środa, 1 października 2014

Rozdział 20 - I can't hide my feelings more. I just want you to love me...


***Oczami Justina***

Patrząc, jak Jazzy zbiega ze schodów, nie wiedziałem, czy powinienem pobiec za nią, czy dać jej spokój. Moje ciało wręcz rwało się w jej kierunku, lecz jednocześnie odczuwało bardzo silne przyciąganie w stronę Jasona. Chciałem po męsku powiedzieć mu, że ma nie zbliżać się do tej drobnej dziewczyny, bo jedynie niszczy jej życie.

Chociaż powinienem być wściekły na Jazmyn, nie byłem. Kiedy przechodziła obok mnie i na moment nasze spojrzenia się spotkały, zobaczyłem w jej oczach ulgę. Wiedziałem, że nie chciała tego zrobić. Była smutna i przestraszona. Robiła to wbrew sobie i tylko ja, znając ją najlepiej, potrafiłem to dostrzedz. Mimo że zasłaniała się bezczelnością i arogancją, zawsze potrafiłem rozpoznać, że moją córeczkę coś gnębi. Zawsze.

-Zmusiłeś ją do tego. - kiedy w końcu moje emocje opadły chociaż odrobinę, warknąłem, odwracając się twarzą do Jasona. Mężczyzna natomiast nadal leżał rozłożony na łóżku, podpierając się na łokciach. Cała ta sytuacja niezmiernie go bawiła. Nie widział, a może nie chciał widzieć, że wbrew pozorom sprawiał Jazzy ogromny ból.
-Przestań być w nią tak zapatrzony. To twoja córeczka zaproponowała mi seks. - momentalnie zacisnąłem pięści i szczękę. Nie mogłem w to uwierzyć. - Nie denerwuj się tak, tylko przyjmij w końcu do wiadomości fakt, że ona dorosła i ma swoje potrzeby. - im dłużej słuchałem jego bezsensownego pieprzenia, tym większą miałem ochotę wysłać go na ostry dyżur w pobliskim szpitalu. Cały czas widziałem przed oczami jego brudne łapska, ułożone na jej kruchym ciałku. Cały czas widziałem wzrok, jakim patrzył na nią. Było mi niedobrze, gdy myślałem, co robiłby teraz, gdybym całkowicie przypadkowo nie wrócił do domu. Nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, że ktoś taki jak on mógłby pieprzyć moją córkę.
-Zamknij się, skurwielu. Nie zasługujesz na nią. Nikt na nią, kurwa, nie zasługuje! - wrzasnąłem, lecz mój głos był na skraju załamania. Naprawdę zachciało mi się płakać, chociaż nie pamiętam, żebym kiedykolwiek to robił. Zaczynałem rozumieć, że nie bedę mógł wiecznie pilnować Jazzy, że pewnego razu zrobi mi na złość, tak, jak prawie zrobiłaby dzisiaj.
-Pogódź się, Justin, z tym, że z Twojej córeczki wyrośnie zajebista dziwka. - wyszeptał Jason, powoli i spokojnie.

Z każdą kolejna chwilą, która swoją drogą ciągnęła się w nieskończoność, krew w moich żyłach płynęła szybciej i szybciej, aż w końcu miałem wrażenie, że zacznie wypływać z moich żył, aby tylko znaleźć ukojenie, ponieważ niemiłosiernie paliła moją skórę.
-Rób, co chcesz. Bądź, kim chcesz. Mów, co chcesz. Ale nigdy, powtarzam, kurwa, nigdy nie obrażaj mojej córki, zrozumiałeś!? - ryknąłem tak, jak jeszcze nigdy.
W jednej chwili znalazłem się obok niego, złapałem go za ramię, a drugą, wolną ręką uderzyłem w szczękę z maksymalną siłą. Mimo że w głębi duszy cholernie chciałem, wiedziałem, że nie mogłem go zabić, ponieważ miałbym spore kłopoty i bezpowrotnie straciłbym Jazzy. Dlatego jedynie wyrzuciłem go za drzwi.
-Wypierdalaj z mojego domu i nigdy więcej się tutaj nie pokazuj. - wydyszałem wściekle. Nie miałem już siły krzyczeć. Mój głos stał się wyjątkowo słaby, a ja nie potrafiłem go w żaden sposób wzmocnić.

Jason jedynie zaśmiał się. Następnie włożył przez głowę koszulkę, złapał swoją torbę w rękę i, machając mi perfidnie i złośliwie na pożegnanie, zbiegł po schodach, wyszedł z domu i trzasnął drzwiami.
Kiedy tylko zyskałem pewność, że zostałem w domu sam, opadłem ciężko na łóżko Jazzy i złapałem w dłonie jej poduszkę. Następnie przyłożyłem ją do swojej twarzy i zaciągnąłem się mocno kwiatowym zapachem. Niestety, mogłem na materiale wyczuć również zapach perfum Jasona, przez co skrzywiłem  się i odrzuciłem poduszkę na drugi koniec pokoju. Niefortunnie trafiła ona w ramkę ze zdjęciem, która zachwiała się, a potem spadła na podłogę. Usłyszałem charakterystyczny odgłos rozbijanego o podłoże szkła. Przekląłem w duchu, jednak postanowiłem wstac z łóżka i podnieść z podłogi nienaruszone zdjęcie.

Wtedy jakby wszystko dookoła zniknęło. Czas się zatrzymał. Byłem tylko ja i wspomnienia, które przywołała fotografia. Mimo wszystkich negatywnych emocji, przepełniających moje ciało, potrafiłem w tym momencie uśmiechnąć się do siebie. Na zdjęciu ujrzałem dziewczynkę, w wieku dwunastu lat. Jej rude włosy zaplecione były w dwa warkocze, a na ustach widniał szeroki uśmiech. Wyglądała, jak każde beztroskie dziecko, a na imię jej było Cindy...

***Wspomnienie***

-Chodź na chuśtawkę, Justin, proszę! - pisnęła rudowłosa dziewczynka, o oczach ciemnych, jak dwa węgielki.
-Cindy, masz dwanaście lat, zachowuj się, jak dorosła, a nie, jak małe dziecko. - szatyn, w wieku dziewczynki, przewrócił oczami, lecz w głębi ducha nie był zirytowany. Uwielbiał spędzać czas ze swoją rudowłosą przyjaciółką, mimo iż była jeszcze bardzo dziecinna.
-Przestań, Justin. Przecież oboje jesteśmy dziećmi, nie zapominaj o tym. - trąciła go żartobliwie w bok, a on udał, że zabolało go to i przewrócił się na trawę, po której właśnie kroczyli.
-I tak wiem, ze udajesz. Nie nabierzesz mnie. - mruknęła, lecz jej głos nie był przekonujący. Wręcz przeciwnie, bała się, że Justina naprawdę mogło to zaboleć. - Ja przepraszam. Wszystko w porządku? - ukucnęła przy nim i przeczesała jego kasztanowe włosy.
Justin wykorzystał moment, w którym Cindy była tak blisko niego i przyłączył swoje wargi do jej. Robił to pierwszy raz w życiu, lecz wiedział, że nawet, jeśli wyszłoby mu to tragicznie, dziewczyna nie wyśmieje go, ponieważ była jego przyjaciółką, a poza tym, również nie była doświadczona.
-Może przestaniemy dzisiaj być dziećmi? - mruknął szatyn, gdy po raz kolejny musnął jej malinowe usta, a ona usiadła na trawie obok niego.
-Dobrze. - odparła niepewnie.

To właśnie tego dnia zrobili to, co pozornie przeznaczone jest jedynie dla dorosłych. I właśnie tamtego dnia spłodzili malutką istotkę o imieniu Jazzy.

***Koniec wspomnienia***

Na fotografii widniała oczywiście postać matki Jazzy. Z Cindy znaliśmy się od piaskownicy, ponieważ nasi rodzice przyjaźnili się od wielu lat. Była moją przyjaciółką, kiedy oczywiście jeszcze żyła. Okropnie przeżyłem jej śmierć, jednakże od tamtej pory musiałem być silny, dla swojej malutkiej córeczki.
-Muszę ją znaleźć. Muszę znaleźć Jazzy. Obiecałem Cindy, że nie pozwolę jej skrzywdzić. Obiecałem. - mruknałem cicho, odkładając fotografię na szafkę.
Wtedy w moje oczy rzuciła się mała karteczka. Wziąłem ją do ręki i obejrzałem z każdej strony. Była to wizytówka agencji modelek, którą prowadził Dylan.
-Powiedzcie, że to sen. Jeden, wielki, pieprzony sen...

***Oczami Jazzy***

Usiadłam na ławce w parku i przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Było mi zimno, bałam się, a do tego litry łez opuszczały moje oczy. Na dworze panowały egipskie ciemności, co dodatkowo potęgowało mój strach. Jestem idiotką, że przyszłam w takie miejsce sama, o tak późnej porze.
Płoszył mnie każdy powiew wiatru. Drżałam cała, a każdy szmer powodował szybsze bicie mojego serca. Byłam zagubiona we własnym ciele i własnej duszy. Potrzebowałam przewodnika, który z powrotem wyprowadziłby mnie na dobrą drogę. Wiedziałam, że tym przewodnikiem jest Justin. Wielokrotnie wyciągał do mnie dłoń, aby pomóc mi wstać, a ja w tak okropny sposób odpychałam go od siebie, a teraz, kiedy naprawdę potrzebuję pomocy, zostałam sama. Należało mi się.

Wtem ponownie usłyszałam szmer, tym razem głośniejszy, bardziej wyraźny. Byłam już pewna, że teraz to nie wytwór mojej wyobraźni, lecz rzeczywistość. Nie byłam tutaj sama, a ktoś skradał się zaraz za moimi plecami.
-Nie powinnaś siedzieć tutaj sama. - najpierw moje serce zamarło, lecz kiedy zdałam sobie sprawę, że głos ten należy do Jasona, odetchnęłam głęboko.
-Musiałam przemyśleć kilka spraw. - mruknęłam, gdy mężczyzna usiadł obok mnie na ławce.
-I co wymyśliłaś? - spytał, aby jakoś podtrzymać tę rozmowę, która nie wychodziła nam dzisiaj najlepiej.
-Szkoda, że Justin nam przerwał. - cholera, ale ja jestem głupia. Widzę swoje błędy, a mimo to dalej brnę w to wszystko, zamiast przyznać się przed nim i mieć spokój. Dlaczego muszę być tak uległa na wpływ środowiska i otoczenia, w jakim przebywam? No dlaczego?
Jason zaśmiał się pod nosem, po czym spojrzał na mnie ukradkiem. W jego spojrzeniu kryło się coś, czego nie potrafiłam odkryć. Jakby zastanawiał się nad czymś. W końcu jednak rozluźnił zmarszczone brwi i wstał z ławki.
-Skoro pierwsza sesja zdjęciowa wyszła ci tak znakomicie, proponuję drugą. Teraz...

***

-Cieszę się, że podchodzisz do tej sprawy na poważnie. Właśnie takich osób potrzebujemy. Zdecydowanych i pewnych siebie. Ty doskonale wiesz, co tutaj robisz, znasz swoje miejsce, a ja niesamowicie to doceniam. Potrzebuję właśnie takich ludzi, jak ty, Jazzy. Od razu widzę, że jesteś gotowa do poświęceń, aby tylko zostać modelką. - gdybym miała powiedzieć szczerze, nie chciałam teraz przyjeżdżać tutaj, lecz Jason mnie do tego przekonał. Natomiast kiedy usłyszałam ostatnie zdanie, zmarszczyłam brwi i przeniosłam ciężar ciała na drugą nogę.
-Co masz na myśli? - teraz nie byłam już tak pewna, jak przed południem i czułam, że powinnam w końcu przeciwstawić się, jeśli zarządaliby ode mnie czegoś więcej.
-Spokojnie, Jazzy. Nie masz o co się obawiać. Przecież wiesz, że nie zrobiłbym ci krzywdy. - powiedział łagodnym, lecz głębokim głosem Dylan i objął mnie ramieniem.
Muszę przyznać, w tym momencie wystraszyłam się go. Brzmiał inaczej, a jego ton skojarzył mi sie z głosem starego zboczeńca, który sympatią chce zwabić swoją ofiarę. I gdybym tylko mogła, odsunęłabym się od niego, jednakże trzymał mnie blisko swojego ciała i uniemożliwiał mi to.

Doprowadził mnie do drzwi na najwyższym piętrze. Były one z jakiegoś względu oddzielone od reszty pomieszczeć. Wyglądały na dźwiękoszczelne, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło.
Po co w agencji modelek dźwiękoszczelne drzwi?
-Teraz zajmiemy się czymś innym, Jazzy. Oczywiście, ma to na celu jedynie poprawę twojej pozycji, jako modelki. - brzmiał tak przekonująco, że naprawdę nie potrafiłam uchwycić w jego słowach żadnego podstępu i ukrytego znaczenia.
Dlatego, sądząc, że nic mi nie grozi i mogę mu zaufać, weszłam do pomieszczenia, jak nakazał Dylan. Było znacznie mniejsze, niż to, w którym odbyłam swoją pierwszą sesję zdjęciową. Tamto było przestronne i jasne, to natomiast dużo bardziej ponure i pozbawione naturalnego światła. Jedynie dwie lampy oświetlały ściany, w ciemnym odcieniu oraz czerwoną, skórzaną kanapę, stojącą pod jedną ze ścian.
Zmarszczyłam brwi, przez kilka chwil stojąc na środku pokoju. Rozglądałam się po nim, ponieważ wyglądało podejrzanie, jak pokój w burdelu mojego ojca. Owszem, rozumiem, że sesje zdjęciowe modelek odbywają się w różnych miejscach i różnych okolicznościach, jednakże nie sądziłam, że również w takich. Poza tym, miałam za sobą dopiero jedną sejsę. Nie wiedziałam, jak mam się zachowywać, jak pozować, co robić. Byłam zupełnie niedoświadczona i liczyłam na to, że ktoś wpierw wytłumaczy mi, na czym ma polegać cały modeling.

-Usiądź, Jazzy i rozbierz się. - polecił Dylan i skinął głową w kierunku kanapy.
-Ale nie mam z czego się rozbierać. - wzruszyłam ramionami, siadając na siedzeniu i wygładzając materiał spódniczki.
Jason, Dylan, a także fotograf, wymienili między sobą znaczące spojrzenia. Prawdę mówiąc, nie wiedziałam, co oznaczały. Wystraszyłam się. Zachowywali sie dziwnie i nienaturalnie. Nie byli tymi samymi ludźmi, z którymi miałam do czynienia jeszcze kilka godzin temu.
-Jazzy, masz się rozebrać... do naga. - Dylan podszedł do mnie, ukucnął między moimi nogami i oparł się o moje kolana, które w tym momencie zaczęły drżeć.
-Słucham? - rozszerzyłam oczy i chciałam wstać, lecz jego brudne łapska uniemożliwiły mi to.
-Spokojnie, Jazzy, zaufaj mi. Nic ci się nie stanie. - zaczął mnie dotykać, a ja nie wiedziałam co sie dzieje. Przecież tego nie chciałam, przecież nie miałam zamiaru się rozbierać. Przecież ja, kurwa, nie chcę!
-Nie dotykaj mnie. - zareagowałam od razu, strącając jego nachalne łapska. - W ogóle, o czym wy mówicie, co się dzieje?
-Wystąpisz w filmie pornograficznym. - Dylan cały czas uśmiechał sie do mnie, jak człowiek psychiczny. I pomyśleć, że to ja do tego wszystkiego doprowadziłam. Przecież przyszłam tu dobrowolnie, nikt mnie nie zmaszał. Byłam tak cholernie głupia i przez własny idiotyzm znalazłam sie w takiej sytuacji.
-Nie ma mowy. - zaczęłam wręcz szaleńczo kręcić głową i zaprzeczać. - Nigdy nie zagram w takim czymś. Nigdy! - na koniec podniosłam głos, gdy zaczęłam wpadać w panikę.
-Nie chisteryzuj, Jaz. Każda modelka tak zaczyna i rozwija swoją karierę. Nie bedziesz jedyną, uspokój się. - Jason przewrócił oczami i oparł się plecami o drzwi. Stojąc na mojej jedynej drodze ucieczki, nieświadomie jeszcze bardziej mnie wystraszył. Nie widziałam wyjścia z tego pomieszczenia, dlatego równocześnie nie widziałam wyjścia z obecnej sytuacji. Byłam zdana jedynie na nich przez swoją własną głupotę.
-To nie będzie bolało, po prostu rób to, co ci każemy. - Dylan wstał i usiadł na fotelu po przeciwnej stronie pomieszczenia. - Rozbieraj się.

Przełknęłam głośno ślinę, lecz wiedziałam, że muszę zrobić to, co mi każą. Nie mogłam wybaczyć samej sobie, że tak łatwo dałam wplątać się w tę chorą grę. Nie sądziłam, że takie będą jej skutki.
Ze zbierającymi się łzami w oczach złapałam za materiał swojej bluzki i szybkim ruchem ściągnęłam ją z siebie. Byłam cholernie skrępowana i przestraszona, a na dodatek było mi po prostu zimno, ponieważ klimatyzacja w pomieszczeniu działa z dwukrotną mocą. Obiecałam sobie w tym momencie, że kiedy dzisiaj wyjdę z tego pomieszczenia, brudna i upokorzona, nigdy więcej nie spojrzę choćby na twarz jakiegokolwiek z nich. Wzbudzali u mnie niechęć i odrzucenie, a także obrzydzenie. O strachu oczywiście nie wspominałam, ponieważ było oczywiste, że bałam się, jak jeszcze nigdy.
-Rozluźnij się, aniołku. Przestań być tak spięta i niewinna. Pokaż prawdziwą siebie. - zachęcał Dylan, odpalając papierosa. Już po chwili doleciał do mnie dym, a przez brak okien i wywietrzników zaczął okropnie gryźć mnie w płucach. - No już, Jazzy, pospiesz się. Musimy dzisiaj nakręcic cały materiał, więc jeśli dalej masz zamiar grać niewiniątko, chyba będę musiał pomóc ci się rozluźnić. - kiedy podniósł się z fotela i zgasił papierosa w szklanej popielniczce, załkałam cicho i objęłam swoje półnagie ciało ramionami, aby mężczyzna nie patrzył na mnie takim wzrokiem.
-Oprzyj się wygodnie o oparcie, a ja zajmę się resztą. - polecił, popychając mnie lekko. Następnie ponownie ukucnął miedzy moimi nogami i zaczął gładzić dłońmi moje uda, także tę część, zakrytą przez spódniczkę.
Nie wiedziałam, do czego to zmierza, więc nie wiedziałam, na co powinnam się przygotować. Automatycznie, jeszcze bardziej się bałam, bo wiedziałam, że ten dzień skończy się dla mnie tragicznie.

Naraz usłyszałam huk, który rozproszył również Dylana. Nim zdążylam w jakikolwiek sposób zareagować, drzwi otworzyły się z impetem, a Jasona odrzuciło wręcz w głąb pomieszczenia.
Ujrzałam w progu moje zbawienie. Ujrzałam osobę, którą traktowałam tak okropnie, mimo że tak bardzo go kochałam. Ujrzałam jego i niemal natychmiast pozbyłam się strachu.
Nie wiedziałam jednak, czy Justin będzie chciał mi pomóc. Nie mogłabym mieć do niego pretensji, gdyby uznałby mnie za nieszanującą się dziwkę, za którą, prawdę mówiąc, uważałam siebie samą.
Zdecydowałam się jednak spróbować. Nie mogłam zostać tutaj ani chwili dłużej, bez względu na reakcję taty. Nie mogłam dać się poniżyć i wykorzystać.
-Tatusiu... - wychlipałam, zrywając się z kanapy i podbiegając do niego. Przytuliłam się do szatyna, ponieważ tego potrzebowałam. Przez parę dni udawałam osobę, którą nie byłam nawet w najmniejszym stopniu i teraz bardzo tego żałuję. Wierzyłam jednak, że nie zniszczyłam wszystkiego, co było między mną, a tatą. Marzyłam, aby wybaczył mi i z czasem zapomniał. Tylko tego pragnęłam.
-Spokojnie, kochanie. Już nic ci nie grozi. - również wtulił mnie w siebie, a palce prawej dłoni wplątał w moje włosy. Teraz zaczęłam płakać jeszcze głośniej. Byłam dla niego potworem, a on to wszystko wybaczył mi w ciągu kilku sekund. Nie zasługiwałam na takiego ojca, jakim był Justin.

Gdy odsunęłam się od mężczyzny, pospiesznie ubrałam bluzkę i stanęłam za Justinem, aby być bliżej wyjścia. Moja psychika wręcz dusiła się w tym pomieszczeniu. Potrzebowałam świerzego powietrza, które stanie się dla mnie zastrzykiem energii.
-Powiem wam tylko jedno. - Justin zwrócił się do swoich byłych przyjaciół, cały czas pocierając kciukiem moją dłoń, którą trzymał, zamkniętą w swojej. - Tacy skurwiele, jak wy, nie powinni nazywać się facetami. - powiedział, o dziwo spokojnie. Najwidoczniej rozumiał, że krzyki, awantury i, nie daj Boże, bójki, nie stworzą żadnego rozwiązania.

Przez całą drogę do domu milczeliśmy. Właściwie, Justin milczał, chociaż ja wyraźnie chciałam nawiązać z nim jakąkolwiek rozmowę. Widziałam, że był na mnie obrażony, może też i zły, a mnie to cholernie bolało. Jednakże wiedziałam, że w pełni na to zasługiwałam. Byłam totalną idiotką, chociaż to i tak łagodnie powiedziane.

Nie wiem nawet, kiedy, zaczęłam cicho płakać, opierając głowę o szybę. Nie chciałam wziąć go na litość. Po prostu nagle zrozumiałam swoje błędy i strasznie ich żałowałam. Miałam idealne życie, a wszystko tak szybko spieprzyłam.

-Nie płacz, Jazmyn. To niczego nie zmieni. - mruknął chłodno.
Mimo że zasłużyłam na tak oschły ton, cholernie mnie ranił. Może taka nauczka da radę mnie otrzeźwić.
-Przepraszam. - wuszeptałam, a moje łzy, wielkości grochów skapywały na moje nagie uda.

On jednak nie powiedział już nic. Ze wzrokiem wbitym w szybę dojechał do domu i zaparkował na podjeździe. Nie wysiadł. Nie odzywał się również, ani nie poruszył się. Nie zrobił nic.
-Tato... - szepnęłam, lecz nie otrzymałam żadnej odpowiedzi.

Poczułam jeszcze większy smutek, rozchodzący się po moim nastoletnim sercu, a potem ból. Ból tak okropny, że wręcz paraliżował mnie i moje ciało. Czułam, jakby moje wnętrze rażone było prądem. Tym prądem był on, Justin.

Wysiadłam z samochodu, gdy uznałam, że dalsze siedzenie obok niego, w grobowej ciszy, nie mialo sensu. Jedynie bardziej cierpiałam.

Otworzyłam zamknięte drzwi kluczem i weszłam do środka. W przedpokoju zdjęłam buty, wysokie szpilki, a potem, włócząc nogę za nogą, doszłam do swojego pokoju.

Było mi tak cholernie wstyd za to, co się stało. Gdybym mogła, cofnęłabym czas i była prawdziwą sobą, a nie sztuczną dziwką, która byłaby w stanie wskoczyć Jasonowi do łóżka za jednym skinieniem palca. Byłam na siebie wściekła. Tak bardzo pochłonął mnie dorosły świat, że zapomniałam, kim tak naprawdę jestem. A jestem jeszcze dzieckiem i powinnam zachowywać się, jak dziecko.

Wtedy drzwi od mojej sypialni otworzyły się, a do środka wszedł Justin. Był smutny. Widziałam to w jego oczach. I chociaż starał się to ukrywać, przede mną nie da rady. Zbyt dobrze go znam.
-Powiedz mi tylko, dlaczego? Wyjaśnij wszystko i daj mi szansę zrozumieć, dlaczego tak się zmieniłaś, Jazzy. - zaczął łagodnie, siadając na skraju mojego łóżka, więc ja podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Chcesz wiedzieć wszystko? Jesteś pewien, że chcesz poznać prawdę? - westchnęłam głęboko, w głębi duszy czując, że bez sensu jest dalsze ukrywanie tego wszystkiego. Lepiej, żeby dowiedział się teraz, niż gdyby miał kolejny raz przeze mnie cierpieć.
-Tak, Jazzy. Tylko tego chcę. - był zdecydowany i pewny, dlatego nie mogłam już dłużej go oszukiwać.
-Dobrze. - po raz ostatni wzięłam głęboki oddech. Czułam, że w tym momencie całe moje życie może ulec zmianie. - Byłam całkowicie zagubiona. Kiedy pojawił się Jason, wykorzystałam go, aby oddalić się od ciebie. Chciałam, abyś był dalej i dalej z każdym dniem. Wolałam, żebyś mnie znienawidził, niż dalej dawał złudne nadzieje.
-Nadzieje? Na co?
-Justin... - kontynuowałam, delikatnie obejmując jedną z jego dłoni swoimi. - Odkryłam to niedawno, bardzo niedawno. Właściwie dopiero kilka dni temu. Próbowałam pozbyć się tego uczucia. Naprawdę próbowałam, ale... Ale nie umiem. Jest zbyt silne. - spojrzałam mu głęboko w oczy i po prostu rozpłakałam się. - Czuję do ciebie to, czego córka nie może czuć do swojego ojca. Ja już nie potrafię z tym walczyć, nie potrafię odpychać cię i coraz bardziej oddalać się od ciebie. Nie potrafię... - przerwałam na moment, aby otrzeć łzy. - Myślałam, że jak zbliżę się do Jasona, jak prześpię się z nim, to wszystko minie. Łudziłam się, że to, co czuję do ciebie to jedynie zauroczenie, ale... Ale teraz już wiem, że to nie jest głupim, nastoletnim zauroczeniem. Ja cię po prostu kocham. Nie tak, jak córeczka może kochać tatusia. Kocham cię tak, jak kobieta kocha mężczyznę.

W pokoju zapanowała cisza, a ja nie wiedziałam, czy powinnam się uśmiechać, czy płakać. Zakochałam się, a miłość jest pięknym uczuciem. Jednak gdy darzę nią swojego ojca, jest to po prostu niebezpieczne.

W końcu odważyłam się spojrzeć na Justina, lecz kiedy ja chciałam uchwycić jego spojrzenie, on w tym momencie wpatrywał się w nasze złączone dłonie.
-Prosze, powiedz coś. - wyszeptałam i dopiero teraz tak naprawdę dotarło do mnie, że wyznałam miłość własnemu ojcu.

Mężczyzna jeszcze przez parę sekund milczał, aż w końcu, gdy powoli zaczynałam tracić nadzieje, że kiedykolwiek się odezwie, poczułam, jak kciukiem pogładził gładką skórę mojej dłoni, a następnie usłyszałam jego cichy, niski i zachrypnięty głos.
-Czasem gesty znaczą dużo więcej, niż słowa. - nim zdążyłam przeanalizować w głowie jego słowa, poczułam duże dłonie szatyna, przyłożone do moich policzków i ciepły, spokojny oddech, tuż przy swoich ustach. Kiedy powoli zbliżał się do mnie, czułam, jakby cały mój świat nagle się zatrzymał, a wszystko dookoła zniknęło. Czułam, że nikt, ani nic nie byłoby w stanie przerwać tego błogiego stanu, a ja ogromnie z tego korzystałam.

I w tej chwili poczułam, jak jego miękkie wargi dotykają moich. Rozpłynęłam się zupełnie, gdy naparł na nie w pełnym namiętności pocałunku. Nie byłam spięta, dlatego nie musiałam się rozluźniać. Od razu więc utonęłam w morzu niesamowitych, przyjemnych uczuć i emocji. Gdy muskał moje wargi, nawet bez słów czułam, że moje uczucia, względem niego, są odwzajemnione i to sprawiało, że chciałam poczuć go jeszcze bardziej, dlatego, uśmiechając się przez pocałunek, uklęknęlam na łóżku, a potem usiadłam na jego kolanach, okrakiem.

Wtedy nasze usta rozłączyły się na parę chwil, podczas których oboje zaczerpnęliśmy powietrza. Moje serce zaczęło bić szybciej, kiedy tylko ujrzałam na ustach Justina szczery uśmiech.
-Ja czułem to już od dawna, malutka, ale nie wiedziałem, jak mam ci to powiedzieć. Bałem się, że wystraszysz się mnie i będziesz chciała odejść, a tego nie potrafiłbym przeżyć.
Jego słowa były najpiękniejszymi, jakie usłyszałam w całym swoim życiu. To, co czułam w tym momencie, mogłabym opisac jednym, prostym słowem - szczęście. Byłam po prostu szczęśliwa i nikt nie potrafił mi tego szczęścia odebrać.
-Co teraz zrobimy, Justin? Przecież my nie możemy być razem. To nielegalne, zabronione i...
-To, co zakazane, smakuje najlepiej. A poza tym, to nie ma dla mnie znaczenia. Znalazłem swoją miłość i nie zamierzam tak po prostu z niej zrezygnować. - potarł moje policzki kciukami i ponownie musnął moje usta, z troską i miłością, jaką mnie obdarzał. Ja natomiast objęłam ramionami jego szyję i mocno wtuliłam się w mężczyznę.

-Dziękuję. Po prostu dziękuję. - szepnęłam, kilka razy całując skórę przy jego uchu. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - pisnęłam, tym razem o wiele głośniej, nie posiadając się z radości. Byłam tak szczęśliwa, ponieważ, chociaż sądziłam, że to niemożliwe, mój ukochany mężczyzna trzymał mnie w swoich ramionach, przytulał, całował i dotykał. Tak bardzo go kochałam, a teraz wiedziałam już, że on kochał mnie także.

Justin zaśmiał się uroczo, na widok mojego entuzjazmu. Chociaż on nie ukazywał tego tak, jak ja, wiedziałam, że również jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
-Kładź się spać, myszko. Już późno. - Justin złożył delikatny pocałunek na moim czole, a potem objął dłońmi moje biodra i ułożył mnie na pachnącej pościeli.
-Nie myśl, że pozwolę ci stąd wyjść. - przygryzłam wargę, zaciskając piąstkę na jego koszulce i przyciagając szatyna do siebie. Od razu wpiłam sie w jego usta i delikatnie zacisnęłam zęby na jego wardze, po czym przejechałam po niej jezykiem, który chwilę później wsunęłam do jego lekko rozchylonych ust. Gdy odszukałam nim jego jezyk, zaczęliśmy namiętnie tańczyć, a gdy ocierałam o jego podniebienie, jęczał cichutko.
Boże, tak cholernie go kochałam i chciałam przez cały czac czuć go blisko siebie.

-Zamęczysz mnie kiedyś, kobieto. - zachichotał, a później przyłożył usta do mojego dekoltu i to na nim skupił swoją uwagę. W końcu poczułam, jak zassał między zęby moją skórę i przygryzł ją delikatnie.
-Zrobiłeś mi malinkę! - pisnęłam, uderzając go w plecy, ponieważ, ze względu na to, że leżał na mnie, było to jedyne miejsce, dostępne dla moich rąk.
On jednak nie słuchał mnie i nie zareagował w żaden sposób. Dalej składał przyjamne pocałunki na moim dekolcie. Wtedy złapał ostrożnie pierwszy guzik od mojej koszuli i rozpiął go, szukając pozwolenia w moich oczach. Nie miałam pojecia, do czego on zmierza, ale cokolwiek by to nie było, nie bałam się, a przynajmniej takie miałam wrażenie. Więc kiedy odpiął kolejny guzik, rozchylił lekko materiał koszuli i nachylił się nad moimi częściowo odsłonietymi piersiami, zanurzyłam palce w jego gęstych włosach. Całował ich wierzch, wywołując uśmiech, rozprzestrzeniający się na moich ustach.
-Nie rozpędzaj się tak, chłopczyku. - wymamrotałam z zamkniętymi oczami, kiedy Justin przejechał po mojej skórze językiem. Owszem, nie chciałam przerywać, lecz nie mogliśmy w pełni rozwinąć naszych uczuć już pierwszego wieczora.
-Wiem, przepraszam. - szepnął, zsuwając się z mojego ciała.
-Nie przepraszaj, nie masz za co. Po prostu musisz poczekać na odpowiedni moment. - przejechałam opuszkami palców po jego wyraźnie zarysowanej szczęce.
Widziałam czysty ogień w jego spojrzeniu. Widziałam, że porządał mnie, a ja to samo odczuwałam wzgledem niego.

Jeszcze parę godzin temu nie przypuszczałabym, że to, o czym marzyłam, może się spełnić. Uwielbiałam uczucie, którym mnie darzył i, prawdę mówiąc, nie mogłam doczekać się jutrzejszego poranka, aby obudzić się, otoczona jego silnymi ramionami. Chciałam zaraz po przebudzeniu usłyszeć od niego czułe słówko na powitanie i poczuć deliktany pocałunek w czoło. Chciałam po prostu czuć jego miłość.
-Wiesz, Justin... - zaczęlam, układając głowę na jego umięśnionej klatce piersiowej i przykrywając nasze ciała kołdrą. - Nie potrzebuję wiele. Chcę tylko, żebyś mnie kochał...

~*~

No i, cóż. Macie to, co chcieliście ;*

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

ask.fm/Paulaaa962

ZAPRASZAM WAS NA MOJE NOWE OPOWIADANIE!

last-breath-jb.blogspot.com

41 komentarzy

  1. Oo ranyy :oo to jest takie hdjxjxjhfjsjf *,*
    Nie moge chyba oddychac :o
    jeju to jest super opowiadanie
    Dziekuje ci ze je piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. BOŻE ! BOŻE ! BOŻE!!!!!!! KURWAAAAAAA !!!! ZAJEBISTEE!!! NARESZCIE !!!!!!!!!! ONI SIĘ MIZIALI!!! AAAAAAA !!! JA CHYBA RODZE!!!!!!!! CZEKAM NA NN !!!! WENY ŻYCZĘĘĘ !!!
    http://boody-live.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebisty jshdwuiefrejfkr ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wierzę ! ;o hahahaha ,nareszcie ! <333 to będzie początek czegoś na prawdę pięknego ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Z jednej strony jak na to spojrzę, obrzydza mnie to. Ale z drugiej.. Takie kochane. *.* Czekam na dalsze rozdziały.
    xox

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie to było shudgs. Po prostu nie wiem jak to ocenić. A końcówka taka słodka. Nie mogę się doczekać nexta. Weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. O Boże ryczę! Czy to nie był najpiękniejszy i najsłodszy rozdział do tej pory?! ;') dziewczyno uwielbiam cię i twoje opowiadania! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O boże :o "- Nie potrzebuję wiele. Chcę tylko, żebyś mnie kochał. " Idealne. To tak idealnie wszystko opisuje... przepraszam, ale nie jestem w stanie napisać duższego komentarza :(

    OdpowiedzUsuń
  9. O Jezuniu :o
    Nie wyobrażam sobie mnie i mojego taty w takii sposób :o
    Ale i tak zajebiste ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aczkolwiek nie myśle iż Twój Tata miał 12/13 lat jak przyszła na świat :)

      Usuń
  10. Aaaaaaaa!Kocham cię <3 Ale zajebiste!!! Vvfdsdkkkhhygffdsa
    #mangomonster

    OdpowiedzUsuń
  11. Hsgjskahsjshs.. Omg, nie spodziewałam się czegoś takiego! *.*
    Mam nadzieję że kolejny będzie juz niedługo!!
    CZEKAM!! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. haha zajebisty !!! Najlepszy ^^ haah z tym filmem porono ^^ nie no wsyztski dopracowane !! Po prostu MEGA !! Chce następny ^^ hahaah teraz będzie się działo <3 JUPI **

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale z nich złe suczki no no no..... ❤

    OdpowiedzUsuń
  14. Mama przyszła do mojego pokoju i czego tak się uśmiechem do tel i mi zagląda… przecież jej tego nie pokaże xd szybko zablokowałam i "nic, nic" lmao! To jest tak bardzo świetne i nie spotykane. Kocham!

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow! No tym to mnie zaskoczyłaś! Oczywiście pozytywnie :)
    Jestem bardzo ciekawa jak to się dalej rozwinie :)
    Pisz szybko następny, weny kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Kurde jak mogłaś to przerwać :D Rozdział cudowny
    Nie wierzę że mi się to podoba ... Córka zakochała się w ojcu ze wzajemnością a mnie to kręci , jestem nienormalna ehh ;/
    Zajebiste opowiadanie <3 ;** !

    OdpowiedzUsuń
  17. O jejuu jak yo czytalam to gdjsjsjdhdbsn dziekuje ci za to ze piszesz ♥ jaaaaaaaa chceeeeee nowyyyyyy ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  18. O kurde! Szok!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. omg yaaasss w końcu

    OdpowiedzUsuń
  20. Jej jestem zaszokowana CUDOWNE!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Omg. Cudny rozdział ! Czekam na next ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. O jejku to jest takie xgdhuhdhukljfcxlld <3 kocham tego bloga, sprawdzam go codziennie ;**

    OdpowiedzUsuń
  23. Boski rozdział! Nie mogę nawet napisać, że to jest ohydne bo ojciec z córką.. to jest słodkie <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Ło Cie Panie ;o oszalałam jak to przeczytałam :D no kosmos !
    czekam na następny ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Mój opóźniony komentarz;p
    Więc, Jazzy dlatego się tak zachowywała. Byli tacy słodcy na końcu. I oni razem to dziwne, ale niesamowite.O piszesz najlepsze opowiadania... Rozdział słodki, nie samowity i wreszcie ten Jasson sobie poszedł, ale na pewno jeszcze namiesza i te zdjęcia jak dobrze że przyszedł. O najlepsze opowiadania piszesz;* Pomieszałam się w komentarzu;);*

    OdpowiedzUsuń
  26. Ale się porobiło xD Rozdział jest genialny. Czeka na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak zawsze świetny

    OdpowiedzUsuń
  28. Wszystkie zgłoszenia do YME zostały odrzucone z powodu braku obserwacji bloga.

    Pozdrawiamy YME Crew
    [youmyeverything-spisfanfiction]

    OdpowiedzUsuń
  29. Jejku normalnie mi sie płakać chciało jak jazzy mu to mówiła było to takie piękne. Naprawdę końcówka najlepsza !!!

    OdpowiedzUsuń
  30. O jaaaaaaa ! W końcu :D piękny rozdział :) Czekam na nn:*

    OdpowiedzUsuń
  31. Omg! Zarąbiste! Dziękuję Bogu za takich ludzi jak Ty xDD Nie wybrażam sobie żebyś przestała pisać opowiadania! I love you!:DD
    ps.mam taka małą prośbę, mogłabyś trochę powiększyć czcionkę? A, no i śliczny szablon :)

    OdpowiedzUsuń
  32. kiedy bedzie nastepny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń
  33. co jaki czas beda dodawane rozdzialy?

    OdpowiedzUsuń
  34. O żesz ty w twarz!Jakoś tak dziwnie, ojciec i córka...wciąż mam do tego jakiś dystans, ale opowiadanie mi się podoba i właśnie w ten sposób to sobie wyobrażałam. Miłości nie da się wymazać z życia i uczucia Jazzy i Justina w końcu musiały w jakiś sposób się ujawnić. I pomimo tego, że to ojciec i córka...miłość to miłość. Jestem ciekawa co będzie dalej. A muszę przyznać, że już się przestraszyłam, że Jazzy będzie musiała wystąpić w jakimś pornolu, że to Jason albo inny oblech będzie tym pierwszym w jej życiu. Ale jak na razie na szczęście wszystko idzie po mojej myśli i mam nadzieję, że tak będzie. Czekam na rozwój sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  35. Kurde, nwm jak się to stało, że nie ma mojego komentarza. Jestem durna xD. Cóż co do rozdziału, to był niesamowicie ekscytujący. Nestem tak chlernie ciekawa co będzie dalej *_*

    OdpowiedzUsuń