piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 5...

***Oczami Jazzy***

Wieczorem, ubrana w nową sukienkę ze zwiewnego materiału w kwiatki, usiadłam na fotelu pasażera w samochodzie taty. Chciałam zapiąć się pasem bezpieczeństwa, jednak szatyn nie pozwolił mi na to i sam wychylił się lekko w moją stronę, aby zrobić to za mnie.
-Wiesz, że poradziłabym sobie sama, prawda? - przewróciłam oczami, wygładzając materiał ubrania.
-Kiedy ja to robię, mam pewność, że nic ci nie będzie. I wtedy też muszę jechać bardziej ostrożnie. Przecież wiesz, że nie przeżyłbym, jeśli coś by ci się stało. - tego typu momenty zdarzały się między nami tylko wtedy, kiedy byliśmy sami. Wbrew pozorom, często rozmawialiśmy na poważne tematy. Lubiłam te rozmowy, ponieważ miałam świadomość, że tylko ja znam tę stronę Justin, że tylko przede mną potrafi się otworzyć, zwierzyć z problemów. Często rozmawiał ze mną, kiedy miał jakiś kłopot, lub chciał się poradzić. Wiedział, że może mi ufać, a ja wiedziałam, że mogę ufać jemu.
-To piękne, wiesz? - spojrzałam na niego ukradkiem, zauważając szczery uśmiech na jego ustach. Nie oderwałam wzroku od jego twarzy, ponieważ jego uśmiech sprawił, że zrobiło mi się ciepło na sercu.
Zawdzięczam temu człowiekowi wszystko. Życie, dom, bezpieczeństwo i przede wszystkim miłość. Czułam, że tata mnie kocha, oczywiście jak swoją małą córeczkę, i nigdy nie przestanie, cokolwiek by się działo i jakkolwiek zabłądziłabym w życiu.
-To prawdziwe. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało. Aniołku, pamiętaj, że jesteś najważniejszą częścią mojego życia. - pogłaskał mnie po policzku, równocześnie zakładając kosmyk moich włosów za ucho. - A teraz naprawdę musimy już jechać. - odpalił silnik i zjechał z podjazdu na opustoszałą drogę. Docisnął pedał gazu, jednak nie tak, jak w przypadku, gdy jeździł sam. Wtedy nie dbał o nic, teraz jechał bardziej ostrożnie. - Tak w ogóle, ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję. - oparłam głowę o boczną szybę i na moment przymknęłam powieki.

Prawda, miał być moment, a w rzeczywistości zasnęłam na kilkanaście minut. Obudziło mnie dopiero delikatne głaskanie po włosach. Justin wybudził mnie z drzemki, śmiejąc się cicho pod nosem.
-Tak słodko spałaś, ale niestety musiałem cię obudzić, za co najmocniej panią przepraszam. - przybrał poważny ton głosu, przez co zachichotałam, ziewając jednocześnie.
-Nie tłumacz się, nie tłumacz. Dobrze wiem, że nie chciałeś dać mi słodko pospać.
-Widzisz, skarbie, odpłacam ci się za pierwsze lata twojego życia, kiedy budziłaś mnie codziennie w nocy. Jednego razu zły sen, drugiego zgubiłaś misia, a jeszcze innego bałaś się burzy. I kto wtedy przyjmował cię do swojego łóżeczka, pocieszał i opowiadał bajki? - nie wiem, dlaczego, ale przez jego słowa w moim oku zakręciła się łza, nie żartuję.
-Mój kochany tatuś, którego podziwiam i któremu z całego serduszka dziękuję za jego poświęcenie i te wszystkie chwile, w których inni mieli mnie dość. - zażartowałam, wysiadając z samochodu i zamykając za sobą drzwi. Justin zrobił to samo. Następnie zamknął miłość swojego życia, mówię oczywiście o samochodzie, i dołączył do mnie w drodze do drzwi wejściowych domu babci.
Gdy doszliśmy, Justin zapukał dość cicho, po czym wszedł do środka. Zastanawiałam się, jak przebiegnie dzisiejszy wieczór. W końcu, niemal każde spotkanie taty i babci kończyło się albo drobną sprzeczką, albo wielką awanturą. Dzisiaj jednak nie będziemy sami, ponieważ u babci są jej znajomi. Nie potrafiłaby pokłócić się ze swoim synem w obecności obcych ludzi.
-Cześć, mamo. - z zamyśleń wyrwałam się dopiero wtedy, kiedy ujrzałam kobietę w średnim wieku. Z uśmiechem na ustach przywitałam się z babcią całusem w policzek, po czym zdjęłam ze stóp buty i ustawiłam je prosto przy szafce.
-Wejdźcie. - dzięki Bogu, miała dzisiaj dobry humor, dzięki czemu była szansa, że obejdzie się bez żadnych kłótni czy nieporozumień, do których z resztą zdążyłam się już przyzwyczaić.
Razem z tatą udaliśmy się w głąb domu. W salonie, przy stole, ozdobionym dzisiaj odświętnie, siedziało kilka osób. Kobieta, myślę w wieku mojej babci, ubrana w czerwoną sukienkę, obok niej mężczyzna, mógł być jej mężem. Na przeciwko również siedziała jakaś para, a przy przeciwległym krańcu stołu, dziadek, ojciec Justina, oraz młoda dziewczyna. Na niej właśnie skupiłam swój wzrok. Nie miała więcej, niż dwadzieścia pięć lat. Była ładną kobietą, z długimi, prostymi, bląd włosami, opadającymi na jej ramiona. Miałam dziwne przeczucie, że moja babcia zaprosiła ją tutaj w jednym konkretnym celu - aby zapoznać ją z tatą. Już od dłuższego czasu na siłę stara się znaleźć dla niego dziewczynę. Justin oczywiście odrzuca, w mniej czy bardziej kulturalny sposób, jej wymarzone kandydatki. Nie dziwię mu się. Na siłę chce zmusić swojego syna do stałego związku, kiedy on w rzeczywistości woli skakać z kwiatka na kwiatek i codziennie odwiedzać łóżko innej dziewczyny.
-Poznajcie mojego syna. To jest właśnie Justin. - wskazała gościom szatyna, po czym przeniosła wzrok na mnie. - A to...
-Narzeczona? Żona? - jedna ze starszych kobiet uśmiechnęła się do mnie, obracając w dłoniach kieliszek z czerwonym winem.
-Chciałam powiedzieć... córka. - dokończyła wreszcie babcia, a wtedy głowy wszystkich zebranych uniosły się, a rozmowy ucichły. Jedyny dźwięk, jaki minimalnie rozbrzmiał w pokoju, to cichy śmiech Justina, kiedy pogładził mnie po plecach.
-Dzień dobry. - gdy chciał, potrafił być bardzo wychowanym i kulturalnym człowiekiem. Jednakże, zdażało się to rzadko.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie do gości, po czym w trójkę podeszliśmy do stołu i zajęliśmy miejsca. Kiedy tylko Justin przysunął krzesło do stołu, zauważyłam na jego ustach głupawy uśmieszek. Już teraz byłam pewna, że coś wymyśli. Miałam tylko nadzieję, ze nie skompromituje przy tym mnie.
-A więc, Justin, czym się zajmujesz? - kobieta, siedząca na przeciwko mojego taty, uniosła brwi i spoglądała na niego z delikatnym uśmiechem. Szatyn wyprostował się na krześle i, łącząc palce u dłoni, odkaszlnął cicho. Miałam cholerną ochotę wybuchnąć śmiechem. Widok mojego taty, tak poważnego i skupionego, był dla mnie zdecydowanie nowością.
-Skończyłem studia prawnicze i otworzyłem własną kancelarię, w centrum miasta. Dobrze mi się powodzi. - gdy zaczął mówić, ujęłam w dłoń szklankę z wodą i przyłożyłam ją do ust, natomiast gdy skończył, zachłysnęłam się napojem, przez co wszyscy spojrzeli na mnie.
-Przepraszam. - wymamrotałam, jednak szeptem, ponieważ z moich oczu zaczęły wypływać łzy ze śmiechu. Nie wiem, jakim cudem udało mi się powstrzymać wybuch śmiechu, zwłaszcza w momencie, w którym spojrzałam na minę babci i dziadka. Powiedzieć, że byli źli, to mało. Byli wściekli, ale nie dali tego po sobie pokazać. Reszta gości zdawała się z podziwem patrzeć na Justina. Ja spojrzałam na niego z rozbawieniem. Zobaczyłam równiez jego drobny gest, kiedy wyciągnął pod stołem otwartą dłoń. Zrozumiałam, co ma na myśli, dlatego dyskretnie przybiłam z nim piątkę. Doskonale wiedziałam, że Justin przyjął sobie za punkt honoru, żeby zdenerwować swoich rodziców. Dosłownie, jak nastolatek. W rzeczywistości przecież mój ojciec nie skonczył nawet liceum, które porzucił, kiedy tylko skończył 18 lat.
-Jak udało ci się pogodzić studia, pracę, z wychowaniem córki? - tym razem moja głowa odwróciła się w lewo. Justin otrzymał kolejne pytanie, a ja już po pierwszym wiedziałam, że mężczyzna nie jest zadowolony z tego wywiadu.
-Jazzy doskonale rozumiała sytuację i zawsze pomagała mi, jak tylko mogła. Ponadto, kiedy była młodsza, a ja nie miałem możliwości odebrać jej ze szkoły, bądź z przedszkola, za każdym razem mogłem liczyć na przyjaciół, lub brata. - wtedy właśnie, jak na zawołanie, do stołu podszedł Jaxon i usiadł na wolnym miejscu obok mnie. Nachyliłam się lekko, aby musnąć jego policzek, po czym wróciłam na swoje wcześniejsze miejsce.
-Czy ja się przesłyszałem, czy Bieber zrobił z siebie adwokata? - wyszeptał mi do ucha, a ja zachichotałam, jednak tak, aby nie zwrócić uwagi reszty rozmawiających dorosłych.
-Tak. Dodatkowo skończył studia. Nie wiem, jakim cudem ci ludzie wierzą w każdą jego bajeczkę. Ma talent do kłamania. - oboje przewróciliśmy oczami. - Przepraszam na moment. - wstałam od stołu i udałam się do toalety, znajdującej się w końcu korytarza.

***Oczami Justina***

Kiedy Jazzy odeszła od stołu, mój wzrok automatycznie powędrował za nią. Zmarszczyłem brwi, niemal od razu tworząc w głowie plan. Nie miałem ochoty dłużej tu siedzieć i udawać grzecznego synka, kiedy w rzeczywistości chciałem najnormalniej w świecie iść na imprezę, najebać się do nieprzytomności i nie pamiętać nic z dzisiejszego wieczoru. Dyskretnie wyciągnąłem z kieszeni telefon, aby pod stołem napisać wiadomość do Jazzy.
"Udawaj, że źle się czujesz, jest ci słabo, mdlejesz."
A kiedy wysłałem sms'a, z powrotem schowałem komórkę do spodni. Na mojej twarzy malowała się satysfakcja, ponieważ wiedziałem, że sprytnie będę mógł wyrwać się z tego całego przedstawienia, przygotowanego przez moją matkę.
-Korzystając z okazji... - wtedy właśnie kobieta uniosła kieliszek z winem i wzniosła toast. - Chciałam ci, Justin, przedstawić Julie. - spojrzała najpierw na mnie, a następnie na blondynkę, siedzącą po przeciwnej stronie stołu. Nie bardzo wiedziłem, jak powinienem się zachować. Moja matka, jak widać, siłą chciała zmusić mnie do stałego związku, wiedząc, że nie mam zamiaru zmieniać swojego stylu życia. Nie chcąc być jednak niemiły, spojrzałem na kobietę i skinąłem lekko głową, uśmiechając się przy tym. Przysięgam, że gdyby w tym momencie widział mnie któryś, z moich znajomych, nie uwierzyliby, że to w rzeczywistości ja. Nigdy nie byłem tak kulturalny i dobrze wychowany. Teraz jednak, chociaż ten jeden raz, postanowiłem się postarać i dobrze wypaść w oczach znajomych rodziców.
-Miło mi. - mruknąłem. Wystarczyły dwa słowa, aby na policzkach blondynki zawitały rumieńce. To urocze. Wystarczy tak niewiele, żeby zawstydzić dziewczynę.
-Mi również. - odparła cicho, spuszczając wzrok i wbijając łyżeczkę w swój kawałek ciasta.
Owszem, lubiłem nieśmiałość w stosunku do mnie, ale nie przesadną, a ta dziewczyna nie potrafiła nawet przez parę sekund popatrzeć w moje oczy. Nie zdążyłem nawet zobaczyć ich koloru, ponieważ od razu zasłoniła je kurtyną rzęs.
Wtedy usłyszałem, jak i wszyscy, siedzący przy stole, ciche i wolne kroki, dochodzące z końca korytarza. Do salonu weszła Jazzy trzymając się za głowę i krzywiąc lekko. Oznacza to, że przeczytała woadomość i rozpoczęła plan, jak wydostać się z więzienia, zwanego również naszym byłym domem.
-Co się stało? - moja matka od razu zainteresowała się "niepokojącym" stanem Jazzy. Wstała od stołu i podeszła do szatynki, układając dłoń na jej plecach. - Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? Jesteś strasznie blada, chyba masz gorączkę, skarbie.
-Tak się właśnie czuję. Zimno mi. - wymamrotała, jednocześnie przymykając lekko powieki i udając śpiącą.
-Na dworze jest trzydzieści stopni, a tobie zimno? Na pewno masz gorączkę. - wtedy odwróciła się przodem do mnie. - Justin, zawieź Jazzy do domu i zaopiekuj się nią. - mówiła do mnie, jakbym pierwszy raz dostał dziecko, dodatkowo piętnastoletnie, pod opiekę. Powstrzymałem chęć przewrócenia oczami i wstalem od stołu.
-Do widzenia. - ukłoniłem się lekko znajomym rodziców, po czym podszedłem do córeczki i złapałem ją lekko, udając, że pomagam jej iść, aby nie zemdlała. W milczeniu założyliśmy w przedpokoju buty. Jazmyn pożegnała się jeszcze z babcią, a następnie opuściliśmy jej dom, kontynuując oczywiście nasze małe przedatawienie. Dopiero kiedy wsiedliśmy do samochodu i upewniliśmy się, że drzwi są szczelnie zamknięte, spoglądając na siebie wybuchnęliśmy naprawdę głośnym śmiechem.
-Nie wierzę, że poszło tak łatwo. - wydukała Jazzy, równocześnie ocierając z policzków łzy.
-Mi też ciężko to zrozumieć, ale nie narzekam. Szkoda mi tylko Jaxona, który będzie musiał spędzić z nimi cały wieczór. - nie, to oczywiste, że nie było mi szkoda brata i szatynka prawidłowo wyczuła w moich słowach sarkazm. Zbyt wiele razy on wysługiwał się mną podczas rodzinnych obiadków, żebym teraz czuł chociaż minimalne współczucie.
-Tato...? - kiedy włączyłem się do ruchu, usłyszałem jej cichy głosik, więc skinąłem lekko głową, aby dać jej do zrozumienia, ze może kontynować. Zacząłem jednocześnie zastanawiać się, dlaczego nagle zmieniła ton głosu. - Podobała ci się ta dziewczyna? - wtedy zrozumiałem, skąd wzięła się u niej ta niepewność. Zaśmiałem się cicho pod nosem, zmieniając bieg i pas jazdy w tym samym czasie. Kiedy zatrzymałem się na czerwonym świetle odwróciłem głowę w jej stronę.
-Zależy, co masz na myśli. Z twarzy była przeciętna, uznajmy, że ładna. Figura, jak najbardziej w porządku. Ale za to wydawała się strasznie nieśmiała, a ja nie lubię aż takiej nieśmiałości. Wolę kobiety, które wiedzą, czego chcą, a ta najprawdopodobniej dziesięć razy zmieniałaby zdanie, zanim zdecydowałaby się przede mną rozebrać. - skończyłem wymieniać, kiedy światło z powrotem przyjęło zieloną barwę, a ja mogłem jechać dalej.
-A nie chciałbyś się ustatkować, mieć żonę, założyć rodzinę? - dziewczynka nie patrzyła już na mnie, tylko w przednią szybę. Jej wzrok utkwiony był w jednym punkcie na szkle, a ja w tym momencie oddałbym wszystko, aby móc chociaż przez chwilę czytać jej w myślach. Chciałbym wiedzieć, co teraz czuje i skąd wzięło się u niej tego typu pytanie.
Nie wytrzymałem i, kiedy znalazłem się na jednej z bocznych dróg, na której rzadko kiedy pojawiały się jakiekolwiek samochody, zjechałem na pobocze i zgasiłem światło, sptawiając, że zarowno w samochodzie, jak i na dworze, zapanowały całkowite ciemności.
-Kochanie... - zacząłem, odwracając się przodem do niej, jednak piętnastolatka nadal wpatrywała się w szybę. - Malutka, spójrz na mnie. - westchnęła dość głośno i dopiero wtedy obróciła głowę. - Dlaczego tak mówisz? Przecież wiesz, że ty jesteś moją rodziną. - ułożyłem swoją dłoń na jej, która spoczywała na kolanie szatynki.
-Ale... - zawahała się, ponownie spuszczając wzrok. - Ale ja wiem, że to przeze mnie. Przeze mnie nie możesz znaleźć dziewczyny, która mogłaby zostać twoją żoną, że przeze mnie wiecznie coś cię ogranicza i... - nie potrafiłem, po prostu nie potrafiłem tego słuchać, dlatego wysiadłem z samochodu i obszedłem go dookoła, na koniec otwierając drzwi od strony pasażera. Ukucnąłem przed piętnastolatką i oparłem się o jej kolana. Zacząłem szukać jej wzroku swoim, jednak ona cały czas go unikała. Kiedy w końcu uchwyciłem jej spojrzenie, dałem radę zatrzymać je na sobie. - Jazzy, jesteś moim największym szczęściem i najlepszym, co mogło mnie w życiu spotkać. Jesteś dla mnie wszystkim. Moją malutką córeczką i moim oczkiem w głowie. I nie zapominaj o tym nigdy, skarbie.
-Ale tato, gdyby nie ja mógłbyś żyć całkiem inaczej...
-Żyłbym inaczej, a wiesz, dlaczego? - pokręciła przecząco głową. - Ponieważ nigdy nie byłbym szczęśliwy. Przecież wiesz, że to dla ciebie każdego ranka wstaję i staram się przetrwać dany dzień. Każdy ma swój własny sens życia. Moim jesteś właśnie ty. - na koniec złapałem jej malutkie rączki w swoje , aby wysiadła na moment z samochodu, po czym przytuliłem do siebie dziewczynę.
-Kocham cię, tatusiu. - objęła mnie w pasie swoimi chudymi ramionkami i oparła główkę o moją klatkę piersiową.
-A ja ciebie, maleńka. - delikatnie pogłaskałem ją po włosach.
To niesamowite, że w tym właśnie momencie trzymałem w ramionach całe swoje szczęście, wszystko, co jest dla mnie ważne, wszystko, co ma znaczenie. Jazzy była całym moim światem i nie widziałem nic, poza nią. To piękne, prawda?
Po paru minutach z powrotem wsiedliśmy do samochodu. Nie odzywaliśmy się już do końca drogi, czyli do samego domu. Gdy zaparkowałem na podjeździe, zgasiłem silnik i wysiadłem, czekając, aż Jazzy dołączy do mnie. Złapałem ją za rękę i razem doszliśmy do drzwi.
Po wejściu, zostawiliśmy buty w przedpokoju. Jazzy weszła do salonu i usiadła, a właściwie położyła się na kanapie.
-Napijesz się czegoś? - zawołałem z kuchni, wyciągając dla siebie butelkę wody z szafki.
-Nie, dziękuję. - odparła, więc opuściłem pomieszczenie i dołączyłem do niej, siadając obok na sofie. Jednym przechyleniem butelki wypiłem pół jej zawartości, a kiedy chciałem odstawić przedmiot na stolik, zabrała mi go Jazzy.
-Jednak zachciało mi się pić. - wyszczerzyła się do mnie, z powrotem kładąc się na kanapie i powoli opróżniając zawartość butelki. - Idziesz na imprezę?
-Idę. A ty idziesz ze mną. Jako małe... zadość uczynienie za dzisiejszy wieczór. - ułożyłem dłoń na jej nagim udzie i pogładziłem je delikatnie.
-A chcesz zabrać ze sobą swojego rozwydrzonego bachorka? - uniosła jedną brew, a na jej ustach ukształtował się łobuzerski uśmiech.
-Swojego bachorka chcę, nawet bardzo, więc wstawaj już i idź się przygotować, bo nie będę na ciebie czekać. - Po moich słowach, Jazzy, jak oparzona, zerwała się z miejsca i pobiegła na górę. Zaśmiałem się cicho, po czym również wstałem i podszedłem do jednej z szafek, znajdujących się na parterze. Wyjąłem z niej czarną, opinającą się na torsie, koszulkę i przebrałem się szybko, po czym spryskałem perfumami. Gotowy, usiadłem, tum razem na fotelu i wyciągnąłem z kieszeni telefon.
-Siema. - to oczywiste, że wybrałem numer do Zayna. Chciałem przekazać mu znakomitą wiadomość.
-Witaj, stary. Jak wieczorek u mamusi? - zakpił, za co, gdyby tylko był obok mnie, oberwałby po prostu w łeb. Nie lubiłem, kiedy ludzie ze mnie kpili.
-Daj spokój, jakoś mnie to nie bawi. Chciałem wam tylko przekazać, żebyście spodziewali się mnie niedługo. I znajdźcie dla mnie jakąś miłą panią, która zajęłaby się samotnym Justinkiem. - wydąłem dolnną wargę i chociaż przyjaciel nie mógł zobaczyć mojej miny, zapewne doskonale ją sobie wyobraził.
-W takim razie do zobaczenia. - i zakończył połączenie, więc mogłem schować telefon do kieszeni jeansów.
Parę minut później z góry zeszła Jazzy. Najpierw usłyszałem cichy odgłos szpilek na schodach, następnie, muszę to przyznać, jej seksowne nogi, czerwoną, krótką sukienkę, aż w końcu mogłem ujrzeć jej słodką twarzyczkę. Zagwizdałem dość głośno, wstając z kanapy i podchodząc do córki. Wyciągnąłem w jej stronę rękę, którą złapała. Wtedy obkręciłem ją powoli dookoła, aby móc obejrzeć szatynkę z każdej strony.
Nie bierzcie mnie za jakiegoś zboczeńca, który interesuje się w ten sposób własną córką. Ja po prostu nie mogłem uwierzyć, że osoba, która jeszcze nie dawno chodziła w pampersach, tak szybko dorosła. Chociaż dla mnie zawsze pozostanie moją małą dziewczynką, ona była już kobietą. A ja nie cofnę czasu i muszę przyzwyczaić się do tej znaczącej zmiany.
-Wyglądasz niesamowicie. - wydukałem, wciąż nie odrywając od niej wzroku. - Tylko boję się, że faceci za bardzo się tobą zainteresują.
-Ale ja nimi nie. - właśnie tak, za każdym razem, wyglądała jej odpowiedź, kiedy zaczynaliśmy rozmawiać o facetach. Unikała tego tematu, niczym ognia, a ja nie zamierzałem na nią naciskać i wiedziałem, że kiedy przyjdzie odpowiedni moment, sama zacznie mówić.

~*~

Rozdział teochę bardziej ukazujący uczucia Justina ;) I w zasadzie nie wiem, jak mam go więcej skomentować ;D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
ask.fm/Paulaaa962

31 komentarzy

  1. Aww jaki słodki! :3 mam nadzieję, że w następnym będzie impreza i coś na niej się wydarzy ^^. Nie wiem co, ale coś, haha xD do następnego <3

    OdpowiedzUsuń

  2. Słodko,wspaniale.

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny, jak kazdy;*

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowny, skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny, czekam na kolejną notkę :3

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham!!!!!
    super uwielbiam to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  7. No i właśnie o to mi chodziło, opiekuńczy Justin w stosunku do swojej córki, a cham w stosunku do innych, właśnie tego brakowało mi w poprzednich rozdziałach, tych uczuć, bo to one są najważniejsze w opowiadaniu. Cudowny rozdział i cudownie, że tak szybko je dodajesz, ale boję się, że jak przyjdzie rok szkolny to znów nie będę miała czasu na czytanie...ehh będę musiała jakoś sobie z tym poradzić. Kurcze, jestem ciekawa, co będzie dalej, bo mam przeczucie, że na tej imprezie coś siwydarzy, może ktoś będzie chciał skrzywdzić Jazzy, a Justin uratuje ją jak superbohater xd Nie mogę się doczekać następnego.Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak słodko. Świetny rozdział.
    Czekam na nn.:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Znalazłam dzisiaj tego bloga i szczerze jest genialny! Ta fabuła.. Pierwszy raz się z nią stykam, także punkt za oryginalność. Opowiadanie jest (powtarzam się, wiem) cudowne, wciągające.. A stosunki Justina i Jazzy są jsnsjeujeeejidndueieuyjeuehej. Sama chciałabym takiego tatę naprawdę. XD
    A co do rozdziału to swoją drogą nieźli z nich aktorzy! Na imprezie zaś coś się będzie działo (niekoniecznie między Justinem a Jazzy) tak mi się w każdym bądź razie wydaje.
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością oraz życzę weny twórczej w pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. SUPER !!!! CZEKAM NA NEXT !!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Najlepsze opowiadanie jakie do tej pory czytalam. Tylko blagam wytrzymaj i pisz do konca to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział. Czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  13. oo impreza na pewno bd ciekawa w twoim wykonaniu ^^ Jazzy pewnie zaszaleje :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Omg! Dodałaś nowy!! Jestem szczęśliwa, na serio ;). Omg, Justin w stosunku do Jazzy jest taki opienkuńczy. Mieć takiego ojca, to SKARB! Niech go trzyma, bo ucieknie. Haha, głupoty gadam xD. Muszę się przyznać, że wczoraj zajrzałam na tego bloga z 6 razy i sprawdzaĺam, czy jest nowy. Wreszcie się doczekałam! Jesteś niesamowita <3. Rozdział jest taki hdhxhxjskdudhxh! Czekam na kolejny ♡
    Ps, przepraszam za błędy, ale piszę z tel.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zajebisty <3 czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny i słodki. Uwielbiam słodkie rozdziały. Nie mogę się doczekać co będzie się działo na imprezie.
    Życzę weny i czekam na następny.
    kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  17. Boże, kocham to opowiadanie <3 !

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetnie świetnie.
    Justin taki kochany. Serio.
    Taki idealny tatuś <3
    Czekam na dalszy rozwój akcji.

    OdpowiedzUsuń
  19. Aww Jaki kochany :3 Już nie moge się doczekać :D Kocham . <3

    OdpowiedzUsuń
  20. WOAH, WIĘCEJ JUSTINA! To mi się podoba, ahahahaha. :3 Kurcze, nie mogłam przestać się śmiać, gdy on nabierał tych znajomych jego rodziców. To było po prostu mega, miałam duży uśmiech gdy czytałam. Boże, jesteś niesamowita, uwielbiam to opowiadanie. Jest przeciwieństwem Black Tears i może to dobrze, bo dalej jestem smutna i przygnębiona po tym wydarzeniu u Cindy i Justina...
    Kurczę, jestem ciekawa co dalej z Jazzy i kiedy wreszcie zacznie się między nimi dziać coś..Poważnego. :D Kiedy zaczną o sobie myśleć nieco inaczej niż powinni. Oczywiście, tylko myśleć, bo coś więcej, to wiadomo, że nie od razu. :D Czekam na kolejny! :D
    ~ Drew.
    glow-in-your-eyes-enlighten-my-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Naprawdę świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Boże,to było piękne...Jak ja chciałabym mieć takiego ojca, to byłoby niesamowiteXD

    OdpowiedzUsuń
  23. Justin jest cudownym ojcem *-* Można go jedynie Jazzy pozazdrościć :) To jest słodkie, jak on się o nią troszczy, jak o nią dba. Jestem ciekawa, co wydarzy się z Jazzy na tej imprezie bo znając Ciebie to nie obejdzie się bez żadnych niespodzianek :) Czekam na następny, weny i całuski :* !

    OdpowiedzUsuń
  24. Jeju, ale słooodko *.* Też chcę takiego tatę! Błagam dodaj szybko kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  25. rozdział super! ciekawe kiedy zacznie sie coś między nimi dziać ♥ nie mogę sie doczekać tego momentu...

    OdpowiedzUsuń