, ale chcę żeby byli razem. Życzę weny i czekam na następny. kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  18. Jezuniu
    Co będzie dalej?
    Jak możesz w takim momencie?!
    Czekamy na kolejny:*

    OdpowiedzUsuń
  19. HAHAAHHAHAHAHAHAHAHAHAHA
    nie wiem czemu ale jak orzeczytalam koncowke wybuchlam smiechem?ciekawa jestem jaka beda mieli wymoke hahaha o moj boze do nastepnego:*

    OdpowiedzUsuń
  20. Że Kurwa co ?> Jaka Matka :o Czy ona jest pojebana tak bez pukania ?> !! KURWA TERAZ TO BD mieć przejebane :3 :X :(
    Yhhh już jestem tak pobudzona na następny rozdizał :3 :D
    haha Jezzy sex = narokotyki co za wybitne porównianie :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Omg... i zostali przyłapani prze mame. Masakra współczuje im

    OdpowiedzUsuń
  22. O ludzie tego sie niespodziewalam .

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale Justin był ubrany, tak? No jak nie to.. Xd

    OdpowiedzUsuń
  24. O ja. Co ona tam robi? To się nie zbyt dobrze skończy.

    OdpowiedzUsuń